poniedziałek, 9 kwietnia 2018

Nie taki rozwód straszny?: "Pożegnalne przyjęcie" A. Fredriksson




Z czasem ludzie się zmieniają, rozwijają i niekiedy nie da się już dalej iść razem przez życie (...)


Seria Kobiety to czytają! z wydawnictwa Prószyński i S-ka należy do jednych z moich ulubionych – po te książki sięgam w ciemno, bez zastanowienia i zawsze uzbrojona w spore oczekiwania. Rzadko się zawodzę, bo przeważnie tematyka poruszana w tych powieściach jest aktualna, ważna, a sposób prezentacji treści trafia w mój literacki gust. Przeważnie, bo czasem trafi się książka, która niestety do mnie nie przemawia. I nie chodzi o to, że problem nie taki – bo tu zawsze "coś" jest – ale po prostu czasem fabuła nie porywa. Tak stało się tym razem. Przy lekturze Pożegnalnego przyjęcia autorstwa Anny Fredriksson po prostu się nudziłam – zabrakło fascynacji, zabrakło pazura.

Nie taki rozwód straszny?


Często się słyszy, że albo ludzie nie potrafią rozwodzić się po ludzku – np. wciągają w to dzieci czy podkładają sobie ciągle świnie – albo rozwodzą się w cywilizowany sposób – wszystko dogadali, rozchodzą się dość naturalnie, bez większych tarć. Rzadko jednak rozwodnicy pozostają przyjaciółmi – oczywiście początkowo wiele par zakłada sobie, że rozstaną się w cieplutkim klimacie i bla, bla, bla, ale rzeczywistość szybko weryfikuje te ich ustalenia, bo przecież gdzieś pojawia się nowe uczucie, bo chciałoby się od nowa, inaczej, bez tego ciągłego obciążenia przeszłością.



Nasi bohaterowie postanawiają się rozwieść – to ustalone, obgadane, to coś, co przedyskutowali, by wspólnie i świadomie podjąć tę decyzję. Nikt tu nikogo nie zdradził, nikt nie zawiódł na całej linii, nie było przemocy domowej, wyciągniętych z dna szafy rodzinnych sekretów czy problemów natury finansowej. Oni po prostu się zmienili, dojrzali, uznali, że chcieliby jakoś inaczej. 

O swojej decyzji informują przyjaciół w dość nieoczekiwanych okolicznościach – na corocznym spotkaniu, robiąc z tego okazję do "pożegnalnego przyjęcia", bo przecież śluby się świętuje, czemu więc nie świętować rozwodów, skoro rozstają się w tak miłej atmosferze? Reakcja znajomych na tę wiadomość jest adekwatna do wagi sytuacji – pomyślcie, jak Wy poczulibyście się w takim momencie?

Fabuła opiera opiera się na kilku filarach: wciąż rozluźniających się relacjach z przyjaciółmi (smutk, próbach i niezrozumieniu), życiu rozwódki – a przede wszystkim emocjach, pragnieniach i przemyśleniach, które atakują ją jakiś czas "po" oraz na prozie życia, czyli pracy – ta bywa źródłem ciągłego lęku.

I w sumie to tyle. Albo ja nie widzę w tej historii niczego więcej, albo po prostu nic w niej więcej nie ma. Niestety stawiam na to drugie...

Czegoś zabrakło


Książkę doczytałam do końca, bo miałam cichutką nadzieję, że znajdę tam coś wielkiego. Autorka tak z nami pogrywa, zwodzi nas, robi podchody i pozwala nam sądzić, że finał tej opowieści będzie spektakularny, bo wiele na to wskazuje. Niestety wielkiego boom brak. 

Myślę, że książka może mieć swoistego rodzaju działanie terapeutyczne dla tych, którzy znaleźli się w podobnej sytuacji, którym rozwód – mimo licznych starań w wolce o normalność – wywrócił świat do góry nogami. Może być podporą i pociechą, przestrogą. Może pokazać Wam, co czeka za tą magiczną granicą zwaną wolnością, czego można się spodziewać. Ale chyba najważniejsze jest to, że może pokazać, jak funkcjonuje człowiek i do czego jest zdolny, gdy doskwiera mu samotność...

Powieść czyta się bardzo lekko – to jej doskonała zaleta, kawał dobrej roboty Wydawcy – rozdziały są krótkie, kończą się tak, byśmy chcieli pójść kroczek dalej, opowieść utrzymana jest w aurze tajemniczości, bo nie wiemy, co znajdziemy na mecie, więc jakoś to leci... Brak tu jednak pazura, jakiegoś problemu natury moralnej, nie uświadczycie też zawrotnego tempa czy niespodziewanych zwrotów akcji. To obyczajówka – taka dość typowa, z wątkiem miłosnym i społecznym. 

Myślę, że komuś ta książka przypadnie do gustu – niestety ja tą osobą nie jestem. Jestem trochę rozczarowana tą opowieścią, chociaż przeczytanie jej nie sprawiło jakichś większych trudności, to jednak niewiele z niej we mnie zostało. A szkoda.

W serii Kobiety to czytają! znajdziecie jednak mnóstwo innych książek, które powalają, a że czasem trafi się jakiś słabszy egzemplarz, cóż... takie ryzyko. Teraz może być już tylko lepiej.

Na stronie Wydawcy znajdziecie => fragment książki <= spróbujcie :)