środa, 17 stycznia 2018

Rozgrywka na poziomie: "13 minut" S. Pinborough




Nie ma okropnych ludzi. Istnieją tylko ludzie.

W 13 minutach Sarah Pinborough rzuca nas w zimne wody, uśmierca na kilka chwil, a potem... dopiero potem zaczyna się prawdziwy koszmar, bo trafiamy do "ula"  witajcie w szkole średniej, która rządzi się swoimi prawami, a żeby przetrwać, trzeba... no właśnie? Jak nie dać się zadziobać? Komu zaufać? Jak utrzymać się na powierzchni? Cóż, witajcie w piekle. 

Ach, te nastolatki


Początek jest intrygujący, bowiem dowiadujemy się, że z rzeki została wyciągnięta dziewczyna  jedna z Barbie, piękna, wspaniała Natasha  którą cudem udało się odratować. Nastolatka przez 13 minut pozostawała w stanie śmierci klinicznej, a kiedy się ocknęła, nie pamiętała niczego. Amnezja jest dość częstym i już mocno oklepanym motywem, a jednak za każdym razem nadaje smaczku powieści, bo wprowadza czytelnika w stan niewiedzy i budzi w nim potrzebę odkrycia tego, co zaszło. Tu niemal do samego końca nie wiemy, co tak naprawdę się wydarzyłoa próby rozwikłania tej zagadki często prowadzą nas donikąd. Do czasu. 


Wracając jednak do początku, wiemy, że Tashę dzielił tylko krok  może minuta, może dwie  od śmierci, a jednak nie mamy pojęcia, w jaki sposób dziewczyna znalazła się w wodzie, choć możemy się tego domyślać. Dostajemy nawet kilka podpowiedzi: tajemniczy SMS, zawistne spojrzenia wpatrzonych w nią dotychczas przyjaciółek, pełne sekretów konwersacje i lęk, który nie opuszcza uratowanej.

Głównymi bohaterkami są nastolatki, a na pierwszym planie znalazły się ich codzienne problemy: delikatne motylki w brzuchu i wielkie miłości, używki, szkolne problemy, ciche marzenia, paskudne obawy, pozycja w grupie, potrzeba akceptacji. Wchodzimy w ten świat, dość brutalny, i dajemy się ponieść specyficznemu klimatowi, który nie opuszcza nas ani na moment. Przypominamy sobie, jak to było, kiedy byliśmy młodzi, czy wokół nas paradowały Barbie (piękne, rozkoszne, zimne suki), czy może gdzieś w kącie ukrywała się jakaś zlękniona dusza, kompletnie ignorowana, nieprzebojowa, czy po korytarzach szwendały się indywidualności, czy, czy, czy... Ten obraz młodzieży kojarzy mi się raczej z tym, który serwują nam amerykańskie filmy  przejaskrawiony, pełen sprzeczności, a jednak na tyle wnikliwy w tej swojej jaskrawości, że bez problemu dałam się wciągnąć w tę intrygę i z przyjemnością podążałam wyznaczonym przez autorkę szlakiem. Do czasu, bo w pewnym momencie wszystkie elementy tej niejasnej układanki wskoczyły na swoje miejsce, ale o tym zaraz.


Poza wątkiem psychologicznym pojawia się również ten kryminalny, co oczywiste, bo w końcu "coś zaszło". Nie jest on jednak powalający, bowiem policja (delikatnie mówiąc) jakoś niespecjalnie się wykazała. Nie znajdziecie tu opisu sprawy, dochodzenia do prawdy, a całość ogranicza się jedynie do wspomnienia o przesłuchaniach, przeglądania monitoringu czy krótkich rozmów z nastolatkami (takich z doskoku). Jakaś taka niewyraźna ta policja, jej działania słabe i niepowalające, a sylwetka głównej pani detektyw nijaka. Coś jest, lecz w sumie nie wiadomo, w jakim celu, bo niewiele z tego wynika. Chyba po prostu jakiś stróż prawa musi być, bo bez tego ani rusz. Na szczęście dochodzenia do prawdy tu nie brakuje, ale rolę detektywów przejmują nastolatki  trzeba przyznać, że są w tym całkiem niezłe. Nie myślcie jednak, że to książka detektywistyczna czy przygodówka  absolutnie! Tu gra toczy się raczej na poziomie intelektualnym, we wnętrzu, w środeczku i tylko czasem wychodzi na światło dzienne, ale z przytupem!


Poprzeczka tak wysoko




Uwielbiam thrillery psychologiczne przede wszystkim za specyficzny, nieco pokręcony nastrój. Lubię wchodzić w opowieść, odkrywać powoli, ale systematycznie kolejne tajemnice, rozgryzać sekrety i pokonywać trudności. Cenię sobie autorów, którzy mylą tropy, podsuwając co rusz jakiś smakowity kąsek, a robią to zgrabnie i przykładnie, by czytelnik połknął haczyk. W 13 minutach takich mylnych tropów nie brakuje, chociaż dość szybko udaje się nam dojść do konkretnych wniosków i rozwiązać tę zagadkę. Początkowo w ogóle nie wiemy, o co ma chodzić w tej całej historii, ale już w drugiej części jesteśmy w stanie wiele przewidzieć. 



Jeśli czytaliście już książkę Co kryją jej oczy, możecie snuć domysły, zastanawiać się, czy i tym razem autorka pójdzie w nietypowość, czy znów zaskoczy nas w tak niesamowity sposób. Nic z tych rzeczy; tu wszystko  od początku do końca  pozostaje w obszarze prawdopodobieństwa. I chyba to przeraża nas najbardziej. Trzeba przyznać, że pierwsza książka to taka wysoko zawieszona poprzeczka, którą trudno będzie przeskoczyć.


Początkowo niesamowicie wciąga, po chwili nas stabilizuje  utrzymuje nasze emocje i domysły na równym poziomie  potem zachodzi ciekawe zjawisko: szybko dochodzimy do prawdy, ale właśnie ta część, w której już praktycznie wiemy, co i jak, jest moim zdaniem najciekawsza. Nagle z powolnego snucia domysłów przechodzimy w szybką, wartką akcję. I może nie zaskakuje, już nie, ale porywa i pozostawia pewna satysfakcję.

Czyta się świetnie, na co wpływ ma zmienna narracja: Natasha podsunie nam swój dziennik, narrator wszechwiedzący wprowadzi w klimat, fragmenty artykułów z gazet czy raportów policyjnych podsycą nieco apetyt na więcej, a treściwe wiadomości tekstowe wprawią w osłupienie. Niby wszystko wiemy, a jednak wciąż pozostają pewne niedopowiedzenia; niby dostajemy rozwiązanie na tacy, ale czujemy, że coś tu nie gra, a może to celowy zabieg? 

13 minut to ciekawa, wciągająca i frapująca rozgrywka, która wymaga od nas skupienia  nie możemy przecież niczego przeoczyć, a tu każdy czynnik ma znaczenie. Ta gra, pełna fałszu, półprawd i oczywistości, dostarcza przyjemnej rozrywki  książka idealna na wieczór, dwa. Dobrze poczytać.


Książka od wczoraj dostępna w księgarniach, zapolujecie? :)

Gdzie kupić?
Strona wydawcy i więcej szczegółów :)