wtorek, 17 kwietnia 2018

O prawach kobiet: "Różowa czapeczka" A. Joyner



Niezależnie od symboliki, kobietom na całym świecie przyświecają te same idee.


Zacznijmy od tego, że miałam spore oczekiwania względem Różowej czapeczki, której autorem jest Andrew Joyner. Dlaczego? Bowiem tematyka tej książeczki wydaje mi się bardzo osobista, ważna i aktualna – prawa kobiet to przecież nie byle co, a im więcej głosów w tej sprawie, tym dla niej lepiej. I taki głos się pojawił – pod postacią niepozornej bajeczki, okraszony prostymi ilustracjami, w minimalistycznym wydaniu kolorystycznym, ubrany w nieskomplikowaną treść. Przyznaję, że mam problem z oceną tej opowiastki – mojej córce nie przypadła specjalnie do gustu, mnie może odrobinę, ale dopiero gdy sprawę przemyślałam i ulokowałam jakoś tę czapeczkę w mojej rzeczywistości.

Kiedyś nie było czapeczki


Na początku nie było czapeczki, ale potem pewna pani ją stworzyła i już była. Czapeczka – różowa, oczywiście – była wielozadaniowa, pełniła różne funkcje, służyła na wiele sposobów. Nie zagrzała jednak długo miejsca przy swej właścicielce – przekazywana z rąk do łap, wyrywana, porywana przez wiatr – wędrowała na "świecie". Nie wszyscy obchodzili się z nią z należytym szacunkiem, choć znaleźli się i tacy, dla których była niesamowicie ważna.




Różowa czapeczka może symbolizować tu prawa kobiet, bo to właśnie one są głównym tematem tej opowieści dla małych (i nieco większych) dziewczynek. Czapeczka raz jest, innym razem znika nam z widoku i nie wiadomo, co dalej z nią będzie.

Różowa czapeczka upamiętnia marsze kobiet, które odbywały się w 2017 roku. W Polsce kobiety nie wychodziły, co prawda, w różowych czapkach, ale z czarnymi parasolami, jednak czy  tak ważny jest symbol walki? Absolutnie nie – przekaz pozostaje ten sam. To taki symbol przynależności do grupy, która musi walczyć o to, co się jej należy. Prawa kobiet są tożsame z prawami człowieka, a każda z nas pragnie po prostu tego, by były one respektowane. Ostatnia ilustracja daje nam nadzieję – jest najbardziej wymowna ze wszystkich – pozwala wierzyć, że w grupie siła, że przyświecają nam te same cele, że nie jesteśmy z tym problemem same i nigdy nie będziemy.

Otwarta furtka


Zacznę od tego, co mnie ujęło – ilustracje, które zdobią tę historię są przepiękne: eleganckie w swej prostocie, adekwatne do treści, przyjemne dla oka, zabawne. Ostatnia zdobyła moje serducho, bo bije z niej ogromna moc. Myślę, że Joyner powinien zostać przy ilustrowaniu bajek, ale podarować sobie dorabiania do nich opowieści... Niestety sposób prezentacji tej historii nie ujął mnie, tak jakby mógł ująć, bo przecież tematyka jest świetna, bo w końcu każdy głos się liczy, a ta króciutka bajeczka jest jakby hołdem złożonym tym wszystkim pokoleniom kobiet, które walczyły o nasze prawa, i tym, które wciąż walczą. Trudno mi się zdecydować, czy problem leży w banalności tego przekazu, czy zaawansowanej alegoryczności. Coś mi tu po prostu nie zagrało, nie zazębiło się, nie ruszyło... Podejrzewam, że operujemy po prostu inną wrażliwością.




Pomijając treść, książeczka jest wydana doskonale. Wspominałam o pięknych ilustracjach i sensownie dobranych barwach – ta czapeczka rzuca się w oczy, nie sposób jej pominąć!, choć taka niepozorna przecież – biel, czerń i róż to połączenie wyjątkowe. Twarda oprawa i szyte strony gwarantują "długowieczność" egzemplarzu, co cieszy, bo przecież nikt nie jest w stanie zaakceptować tego, że książka rozpada się przy pierwszym czytaniu. Różowa czapeczka czytana wielokrotnie pozostanie niewzruszona.




Cieszę się, że takie książeczki powstają, bo może i do nas jakoś specjalnie nie przemówiła, ale znajdą się tacy, których poruszy, wyzwoli w nich potrzebę stawiania pytań i poszukiwania odpowiedzi. Nam dała jedno: o prawach kobiet jeszcze nie rozmawiałyśmy (nie myślałam wcześniej o tym, by zaczynać ten temat z sześciolatką), a ta publikacja otworzyła pewną nową furtkę, którą z pewnością będziemy powoli uchylać.

Więcej informacji o publikacji na stronie wydawnictwa Prószyński i S-ka.