środa, 21 lutego 2018

Zaproszenie na wystawę: "Martwa jesteś piękna" B. Bauer





Nieśmiertelność to nie prawo, a przywilej pozostający poza zasięgiem miliardów ludzi, których życie nie ma żadnego znaczenia. Żeby zostać nieśmiertelnym, trzeba opracować plan, a potem skrupulatnie go realizować.


Moje pierwsze spotkanie z twórczością Belindy Bauer uważam za udane i być może sięgnę po inne książki pisarki – podejrzewam, że to nie będzie nasze ostatnie "starcie". Martwa jesteś piękna to historia, która zaintrygowała mnie przede wszystkim opisem – poczułam, że to będzie to, więc bez wahania zdecydowałam się na lekturę tej książki. Gdybym miała opisać ją jednym słowem, użyłabym stwierdzenia, że jest inna. To nie taki typowy thriller, na co wpływ ma przede wszystkim sylwetka dość nietypowego mordercy. To również coś więcej – gorzka refleksja o współczesnym, totalnie medialnym, cyberświecie, gdzie liczy się... no właśnie.

Wystawa: tu


Historii, które opowiadają o psychopatycznych mordercach, znamy aż nadto. Zabójcy wyskakują nam zza każdego rogu, łypią na nas niemal z każdej karty kolejnych powieści. Czasem odnosimy wrażenie, że już niczym nie są w stanie nas zaskoczyć, bo przecież każdy chce tylko jednego: zabijać. Oczywiście każdy z nich ma (lub przynajmniej myśli, że ma) jakiś konkretny powód, ale często jest on "na wyrost". Po prostu autorzy wciskają w umysły swych literackich oprawców, co się tylko nawinie, by jakoś te krwawe zbrodnie uatrakcyjnić. A jednak można inaczej. Czasem morderca może być atrakcją samą w sobie.



Nasz morderca ma misję: nadaje nieśmiertelność, uwypukla pominięte, naświetla zapomniane. Swoim ofiarom nadaje miano sztuki – pięknych martwych eksponatów, które zasługują na to, by je podziwiać. Zdecydowanie nie  możemy identyfikować go ze "sztuką dla sztuki", bowiem tu liczy się po prosu poklask. Morderca nagłaśnia zatem swoje czyny – zaprasza widzów, informuje ich o miejscu i czasie, kiedy to mogą podziwiać jego dzieło. Pozornie niepowiązane ze sobą zgony z czasem tworzą krwawą wystawę. Wstęp wolny, dla widzów o mocnych nerwach i... w sumie jest taki mały szkopuł: każdy może zostać ofiarą.

Morderca i jego ofiary to oczywiście podstawa, jednak – aby obraz był pełny – brakuje nam jeszcze tej "drugiej strony". Tu nie będziemy mieć do czynienia z doskonale wytrenowanym, doświadczonym detektywem, który niczym pies gończy bada kolejne tropy i siedzi temu paskudnikowi na ogonie. Nie, tu  sprawa wygląda nico inaczej. Nasz morderca upatrzył sobie ofiarę – to dziennikarka kryminalna – z którą połączyła go dość niespodziewanie niecodzienna relacja. On pragnie podarować jej piękno, ponieważ ona (jako jedyna) obdarzyła go zaufaniem. Kobieta daje się wciągnąć w grę (kontaktuje się z mężczyzną telefonicznie), a kiedy stawka rośnie, postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. Co jej z tego wyjdzie i czy w ogóle coś? Warto się przekonać. 

Zbrodniom towarzyszy – ku wielkiej uciesze mordercy – medialna otoczka. Niewątpliwie nasz bohater lubi być na widoku, co więcej – gdyby nie jego nietypowe zaproszenia na wystawę, nikt nie powiązałby zapewne tych ofiar. Wracając jednak do mediów, autorka poruszyła bardzo ważny problem: internetową (albo raczej ludzką) znieczulicę. Dziś, kiedy prawie wszyscy mają przyklejone do dłoni smartfony, rejestracja sensacyjnych zdarzeń nie stanowi żadnego problemu – każdy świadek wydarzenia może nagrywać, podawać dalej, informować. Trudno jednak mówić o zaletach takich akcji, kiedy człowiek zamiast pomóc, woli nakręcić filmik lub cyknąć fotkę, które zyskają mnóstwo łapek w górę... 


Czyta się szybko


Książka jest dobra – to jedna z tych opowieści, które nie wywarły na mnie ogromnego wrażenia, nie porwały mnie tak do końca (tu chyba zadziałała postać reporterki, która nie przypadła mi do gustu), ale weszłam w tę opowieść szybko i nawet nie zauważyłam, kiedy się skończyła – pochłonęłam z przyjemnością. Może historia nie należy do najlżejszych, bowiem wiele tu obrzydliwości, ale zasnęłam po niej ze spokojem – nie zmiażdżyła mnie – zatem to doskonała powieść dla początkujących amatorów thrillera, ale myślę, że stary wyjadacz również znajdzie tu coś dla siebie. I to bez większego problemu.

Poza motywem kryminalnym (zbrodnie), elementami thrillera psychologicznego (wejście w umysł psychopatycznego szaleńca), autorka pokusiła się o uzupełnienie treści dobrze skomponowanymi wątkami obyczajowymi. Tu na pierwszym planie znajdziecie córkę, która opiekuje się chorym ojcem, flirty i miłostki oraz wzmianki o równości kobiet, ważności statystyk (słupki oglądalności muszą się zgadzać) i wspomnienie przeszłości. Sporo tego, a jednak większość dość zgrabnie się zazębia. Zabrakło mi połączenia "kiedyś" z "teraz" (w przypadku życia naszej bohaterki), ale potraktowałam to  po prostu jako delikatny zapychacz – niekonieczny, ale nieszkodliwy.

Wydaje mi się, że książka przypadnie Wam do gustu – jest dobra, a – z tego, co wiem – zdobyła wiele pozytywnych recenzji. Być może i na mnie podziałałaby mocniej, gdyby żartobliwe dialogi czy potoczne odzywki (a jest ich wiele) nie były nagminnie wplatane w sprawy wagi ciężkiej. W wielu momentach brakowało powagi, wiele można było podać czytelnikowi z przytupem, wbijając go w fotel. Takie humorystyczne wstawki wybijały mnie z rytmu i w gruncie rzeczy napięcie, oczekiwanie, dreszcze gdzieś ulatywały... Z drugiej strony, gdyby całość była trudna (ze względu na nagromadzenie obrzydliwości) do przełknięcia, nie czytałoby się jej z taką przyjemnością. Jak Wy ją odbierzecie? Warto sie przekonać.

Czy polecam? Jasne, bo to dobra książka z ciekawym (świetnie skonstruowanym) mordercą w roli głównej, no prawie głównej.