czwartek, 31 maja 2018

Słów kilka o "Wpływie" B. Kadyny




Ludzie wierzą w różne bzdety, ale w coś prostego już niekoniecznie. Wolą, kiedy coś pozostaje tajemnicą, jest niewyjaśnione. Świat duchowy, czyli inny wymiar, podobno istnieje naprawdę i sporo dowodów wydaje się o tym zaświadczać. Po prostu, póki co, nie został poznany, ponieważ inteligentne i bardziej rozwinięte od nas istoty ukrywają go w gąszczu fałszywych religijnych wierzeń.


Byłam szalenie ciekawa, co też autor wymyślił tym razem. Po niezwykle zaskakującej lekturze Metalowej Dolnej bez zastanowienia sięgnęłam po Wpływ. Bruno Kadyna ma talent do podawania czytelnikom historii, które nie są jednoznaczne. Daleko im do zdefiniowanej formy, wciąż bowiem wymykają się poza wyznaczone ramy. Chyba właśnie to tak przyciąga, wciąga i ostatecznie wprawia w konsternację. Wpływ, choć zupełnie inny od debiutu, zrobił na mnie pozytywne wrażenie – lubię takie klimaty, po prostu.

Czy warto znać odpowiedź?


Bruno Kadyna wziął na tapet temat dość popularny, nieco już oklepany, choć dający wciąż wiele możliwości – pełen potencjału. Autor ten potencjał wykorzystał, wplatając motyw uzależnienia od narkotyków w historię niebanalną, pełną grozy i nieprawdopodobnych zwrotów akcji. Wchodząc głęboko w psychikę głównego bohatera – ukazując jego próbę powrotu do życia bez używek – wystawia  czytelnika na ostrzał, atakując go zlepkiem dziwności, naiwności i potrzeby wyrwania się z macek wpływu.



Adrian wpadł w nałóg zaraz po tym, kiedy stracił w wypadku ukochaną żonę – odtąd na jego barki spada odpowiedzialność za życie córki oraz konieczność zaopiekowania się (w pojedynkę) dziadkiem, z którym dzielą dom. Warto w tym miejscu dodać, że relacje z córką wcale do ciepłych nie należą, co z pewnością można zrzucić na jego wybuchowość i pulsujący wewnątrz mężczyzny gniew. I może to byłoby do przejścia, gdyby nie fakt, że  oliwy do ognia wciąż dolewa mocno ekscentryczny dziadek zajmujący strych. A co jest na strychu? To dopiero jest zagadka, która zajmuje myśli czytelnika niemal obsesyjnie. Za każdym razem, kiedy na stronach powieści ukazała się wykrzywiona, odrealniona, niknąca w otworze twarz starca, moje myśli wędrowały w stronę poddasza. Chciałam poznać jego tajemnicę, zdobyć pewność, zrozumieć. Długo jednak autor odwleka tę chwilę, długo trzyma czytelnika w niepewności, zmusza do snucia własnej opowieści.

Bruno nie żałuje nam dodatkowych atrakcji: dostaniemy tu romans z nieco nawiedzoną dawną miłością – ten ocieka słodyczą, do zarzygania. Myślę, że tu z pewnością staniecie po stronie głównego bohatera i w pełni zrozumiecie motywy ego postępowania. Do tego dochodzi nam jeszcze tajemnicza kobieta, która odkrywa przez Adrianem tajemnice, które te początkowo zbywa szyderczym uśmieszkiem. Czy słusznie?

Opowieść  pełna grozy


Wpływ to historia, która wytrzęsie niejednego czytelnika, a kilku być może wykręci na drugą stronę. Niektóre sceny aż proszą się o wizualizację – chętnie obejrzałabym film na podstawie tej powieści.

Książkę czyta się szybko, a pewna magiczna, mocno zakręcona i naznaczona tajemniczością otoczka, pozwala nam w pełni wczuć w tę opowieść i oderwać na chwilę od szarości dnia. Ba, wejdziemy w świat sennych koszmarów okraszonych niebagatelną urodą, a chwilę później powalczymy z demonami, które siłą, sprytem i podstępem wwiercą się w nasz umysł. Ciarki gwarantowane.

Autor podszedł, jak wcześniej wspinałam, do tematu dość nietypowo – i całe szczęście. Główny bohater wydaje się nam realnym, choć w gruncie odrealnionym. Jego perypetie są prawdziwe, a jednak pewne przesłanki zmuszają nas do zastanowienia się nad realizmem. Kadyna trzyma nas na granicy światów, od czasu do czasu odsłaniając dzielącą je zasłonę. Problem polega na tym, że nie wiem, kiedy to nastąpi, nie mamy też pewności, czy wróciliśmy w jednym kawałku. 

Książka jest wyjątkowo dziwna, a przed to – potocznie rzecz ujmując – wkręcająca. Trzyma w niepewności, do samego końca. Czy daje odpowiedź na dręczące nas podczas lektury pytania? Nie wiem, ale z pewnością nasyci to i owo, a przy tym zwróci uwagę na to, co nieodgadnione.