piątek, 26 stycznia 2018

W sieci kłamstw, półprawd i oczywistości: "Czasami kłamię" A. Feeney




Kłamstwa dostatecznie często powtarzane zaczynają brzmieć jak prawda.





Czasami kłamię autorstwa Alice Feeney to książka, po którą sięgnęłam w ramach lektury miesiąca wybranej przez Klub Książki Przeczytaj i Podaj Dalej. Być może kiedyś dotarłabym do tego tytułu, tym bardziej że w pewnym momencie okładka atakowała mnie na każdym kroku, ale przyznaję, że niespecjalnie mnie interesował. Jak się okazało – niesłusznie, bo to dobra historia. 

Dzień dobry, czasami kłamię


Każdy z nas czasami kłamie – zdarza się i nikt jakoś specjalnie nie obnosi się z tym faktem. Raczej podejrzani są dla nas ci, którzy twierdzą, że nigdy tego nie robią. Inaczej jednak, kiedy bohater, wprowadzając nas w swoją opowieść, zaczyna od tego stwierdzenia: Czasami kłamię. Już wtedy nie wiemy, co o nim myśleć, czy wierzyć w to, co nam powie, czy próbować wyodrębnić te kłamstwa, które przecież mogą by prawdą. Zastanawiamy się, czy kłamie tylko czasem, czy jednak częściej, bo przecież "czasami" to pojęcie względne. Po takim początku nie wiemy, czego możemy się spodziewać, więc śledzimy tego naszego bohatera, z uwagą przyglądamy się jego działaniom i próbujemy złapać go na gorącym uczynku. W przypadku tej powieści nie jest to jednak takie proste, bowiem główna bohaterka znajduje się w stanie śpiączki, więc kiedy ona może kłamać? I w czym? Czy tylko udaje? Może próbuje jedynie uśpić naszą czujność i w gruncie rzeczy to wszystko, co jest i było, to jedna wielka ściema?


Amber, jak już wiemy, leży w szpitalu. Po wypadku (o którym niewiele wiemy, bo ona sama właściwie nie ma pojęcia, jak do tego doszło) zapadła w śpiączkę – jest świadoma, ale bezwładna i nikt nie zdaje sobie sprawy z tego, że ona słyszy! W tym stanie kobieta nie mówi nam zbyt wiele, ale opisuje, co się dzieje wokół.

Na szczęście poza tym, co dzieje się teraz, dostajemy coś więcej – wspomnienia małej dziewczynki zawarte na stronach dziennika oraz zdarzenia sprzed wypadku – na kilka dni przed świętami. Podążamy za Amber, mając na uwadze jej początkowe wyznanie, a jednak w końcu łapiemy się na tym, że jej ufamy. I tak za każdym razem, po każdej rewelacji, co chwilę. 

Czeka nas niełatwa sprawa do rozwikłania, bo poza tym, że Amber jest w śpiączce, ma na ciele ślady, które dość jednoznacznie wskazują na czyjś czynny (ręczny) udział w tym zdarzeniu – sama się przecież nie poddusiła – a jednak dochodzenie prowadzi nas do martwego punktu. Nikt nic nie wie. Kogo podejrzewa się w takim momencie? Oczywiście męża, a że Amber wyznaje nam, że ten już jej nie kocha... Pytania się nawarstwiają, a każde kolejne odkrycie rodzi następne wątpliwości. No i nie zapominajmy: ona czasami kłamie. 

Dobra książka


Czasami kłamię to jedna z tych książek, w której wiele się dzieje, choć główna bohaterka – powiedzmy to śmiało – stanowi raczej wystrój pokoju, choć nie do końca. Właściwie większość akcji już się rozegrała, a my dostajemy po prostu wyciąg z przeszłości i fragmenty dziennika. Właściwie, bo jednak ta leżąca Amber – wciąż żywa – relacjonuje nam zdarzenia na bieżąco, będąc mimowolnie ich uczestnikiem. To pokręcone, ale wydaje mi się, że od razu dacie się wciągnąć i szybko wpadniecie w rytm.

Historia z pewnością może zaskoczyć, a nagłe zwroty akcji – tak, tak, tych tu nie brakuje – zmuszają nas do ciągłego trzymania ręki na pulsie. Kiedy już myślimy, że wszystko jest jasne, kiedy wydaje się, że rozszyfrowaliśmy te kłamstwa, wyłuskaliśmy prawdę, poukładaliśmy je w logiczną całość... nagle okazuje się, że byliśmy w błędzie. I to jest naprawdę zachwycające, bo miło czasem dać się zaskoczyć i pomyśleć sobie, że autorowi udało się utkać porządną intrygę, że my byśmy na to nie wpadli.

Książka oczywiście nie pozostaje bez wad – czasem kuleje stylistyka, zakończenie może nie zachwycić (mnie w ogóle nie przekonało), a całość może wydać się ciut (lub bardziej niż ciut) naciągana – ale to w niczym nie przeszkadza, bo opowieść jest spójna i czyta się po prostu dobrze.

Dobry thriller z zaskakującymi zwrotami akcji, pełen niejasności i zmuszający do poszukiwań rozwiązań. Poza zakończeniem, które mi jakoś szczególnie nie przypadło do gustu, utrzymuje w napięciu i nie pozwala się odłożyć. Warto przeczytać.