niedziela, 31 grudnia 2017

Wykorzystaj swoje szanse: "Dziesięć tysięcy żyć" M. Poore




Nieważne, kim jesteś: różne rzeczy i tak będą ci się przydarzały. To jedna z podstawowych zasad boskiej alegorii.



Dziesięć tysięcy żyć autorstwa Michaela Poore'a to jedna z tych książek, po które ściągnęłam przypadkiem i podeszłam do niej bez większych oczekiwań  tak z nudów, byle poczytać coś w fantastycznym klimacie. Dawno nie czytałam też książki, która poruszałaby w jakikolwiek wątek reinkarnacji  nie groziło mi zatem znużenie; lekki powiew świeżości niemalże gwarantowany. Ta historia mnie zaskoczyła  nie zmieniła mojego życia, nie będzie mi śniła po nocach, nie doprowadziła mnie do łez... ale to jedna z tych powieści, które szalenie mnie wciągnęły i zapewniły potężną dawkę rozrywki na kilka godzin. To był po prostu doskonały wybór.

Dążenie do Doskonałości


Jakby to było, gdybyśmy dostali dziesięć tysięcy szans. Dziesięć tysięcy żyć, w czasie których możemy osiągnąć Doskonałość i stać się częścią, a właściwie jednością ze Wszystkim. Żywoty są różne, ale w każdym można zrobić coś dobrego, wspaniałomyślnego, coś na tyle doskonałego, by zyskać przepustkę do najwspanialszego "czegoś". 

Nie wędrujcie na krańce ziemi w poszukiwaniu szczęścia. Doskonałość to zadowolenie z tego, kim jesteście teraz.



Nasz bohater, Milo, ma za sobą już prawie dziesięć tysięcy żyć, a jednak wciąż daleko mu do czystej Doskonałości. Co prawda miewał momenty na tyle idealne, że już mógł liznąć ten kawałek Wszechrzeczy, ale do tej pory nie udało mu się osiągnąć wymaganego pułapu zajebistości. I tak żyje, przechodząc z jednej egzystencji w drugą, żyjąc w ciałach ludzkich, zwierzęcych czy jako rośliny. I tak wędruje, by odnaleźć Doskonałość w przeszłości, ale też  innym razem  próbuje się dostosować do życia w przyszłości (niedalekiej). Raz ginie jako dziecko, często jako dorosły, czasem śmiercią naturalną, by kolejny żywot zakończyć nagle i tragicznie. 

U jego boku trwa Śmierć, która nie lubi tej nazwy, więc przedstawia się jako Suzie. Kobieta zabierze nas za kulisy, opowie o tych momentach, kiedy nawet Śmierci żal jest kończyć czyjeś życie, kiedy nawet ona  choć powinna być nieugięta, niewzruszona  ulega duszom, które siłą woli i resztkami świadomości trzymają się swego świata.

Milo powraca do świata jeszcze kilka razy, by spróbować osiągnąć Doskonałość. W sumie nie ma wyjścia, bo jeśli przekroczy granicę (10 000), popadnie w Nicość. Czasem ucieka, by odwlec nieco ten moment, kiedy przyjdzie mu się skonfrontować z samym życiem.

W książce pojawia się  poza naczelnym wątkiem reinkarnacji  wątek miłosny. W rolach głównych nie kto inny: Milo i Suzie, a wiadomo, że istota tak nieprzeciętna jak sama Śmierć nie powinna się spoufalać w ten sposób z człowiekiem... Niektórym zdecydowanie nie podoba się ten  związek. Czy przetrwa? Na pewno w książce znajdziecie odpowiedź.

Przeczytana z ogromną przyjemnością


Dziesięć tysięcy żyć to książka, której nie chciałam odkładać nawet na chwilę. Jak już pisałam: życia nie zmienia, ale czyta się ją z ogromną przyjemnością i zainteresowaniem. Byłam szalenie, wręcz niezdrowo ciekawa, jak zakończy się przygoda naszego bohatera, w jaki sposób poradzi sobie z napotkanymi problemami oraz gdzie trafi. Trafia w różne miejsca, a każde z nich jest na swój sposób fascynujące. Bardzo podobała mi się kreacja świata (a właściwie światów) przedstawionego. Tu realizm miesza się z fantastyką, ziemskie klimaty przechodzą w międzygalaktyczne bytowanie, a każda ze scen ma w sobie coś takiego, co nie pozwala się nam oderwać od tej historii. I, co ważne, każda ma jakąś wartość czy podsuwa materiał do refleksji. No tego się po takiej książce nie spodziewałam!

Książkę czyta się bardzo szybko i poza, moim zdaniem, dość mdłym wątkiem miłosnym, jest ciekawa. To taka lektura, którą bierze się po to, by chwilę pomyśleć, dać się wciągnąć w inny wymiar i z uwagą śledzić kolejne losy bohatera, którego naprawdę można polubić.

Dziesięć tysięcy żyć to książka, która porusza tematykę oklepaną  powieści, które kręcą się wokół reinkarnacji jest mnóstwo  ale czy to komuś przeszkadza? Mnie na pewno nie; takie historie połykam bez mrugnięcia. I w sumie takich mogłaby sobie życzyć  czytanych dla przyjemności czytania, pochłanianych z zainteresowaniem... 

Jestem na tak i z pewnością sięgnę w przyszłości po inne powieści tego autora.