środa, 21 marca 2018

Najlepsza powieść Magdaleny Majcher: "Wszystkie pory uczuć. Wiosna"

(...) płodowy zespół alkoholowy to jedyny zespół wrodzonych wad, któremu można zapobiec.
Wystarczy nie pić alkoholu w ciąży.



Nie żartuję. Przeczytałam prawie wszystkie (poza debiutem) powieści Magdaleny Majcher i ta – Wszystkie pory uczuć. Wiosna – jest w moim odczuciu najlepsza, bo porusza do głębi, a do tego niesie ogrom bardzo ważnych informacji. Takiej historii jeszcze nie było, a tematyka porusza przez autorkę jest przecież, niestety, bardzo aktualna. 

Nie muszę zaznaczać, że po książkę sięgnęłam bez zastanowienia, pochłonęłam ją w błyskawicznym tempie, a całość przyszła do mnie przepięknie opakowana, więc i oko nacieszyłam, zanim przystąpiłam do lektury?




Po prostu FAS


Alkoholowy zespół płodowy (FAS) to zespół wad wrodzonych, który jest skutkiem działania alkoholu na rozwijający się w łonie matki płód. Totalną bzdurą jest przekonywanie kobiety ciężarnej, że jedna lampka wina nie zaszkodzi, bowiem każda ilość spożytego w trakcie ciąży alkoholu może doprowadzić do tragedii; wraz z matką pije jej nienarodzone dziecko... Spożywany przez matkę alkohol powoduje – tak jednym słowem – tragedię... Objawia się deformacjami twarzy, atakuje kluczowe organy dziecka, prowadzi do zaburzeń rozwoju wzrostu, osłabia rozwój mózgu i płuc, a do tego zwiększa ryzyko przedwczesnego porodu, zmniejszając szansę dziecka na przeżycie. To jednak nie wszystko, bowiem alkohol odbija piętno na psychice malucha: wpływa na zaburzenia pamięci krótkotrwałej, problemy z koncentracją i kontrolowaniem emocji, utrudnia gromadzenie i przetwarzanie informacji, co powoduje problemy w szkole, powoduje opóźnienie mowy, rozwoju psychoruchowego. 



FAS to jedyny zespół wad wrodzonych, któremu można zapobiec – wystarczy nie pić w ciąży alkoholu, nawet tej małe lampki, którą wciąż (o zgrozo) zalecają przyszłym mamom ginekolodzy...



Wszystkie te informacje znajdziecie w nowej książce autorki oraz na grafikach przygotowanych specjalnie z myślą o tych wszystkich maluchach, które właśnie grzeją się w brzuszkach swoich mam – grafiki znajdziecie we wpisie – jeśli macie ochotę, podzielcie się nimi. Myślę sobie, że każdy głos w tej sprawie jest ważny, każdy sygnał, który może zmusić do myślenia przyszłą mamę. To słowa bolesne, owszem, i przerażające, ale warto budować świadomość społeczną, bo  milczeniem nie zmienimy niczego...



Pisałam, że to książka bardzo ważna – mam nadzieję, że teraz się ze mną zgodzicie, bo odpowiedzcie  sobie na pytanie: ile tak naprawdę wiecie o tym zespole? Ja nie wiedziałam praktycznie nic, a dziś – po lekturze – mogę powiedzieć, że już coś wiem, i z pełną świadomością przyznać, że skutecznie uchroniłam moje dziecko: nie piłam w ciąży. 



Problematyka została doskonale ujęta w treści. Nie myślcie, że Magdalena Majcher wyłożyła nam te wszystkie informacje "na sucho". Wręcz przeciwnie – wplotła je umiejętnie w historię o wielkim oczekiwaniu, pięknej miłości i ogromnej sile. Te wszystkie wiadomości znalazły odzwierciedlenie w rzetelnie przygotowanej, pełnej emocji (przeróżnych!) opowieści o kobiecie i mężczyźnie, którzy chcieli mieć dziecko, ale nie mogli, więc adoptowali dziewięcioletniego chłopczyka – jego i ten nieszczęsny FAS. Małżeństwo będzie walczyć o dziecko,  uczyć się żyć i działać w tej nowej dla nich sytuacji. Będzie to walka nierówna, bolesna, ale też satysfakcjonująca. Pojawią się łzy, konsternacja, szeroki uśmiech i niedowierzanie. Myślę, że wielu czytelników będzie próbowało oceniać – nie tylko biologiczną matkę chłopca, ale zachowanie każdego z bohaterów – a tu trzeba przyznać, że jest w im wybierać, a i nudy nie będzie, bowiem autorka rozłożyła przed nami szeroki wachlarz charakternych (świetnie skonstruowanych) sylwetek. 



Poza samym zespołem, który można uznać za główny temat tej opowieści, poznamy mechanizmy działania adopcji – myślę, że to może zaciekawić wielu rodziców. Wejdziemy w rodzinny konflikt – tu znów pojawi się bohaterka (podobne odczucia miałam przy okazji lektury Matki mojej córki), którą aż chce się wypatroszyć! Uwielbiam takie "czarne charaktery", bo są mocno realne (wielki plus), a poza tym dodają kolorytu opowieści – w końcu nie może być tak kolorowo, bo po prostu  życie nie zawsze bywa kolorowe. No i, co również ważne, wejdziemy w psychikę zranionej kobiety, która uważa się za niepełnowartościową, jałową, przegraną i beznadziejną. Główna bohaterka skutecznie odmawia sobie prawa do szczęścia, a jej świat kręci się wokół dziecka, którego nie może mieć... 



Idzie nowe, czyli dobre zaczyna się wiosną


Z utęsknieniem czekam na wiosnę – nie tę kalendarzową, ale taką prawdziwą, pachnącą i ciepłą. Jakoś się tak przyjęło, że wiosną aż się chce. Czekamy na dłuższe dni, pierwsze promienie słońca i zieleniące się krzewy. Obiecujemy sobie, że wiosną ruszymy ten czy inny temat, ruszymy się z kanapy, zrobimy coś przez wielkie "C". I czasem faktycznie te najlepsze rzeczy trafiają się właśnie na wiosnę, którą kojarzymy z budzeniem się do życia.




Magdalena Majcher świetnie wplotła w tę ciężką opowieść wiosenny klimat – oczekiwania, przebudzenia, szczęścia. Książka, mimo trudnej tematyki, daje się czytać (jak zresztą wszystkie powieści pisarki) zaskakująco łatwo i szybko. Historia nas wciąga i pociąga, szybko zazębiamy się z bohaterami i przyjmujemy ich emocje, z uwagą śledzimy rozwój wydarzeń, a z niesłabnącym zainteresowaniem wkraczamy z główną bohaterką na ścieżkę przeszłości i powoli odkrywamy chwile, emocje, powody, które zaprowadziły nas do "teraz". 




Wiosna świetnie wpisuje się w cały cykl. Historia jest zupełnie inna niż poprzednie części, a jednak doskonale z nimi współgra. Znani nam bohaterowie stykają się ze sobą w najmniej oczekiwanym momencie, kolejne historie zgrabnie się przeplatają, a jednak każdą z książek można czytać osobno, niczego przy okazji nie tracąc. Trzymamy się miejsca i czasu, ale na naszej drodze inni bohaterowie, nowe opowieści i emocje. Spoglądamy na znane nam otoczenie z zupełnie odmiennej perspektywy. To jest dopiero coś!

Mogłabym jeszcze wiele dobrego napisać na temat tej książki, ale myślę, że po prostu powinniście ją przeczytać. Dla emocji. By wiedzieć. By móc działać i ostrzegać. Bo warto.

Jestem ciekawa, co Was najmocniej ruszyło w tej recenzji? Podzielicie się ze mną swoimi spostrzeżeniami? 




 Na zakończenie dodam, że Wszystkie pory uczuć. Wiosna to przede wszystkim kopalnia wiedzy, przestroga, źródło informacji – podane rzetelnie, z wyczuciem, ale dodatkowo w niezwykle czytelny i przyswajany sposób. Nie dość, że uświadamia, to jeszcze pochłania się ją w zastraszającym tempie – taka dobra, o!