czwartek, 18 stycznia 2018

Lustereczko, powiedz... "Kaczka, co przebrała miarkę"




A tych piórek tyle w szafie!
Sama wybrać nie potrafię!



Ostatnio czytam córce może nie rzadziej, ale na nieco mniejszą skalę. Ewcia po szkole jest wymęczona, ja, po pracy, staram się najpierw ogarnąć sprawy najważniejsze, nagłe, bieżące – dopiero potem przychodzi czas na lekturę, którego jednak nie mamy zbyt wiele, bo zaraz trzeba iść spać. Robimy zatem podejścia do dłuższych historii, ale dzielimy je na raty i wszystko nam się trochę rozwadnia, bo zanim przypomnimy sobie, o czym czytałyśmy dzień wcześniej, trzeba już powoli zbliżać się do końca czytania. Dawno już nie miałyśmy do czynienia z taką opowieścią, którą udałoby się nam pochłonąć za jednym zamachem. Córkę dopadło coś w rodzaju kaca książkowego, za co jestem odpowiedzialna, bo mogłam po prostu odłożyć "długaśną" powieść dla maluchów i skupić się na czymś bardziej zwartym... I nagle mnie oświeciło, a to za sprawą Kaczki, co przebrała miarkę autorstwa Pana Poety.



Obie potrzebowałyśmy takiego pozytywnego kopa, który na nowo rozbudziłaby w nas chęć do wieczornych poczytanek.

Co z tą Kaczką?


Książki Pana Poety mają taką szczególną cechę: tłumaczą dzieciom ludzkie przywary – te nasze człowiecze małe wady (i wadunie) odnajdujmy w ptasich bohaterach. Do tej pory poznaliśmy Kurę, która nie radziła sobie z dietą, Wróbla, który był niezłym awanturnikiem oraz Kruka, co wybrał się za granicę i nie mógł się z nikim porozumieć. Poprzednie trzy części zdecydowanie uderzały w zagadnienie tolerancji, akceptacji odmienności. W zabawny sposób prezentowały te nasze grzeszki przeciw bliźniemu – brzmi to bardzo poważnie, ale musicie wiedzieć, że kolejnymi cechami wierszy Pana Poety są niewątpliwie lekkość oraz przejrzystość przekazu, a przy tym doskonały dowcip. Z takiego połączenia wychodzi coś dobrego – po prostu zabawne opowieści, które uczą, bawiąc.


Kaczka nie będzie obca większości kobiet, ale podejrzewam, że i mężczyźni mogą z czystym sumieniem przyznać, że zdarzyło im się coś podobnego. Na pewno znacie ten typ (a może sami macie w sobie coś z naszej Kaczki): otwieram szafę i... nie mam się w co ubrać! Okazja ważna, bo szykuje się randka z kaczorem, a tu żadna stylizacja nie pasuje. Co począć? Jak żyć?


Kaczka przebiera się, przegląda w lustrze i kompletnie nie potrafi ogarnąć tego tematu, zatem wzywa na pomoc przyjaciela. Ten oczywiście chętnie poda pomocne skrzydełko, a jednak uzmysławia naszej bohaterce, że to wszystko na nic. Piątkowa randka odeszła w zapomnienie, Kaczka była tak zaaferowana przebierankami (sobą), że przegapiła spotkanie! Mimo tego uchybienia, polubiłyśmy bohaterkę – ech, no chyba znalazłyśmy w niej coś znajomego, chociaż z ręką na sercu przyznaję, że bliżej mi do Kury...

Czy warto stroić się, poświęcać czas na tak nieistotne sprawy, zawodząc przy tym innych? Czy nie jest tak, że czasem życie nam ucieka, a my nawet tego nie zauważamy, bo nie możemy skupić się na tym, co jest naprawdę ważne?

Nasza Kaczka jest próżna – nie ma sensu tego ukrywać – ale dostała ptaszyna nauczkę. I tyko szkoda tego zakochanego kaczora, który nie doczekał się przyjemnego wieczoru, no, przynajmniej w towarzystwie swej wybranki. Jak dalej potoczyła się ta historia, możemy tylko snuć domysły. Trzeba przyznać, że dzieci doskonale radzą się z kontynuacją!

Kaczka Próżniaczka


Uwielbiamy bajki Pana Poety, a każda kolejna robi na nas pozytywne wrażenie. Na (nie)szczęście ludzkich wad nam nie brakuje, zatem możemy spodziewać się, że autor nadal będzie nas uczył i bawił, a jego wrodzony (chyba?) talent (lub doskonale dopracowany warsztat) do rymowania i puentowania jeszcze wiele razy wywoła uśmiech na naszych twarzach.

Co jest ważne? Chyba najbardziej urzeka mnie to, że o sprawach istotnych i często nieprzyjemnych potrafi autor pisać z lekkością, humorem i sensem. Bajeczka jest przemyślana, a ten proces ubierania (och, ten to może trwać i trwać!) wywołuje pewne napięcie, no bo jak zakończy się ta opowieść? Czy Kaczka w końcu się opamięta? Moja córa kilka razy zastanawiała się, czy Kaczka wreszcie coś wybierze i zdąży na spotkanie. 

Wierszyk bardzo szybko zapada w pamięć, na co mają wpływ dobrze dobrane rymy, ale też coś, czego wcześniej w bajkach Pana Poety jeszcze nie było, czyli refren:

A tych piórek tyle w szafie!
Sama wybrać nie potrafię!


a ten potęguje emocje! Świetne zagranie. 

Książeczka jest (jak pozostałe opowieści z tej serii) pięknie ilustrowana. Joanna Młynarczyk doskonale oddała klimat historyjki, a barwne obrazki – miękkie barwy ubrane w kontrastowe akcenty – pozwalają dziecku lepiej zrozumieć treść bajki, a przy tym zachęcają do samodzielnego snucia opowieści. 

Książeczka jest również porządnie wydana. Twarda oprawa, "grubiutkie" strony i szycie zapewniają jej trwałość - takie cacko może dużo znieść i cieszyć oko (oraz ucho) przez długi czas. Nie rozpada się w dłoniach – nawet tych małych, niesfornych.



Jeśli nie mieliście jeszcze okazji zapoznać się z twórczością Pana Poety, serdecznie Was do tego zachęcam (sprzedaż ruszyła: Prószyński i S-ka). Każdą książeczkę można czytać niezależnie od innych, bowiem każda dotyczy innej wady i innego ptaka. Myślę, że to przyjemny sposób na wyjaśnienie dzieciom spraw, z którymi stykają się na co dzień (szybki rachunek sumienia, drodzy Rodzice).

Co nam dała ta książeczka? Przede wszystkim odblokowała moje dziecko, które uznało, że chce czytać, ale teraz takie krótsze opowieści. Duża, przyjemna w odbiorze czcionka zachęciła Ewkę do samodzielnego czytania – i tak, trochę dukająco, brniemy przez tę Kaczkę... raz za razem. Rozbawiła nas ta opowieść i trochę zasmuciła, ale też zmotywowała do wymyślenia dalszych losów naszych zakochanych. Powiem Wam, że w wydaniu mojego dziecka będzie ona naprawdę kolorowa :)