piątek, 4 maja 2018

Był sobie kwiecień



Jeśli myślicie, że to już jest koniec, to muszę Was wyprowadzić z błędu. Końca nie będzie, a mała przerwa właśnie odchodzi w zapomnienie. Czas na podkręcenie atmosfery, a na pewno na powrót do blogowej normalności.




Moi Drodzy,
wiem, że część z Was zastanawia się, gdzie się ostatnio podziewam i co się ze mną dzieje. Dotarły do mnie nawet wiadomości, w których pytacie, czy znikam na stałe, czy to koniec Puchatki i dlaczego się ostatnio tak opierdzielam. Dziękuję Wam za te wiadomości. Nie mam niczego na swoje usprawiedliwienie. Musiałam nieco przeorganizować wartości w drabinie ważności i niestety blog spadł na jeden z najniższych szczebelków. Podobnie z czytaniem – kwiecień był u mnie ubogi pod względem lekturożerstwa. Obfitował jednak w inne przyjemności, stawiał przede mną nowe wyzwania i popychał w różnych, dość dziwnych kierunkach. Nie oznacza to jednak, że Puchatka znika, a wręcz przeciwnie – potrzebowałam chwili na poukładanie tego zakątka i wiem, że chcę tu być. 

Przyznaję, że mam ostatnio recenzenckie zaległości, z których planuję  wyjść w najbliższym czasie, bo aż wstyd. Podupadła nieco moja systematyczność, a chyba najtrudniej wygrzebać się z zaległych spraw. Jestem jednak dobrej myśli, bo pozałatwiałam inne ważne sprawy, które od dłuższego czasu wisiały nade mną. Teraz można przejść, ze spokojną głową, do innych przyjemności. Moje biurko upstrzone jest milionem kolorowych karteczek z miliardem rzeczy to do, ale z zadowoleniem oznajmiam, że ta papierowa ściana powoli się kurczy.

Powoli będę wprowadzać w życie mały powiew świeżości, bo nieco zmieni się moja sytuacja zawodowa, a wraz z tą zmianą, pojawiają się nowe pomysły na wykorzystanie bloga. Nadal będę się kręcić w literackich klimatach, ale nie tylko. Na razie nic  więcej nie powiem.

W kwietniu na blogu


W kwietniu na stronie działo się niewiele, choć jeśli już coś się pojawiło, to konkretnie.
Pisałam Wam o ogólnopolskiej akcji wydawnictwa Nowa Era – "Popisz się talentem 2018". Do pokonywania swoich  barier i próbowania sił namawiałam dzieciaki ze szkoły. Kilka prac powędrowało do Organizatora.


Ta akcja cieszy. Wiecie, taki uśmiech dziecka, które z dumą przekazuje swoje opowiadanie.... To jest TO! Cieszę się, że mogłam wziąć – jakikolwiek sposób – udział w tej zabawie i zachęcić małych twórców do działania.

Pisałam również o Duchach Jeremiego – książce, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie, rozkładając mnie totalnie. Czasem warto dać szansę powieści, która początkowo wcale nas nie bierze. Dlaczego? Może się przecież okazać, że wyląduje ona na liście najlepszych książek, które mieliście okazję przeczytać. 

Przeczytaj recenzję

Na blogu pojawiła się również recenzja kolejnej książki z serii Kobiety to czytają! Tym razem, w moim odczuciu, szału nie ma, ale być może zainteresuje Was ta tematyka. Książka dotyczy szczęśliwego rozwodu, który w gruncie rzeczy wcale do takich szczęśliwych  nie należy.

Nie taki rozwód straszny...

Nie mogło też zabraknąć publikacji w dziecięcym klimacie. Tym razem padło na Różową czapeczkę. To książka stworzona z myślą o małych i dużych buntowniczkach, o prawach człowieka, kobiety, o sile i odwadze.

O prawach kobiet
I to by było na tyle. Kwiecień, jak wspominałam, był dość ubogi – recenzjami nie obrodziło – obiecuję, że w maju pojawi się ich więcej, bo zapas – jak wspominałam – mam całkiem spory.

Ze smutkiem przyznaję, że w tym półroczu ominęła mnie Wielka Wymiana Książkowa. Oczywiście książek, którym mogłabym dać drugie życie, mam mnóstwo, ale po prostu nie wystarczyło mi czasu na ogarnięcie tego tematu. Poprawię się w październiku? 

Co jeszcze?

Właśnie wędruje do Was nowy numer "Blogostrefy. Jedynego takiego czasopisma dla blogerów". Z lekkim opóźnieniem, co zawsze nieco mnie martwi, ale w sumie najważniejsze, że w końcu egzemplarze trafią w Wasze łapki. Niestety na wiele etapów nie mamy wpływu, wiele się dzieje "po drodze" i... stąd takie rozciąganie czasu.

Mam jednak dobrą wiadomość. Do naszego redakcyjnego grona dołączyła osoba, którą zapewne bardzo dobrze kojarzycie, choćby z tego, że wcześniej wspierała mnie jako współpracowniczka. Miłka Kołakowska weszła do zespołu na stałe, z przytupem i już teraz robi nam małą rewolucję! Bardzo mnie cieszy taki obrót sprawy, choć wiadomo – trzeba teraz znaleźć nowego współpracownika, a poprzeczka wisi wysoko. Może "Blogostrefa..." czeka właśnie na Was. Pomyślcie i dajcie znać. 

Objęłam patronatem najnowszą powieść Tomasza Stochmala – to kolejna część przygód sympatycznej rodziny Mataszków. Przygodówka dla dzieci, która uczy, cieszy i bawi, a przy tym przekazuje naprawdę aktualne wartości. Już wkrótce opowiem Wam więcej na ten temat – na razie sygnalizuję, bowiem ten patronat cieszy, jak zresztą każdy!


Tym razem wybierzemy się do Gdańska. Bardzo lubię to miasto i przyznaję, że zastanawiałam się nawet, czy nie przenieść tam swojego dobytku. Na razie stanęło na Wrocławiu, ale kto wie?

Mam Wam jeszcze tyle do powiedzenia... Doszłam jednak do wniosku, że zatrzymam teraz te informacje dla siebie, ponieważ będzie to dla mnie pewną motywacją do działania i – na co liczę – zmusi mnie to do systematycznego działania. Zdradzę Wam jedynie, że w najbliższym czasie pojawią się: recenzje książeczek dla dzieci, przedpremierowa recenzja najnowszej książki autorki, którą bardzo cenię, słów kilka o opowieści innej niż inne, co nieco na temat historii w dość smutnym klimacie oraz konkursy, które chciałabym – ze względu na RODO (słyszeliście?! Jesteście gotowi?) – przeprowadzić sprawnie i bez zbędnego biadolenia, czyli... ruszamy w niedzielę, a potem kolejno... w poniedziałek...

Może też  zdradzę Wam, czym się ostatnio zajmuję. To właśnie ta powoli kwitnąca gałązka bloga, którą mam nadzieję porządnie rozwinąć.

Mam nadzieję, że Wasz kwiecień był bardziej zaczytany. No i liczę na to, że dacie mi jeszcze szansę, bo wiecie, ja chcę tu być – dla Was :)

Zaczytanego maja!