wtorek, 16 stycznia 2018

Jaskrawy, wynaturzony "Malowany ptak" Kosińskiego



Jak górskie szczyty dookoła patrzymy na siebie odseparowani dolinami, za duzi, aby przemknąć niepostrzeżenie obok, za mali, by dotknąć nieba.



Malowanego ptaka autorstwa Jerzego Kosińskiego czytałam już kilka lat temu. Pamiętam, że wtedy ta książka, ta opowieść bezimiennego chłopca zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Pamiętam, że przeżywałam wszystko razem z nim, że płakałam, kiedy on płakał i nie mogłam pogodzić się z obrazami, które mu towarzyszyły, z paskudnymi obrazami ludzkiego upadku. Tak było wtedy, a dziś? Niewiele się zmieniło, choć może podeszłam do lektury z większym dystansem, choć może starałam się nieco odsunąć od tych paraliżujących treści. Niewiele, bo przecież ta historia była mi znana  wiedziałam, czego mogę się spodziewać  a jednak... cóż, obok wielu rzeczy, spraw i emocji nie sposób przejść obojętnie i nie jest ważne, ile razy mamy z nimi do czynienia. po prostu.

Totalne wynaturzenie


Pomyślcie o jakimś paskudztwie: gwałcie, kazirodztwie, zoofilii, znęcaniu się psychicznym i fizycznym, krwawym mordzie, obojętności; pomyślcie o czymkolwiek, co boli i oburza, co mierzi i obrzydza. Wszystko to znajdziecie w Malowanym ptaku.



Malowany ptak to książka, która uderza w polską wieś  autor na światło dzienne wywleka zabobony, raczy nas okrucieństwem, ciemnotą i pcha  raz za razem  w ręce tego czy innego psychopaty. Obraz XX wojny światowej podaje w sposób bezkompromisowy, a jednak trudno nam uwierzyć, że to wszystko mogło się zdarzyć, chyba po prostu chcemy wierzyć, że gdzieś, pośród tej zapuszczonej i zacofanej, przepełnionej gniewem i złem gawiedzi było jakieś dobro, jakiekolwiek...

W podróż ruszamy z kilkuletnim chłopcem, który od razu znalazł się na pozycji przegranej, bo przecież czarne oczy czy ciemne włosy to diabelski znak  ten czarci pomiot z pewnością rzuci urok na zwierzęta, uśmierci niemowlęta (już samym spojrzeniem), ściągnie  na wieś i jego mieszkańców gniew Boży, gniew żołnierzy, moce nieczyste... Bo żydowskie (czy może cygańskie) szczenię nie powinno  nie może wręcz  oddychać tym samym powietrzem, jest niegodne... 

(...) człowiek nigdy nie powinien dać się źle traktować, bo wówczas straci szacunek do samego siebie i odtąd jego życie będzie pozbawione sensu.

Wędrujemy więc od wsi do wsi, przez lasy, pośród ujadania psów, w chłodzie, późną nocą... Mamy szczęście, gdy ktoś nas przygarnie, nakarmi, choć trudno tu mówić o większej radości, bowiem ludzie  o czym przekonujemy się na każdym! kroku  bywają okrutni. To nie jest opowieść o szczęśliwym czy choćby znośnym dzieciństwie; to historia, która tak mocno przesiąknięta bólem, paskudztwem i smutkiem, że trudno przez nią przejść obojętnie.

Wiadomo, że wojna rządzi się swoimi prawami, ale kiedy wędrujemy wraz z tym dzieckiem, kiedy szukamy schronienia, wciąż walcząc o życie, godność, czy choćby o chwilę spokoju... Wizja wojny i dzieciństwa, którą zaserwował nam Kosiński po prostu miażdży.

Polska karykatura


Dawno temu czytałam, zanim przeczytałam Malowanego ptaka po raz pierwszy, zapoznałam się z wieloma opiniami na temat tej książki. Są one skrajne  od zachwytów, przez pewien niesmak i gorzki posmak, po kompletne odrzucenie tej opowieści. Każdy podchodzi do tej historii inaczej i to już chyba nie o samą wrażliwość chodzi, bo rozumiem, że ciężko przełknąć taką dawkę okrucieństwa bez mrugnięcia, ciężko w ogóle... Chyba po prostu chcielibyśmy, żeby ta opowieść była bardziej rzeczywista, może nam bliższa. Ten wynaturzony obraz człowieczeństwa jakoś nam nie leży.

Można uznać, że opowieść obfituje w często zbędne opisy, że czasem tę obrzydliwość wynosi autor na wyżyny, atakując nas z każdej strony i właściwie nie dając szansy na uspokojenie. Każdy kolejny krok to zawód, to znów konieczność starcia z ludźmi okrutnymi, to walka  pełna absurdu, sytuacja bez wyjścia.

Opisy są mocne, szczegółowe, okraszone dźwiękiem, barwą, mocno plastyczne i sugestywne. A jednak mimo tej wszechobecnej obrzydliwości i wątków, które zmuszają do odłożenia tej książki, czyta się ją szybko, sprawnie, co nie znaczy, że lekko i dobrze. Ta lektura wymaga od nas skupienia, ale właśnie skupienie się na scenach prowadzi do niechęci  naprawdę nie chcemy wiedzieć, co będzie dalej, jakie jeszcze przeszkody, jacy ludzie, gdzie i w jaki sposób  ale coś nie pozwala nam się wyrwać z tego wypaczonego i przejaskrawionego świata; coś nas tu trzyma. Nie bez znaczenia pozostaje fakt, że narratorem powieści jest kilkuletnie dziecko, zatem i sposób prezentacji świata nie powinien budzić większych zastrzeżeń  w końcu dziecko to taka niewinna, żyjąca po części w innej rzeczywistości istota. 

Nie wiem, czy polecać Wam Malowanego ptaka, bo nie jest to historia, która uskrzydla, jest denerwująca, brutalna, wręcz karykaturalna, a przy tym negatywna, bolesna. A jednak w tym absurdzie jest coś, co wwierca się głęboko w naszą świadomość i trzyma, i nie puszcza, i przyciąga. Książka zawiera wątki autobiograficzne, ale prawdę mówiąc, nie chcę zagłębiać się w życie autora i dochodzić do prawdy. Chyba czasem bezpieczniej i spokojniej jest uznać, że ta opowieść to wymysł, karykatura, że Kosińskiego poniosło i zawarł w tej historii wszystko to, co może szokować, że to się nie działo, nie miało miejsca. Wolę tak spojrzeć na Malowanego ptaka