piątek, 19 stycznia 2018

Czyżby romans w szpiegowskim klimacie?: "Czerwony Parasol" W. Mrok




Organizm poddany odpowiedniej dyscyplinie potrafi się zmobilizować. W najgorszym przypadku mózg się wyłącza i człowiek traci przytomność. To daje czas na regenerację sił. Z psychiką jest inaczej.



Czerwony Parasol, którego autorem jest Wiktor Mrok, zainteresował mnie szczególnie opisem na okładce. Przyznaję, że dawno – szczerze mówiąc, nie pamiętam już, kiedy to było – nie czytałam książki w takim mocno sensacyjnym klimacie. Jednak nie to zaintrygowało mnie najbardziej, ale wzmianka o historii opartej na faktach, którą wyciągnięto z tajnych akt służb specjalnych. Brzmi fascynująco, prawda? Nie wiem w sumie, czego oczekiwałam po lekturze tej książki, bo właściwie na nic konkretnego się nie nastawałam. A co mi się trafiło? 



Nieprawdopodobne


Trudno uwierzyć, że coś podobnego mogło zdarzyć się w naszym świecie. Chociaż wiadomo, różne rzeczy się dzieją, a wiele z nich nie mieści się w głowie przeciętnego ludzika – w mojej na pewno. Próbowałam jakoś sobie to wszystko poukładać, co okazało się zadaniem niełatwym, choć niewątpliwie intrygującym i pochłaniającym. Pomijając jednak to, co wydobyto z tych tajnych akt, warto zaznaczyć, że Czerwony Parasol to głównie książka o przypadkowej superbohaterce, z potężnym wątkiem miłosnym i wieloma komplikacjami.



Siedemnastoletnia Tatiana została postawiona w sytuacji mocno patowej: po powrocie do domu znajduje ciała matki, ojca oraz młodszej siostrzyczki. O ile dorosłych sprzątnięto bez zbędnego gadu-gadu, o tyle ciało dziecka nosi wyraźne ślady torturowania. Jak w takiej sytuacji zachowałaby się nastolatka? W sumie nie wiem, ja pewnie padłabym tuż obok, zeszłabym po prostu. Tatiana uruchamia jednak tryb działania w sytuacjach wyjątkowych – przywołuje swoją zdyscyplinowaną, twardą wersję – i bierze sprawy w swoje ręce: szybko odkrywa skrytkę, w której ojciec ukrył to, czego poszukiwali zabójcy, a potem... ślad się po niej urywa. 

Odtąd młoda dziewczyna znajduje się na celowniku – a polują na nią dobrze wyszkoleni, bezwzględni i przede wszystkim nastawieni na wykonanie zadania ludzie. Często nie doceniają jej możliwości, bo kto z góry zakłada, że nastolatka myśli o czymś więcej, niż o malowaniu paznokci? I właśnie to niedocenienie przeciwnika – w tym przypadku małolaty – jest przyczyną totalnego zaskoczenia.  

Co ma z tym wspólnego tajemniczy Czerwony Parasol? To wyjątkowo enigmatyczna organizacja, która zajmuje się... cóż, wieloma sprawami, a robi to na najwyższym poziomie. Tatiana trafia (z przypadku) pod skrzydła tychże, co daje jej sporą szansę na przeżycie, no i stawia na jej drodze boskiego Igora.

Apetyt na więcej


Czerwony Parasol to w moim odczuciu typowa powieść służąca rozrywce. Nie zmienia życia, nie zmusza do głębszych przemyśleń, nawet nie szokuje, czego można by się było po niej spodziewać, ale czyta się lekko i szybko (a to już całkiem nieźle, bowiem blisko 600 stron połyka się z prędkością światła). Zatem: czytając tę książkę dla rozrywki, w ramach odświeżenia, odskoku od innych gatunków, jest jak najbardziej wskazana. To miła odmiana. Myślę jednak, że starzy wyjadacze nie będą usatysfakcjonowani...

W tym miejscu muszę zaznaczyć, że bliżej tej książce do romansu w szpiegowskim klimacie, niż do krwawej jatki – historii, która trzymałaby nas w napięciu i zmuszała do rwania włosów z głowy. Tu właściwie nic nie brzydzi, a jedynie zastanawia sposób działania służb specjalnych – to dobry motyw

Niestety nie poczułam z główną bohaterką żadnej więzi, na żadnej płaszczyźnie. To prawie ideał: piękna, łapie wszystko w mig, potrafi wykiwać wyszkolonych zabójców i ukryć przed światem (w wyjątkowo sprytny sposób) to, co nie powinno wyjść na światło dzienne. Niewątpliwie ma dziewczyna branie. Prawie, bo jednak czasem wychodzi na wierzch jej brak doświadczenia... i całe szczęście – jest przez to bardziej ludzka. 

Wróćmy jednak to romansu. Mnie to kompletnie nie ruszyło i właśnie ze względu na tandetne mizianie słowami (Królowo! Rycerzu!) i miłość od pierwszego wejrzenia o niewyczerpalnych pokładach cudowności... Trzymam się od takiego głaskania z daleka. I teraz sobie myślę, że fanki  romansideł doskonale odnajdą się w tej powieści, a do tego poczują nutkę ekscytacji ze szpiegostwem w tle. Gdyby było mniej tej miłości i więcej mocnego pierdzielnięcia – byłoby idealnie. Najbardziej fascynującym elementem okazała się tu ta zapowiedziana działalność służb specjalnych – szkoda tylko, że czułe igraszki (podane ze smakiem, co warto zaznaczyć!) nieco przyćmiły ten temat.

Wspominałam o tym, że książkę pochłania się błyskawicznie, ale żeby do tego dojść, trzeba przebrnąć przez ciężki, mało ciekawy i zagmatwany prolog. Kiedy już jednak ten będzie za nami, reszta wchodzi bez żadnego problemu. Co mnie zaskoczyło? W pewnym momencie – mniej więcej około 530 strony – byłam mocno zaniepokojona, bo tyle jeszcze zostało do wyjaśnienia, tyle do połączenia, a tu nie zapowiadało się na rozwiązanie akcji. A jednak autor załatwił tę sprawę szybko, sprawnie i przy jednym podejściu. Nagle wszystko stało się jasne – tak konkretnie.

Może Czerwony Parasol nie jest historią, do której wrócę albo taką, którą będę obracać w myślach, ale mimo wszystko cieszę się, że miałam okazję przeczytać tę książkę, bo wiele mi dała. Dzięki lekturze nabrałam apetytu na więcej opowieści w takim szpiegowskim, sensacyjnym klimacie, może bez tak rozbudowanego wątku miłosnego, chociaż wiadomo, że piękne i zaradne kobiety idealnie wpasowują się w wartką akcję. Na pewno w tym roku przeczytam coś w podobnej odsłonie. 

Czerwony Parasol to pierwsza książka z wydawnictwa Initium, którą miałam okazję recenzować. Już wkrótce pojawi się na blogu druga propozycja – tym razem w zupełnie innym klimacie. I wiecie, że już nie mogę się doczekać? Uwielbiam takie niespodziewane inspiracje.