poniedziałek, 2 lipca 2018

Czerwcowy zawrót głowy – podsumowanie miesiąca



Czerwiec za nami... w końcu. Ostatni miesiąc dał mi mocno w kość, co odbiło się na blogu – kompletny brak czasu, chęci i w ogóle czegokolwiek skutecznie odciągnęły mnie od pisania, czytania i wszelkich książkowych przyjemności.




Na szczęście czerwiec już za mną, więc czas na prawie miesiące czytelniczej rozpusty. No, prawie, bo przecież nie byłabym sobą, gdybym poprzestała jedynie na słodkim lenistwie. Dzisiaj zaczęłam trzy kursy, a że e-learning uwielbiam, to właśnie ta opcja skusiła mnie wakacyjnie. Powiem Wam, że wiele takich szkoleń za mną, a te... ło matko! Z tak potężną dawką materiałów jeszcze się nie spotkałam.

W czerwcu wiele mnie ominęło, np. Festiwal Książki w Opolu, na który chciałam dotrzeć, ale jakoś nie wyszło. Ominęło mnie mnóstwo interesujących premier, kilka ciekawych akcji czytelniczych i zapewne miliony innych spraw, które gdzieś w natłoku zdarzeń przemknęły niezauważone. Te ostatnie miesiące nauczyły mnie asertywności – uczę się odmawiać, kiedy nie mam siły/czasu, uczę się brać na siebie mniej – co z tego wyjdzie? Nie wiem, ale na razie jestem na dobrej drodze do osiągnięcia jakiejś magicznej równowagi. Nie pędzę, nie działam globalnie, ale lokalnie robię kawał dobrej roboty. Z misji rozczytywania Polaków nie zrezygnowałam, z córą czytam w wolnych chwilach, książki rozdaję na prawo i lewo – ogólnie: jakoś się to wszystko kręci.


Pisałam, że blog nieco ucierpiał. Nie miałam ani serducha do robienia zdjęć, ani nawet weny, żeby cokolwiek napisać. Mam spore zaległości, z których powoli się wygrzebuję i, taką mam przynajmniej nadzieję, wkrótce wyjdę na prostą. Wiecie, mogłabym odpuścić, ale to już nie byłoby to samo.

W czerwcu, w sumie w ostatnim tygodniu, pojawiły się cztery testy. Za to nie byle jakie!

Pierwsza recenzja dotyczy książki, która ukazała się pod patronatem mojego bloga. Mataszkowie i gdańska zagadka Tomasza Stochmala to historia, którą przeczytałam z córą z przyjemnością. Autor namalował Gdańsk tak, jakim chciałabym go poznać. Przygoda wyśmienita!





Na blogu pojawił się konkurs, który – czy ktoś mi powie, jak to się stało?! – nie został przez Was zauważony. Mam jednak nadzieję, że skucie się, bo czas ucieka, a trzy egzemplarze czekają na nowych właścicieli. Link do konkursu i recenzji zarazem znajdziecie tu  

–>RECENZJA I KONKURS < – 




W tym czerwcowym nawale wszystkiego nie mogło zabraknąć jakiegoś thrillera. Tym razem trafiło na Żonę między nami, która z thriller ma co prawda niewiele wspólnego (przynajmniej nie dla miłośników ciężkich klimatów), ale czyta się szybko, jest interesująca – taka idealna na chwilę, kiedy chciałoby się, ale się nie bardzo może. Spodziewałam się czegoś kompletnie innego! Chciałaby się mocniej, dosadniej i w ogóle, ale w takiej dość lightowej wersji było w porządku.







Dawno, dawno temu dostałam propozycję zrecenzowania Tu i teraz. Kompletnie o tym zapomniałam. Początkowo nawet nie mogłam skojarzyć, skąd ta książka do mnie trafiła, ale po zlokalizowaniu jej w zakamarkach umysłu, ruszyłam z lekturą. Wiem, dlaczego chciałam ją przeczytać – szalenie interesuje mnie motyw amnezji w literaturze! Dostałam romans, który pochłonęłam szybko, bo też nie był szczególnie wymagający. Książka jednak niczym nie ustępuje innym romansom, zatem fanki gatunku będą zadowolone. Powiem Wam, że to debiut autorki, który uważam za udany – zabrakło mi nieco pogłębienia psychiki głównej bohaterki, ale taki reset był w porządku.




Książeczki Pana Poety zajmują szczególne miejsce w naszej biblioteczce, bo córa je uwielbia, ale Paw, co ogon miał z przyjaźni znajdzie się chyba w szklanej gablotce, odpowiednio podświetlony. Ta wierszowana opowieść – o przyjaźni, wspólnym działaniu i dawaniu cząstki siebie – jest wspaniała. 






I to by było na tyle. Lipiec zapowiada się jednak bardziej pracowicie, bo stos rośnie i rośnie... a jeszcze kilka zaległych tytułów czeka na omówienie – postaram się żadnego nie pominąć.


Nadal szukam swojego miejsca na Instagramie, coś mi nie idzie, więc doszłam do wniosku, że po prostu nie będę się spinać, tylko próbować, aż w końcu uznam, że to jest właśnie TO.

Co w wolnych chwilach? Szukam sposobu na interesujące lekcje języka polskiego, chciałabym, żeby moje dzieci chciały czytać, uczyć się, doskonalić. Śmigam pomiędzy myślografią, gamifikacją a metodami aktywizującymi, sięgam do biblioterapii, zahaczam o TIK – dzieje się i mam nadzieję, że wyjdzie mi z tego co naprawdę wartościowego. Powiem więcej: tak będzie.



Wyznaczam sobie kolejne cele i naginam czasoprzestrzeń, żeby je zrealizować. Nie chciałabym z niczego rezygnować, chociaż wiem, że wkrótce będę musiała poprzestawiać nieco zadania na drabince priorytetów. Na pewno pewne rzeczy, które mnie po prostu nie bawią, trafią do lamusa – szukam w sobie odwagi.


Mam nadzieję, że lipiec okaże się przynajmniej w połowie tak świetny, jak sobie założyłam. Na razie ładuję bateryjki, by działać, po prostu, nie poprzestawać na planach – spełniać marzenia.


W lipcu pojawią się recenzje książeczek dla dzieci – będzie co nieco o psiakach, ale też o zapomnianych skarbach – oraz dla dorosłych: coś popularnonaukowego, coś z klasyki, ale też thrillery, jakaś obyczajówka i... zobaczymy, co tam jeszcze ciekawego wpadnie do mojego czytelniczego worka. Zapowiadam również, że w lipcu pojawi się podsumowanie dwóch Book Tourów, z których, niestety, nie jestem zadowolona... Wielka szkoda, bo to taka sympatyczna akcja... 

Mam nadzieję, że odpoczywacie, snujecie plany i ładujecie bateryjki. Raz jeszcze zachęcam do udziału w konkursie z "Mataszkami...", no i przypominam, że kolejne konkursy przed nami. Przed nami również nowy numer "Blogostrefy. Jedynego takiego czasopisma dla blogerów", ale szczegóły zdradzę Wam wkrótce.


Życzę Wam zaczytanego lipca!