piątek, 9 listopada 2018

Świąteczne cudo(wanie): "Cud grudniowej nocy" M. Majcher




Miłość trwa dłużej niż życie osoby, którą kochamy. 



Do lektury najnowszej książki autorstwa Magdaleny Majcher podeszłam z niepokojem. Przez ostatnie lata skutecznie omijałam wszelkie publikacje, które wyrastały jak grzyby po deszczu w okolicach grudniowych świąt. Czytałam kiedyś coś tam o piernikach, ponieważ wszyscy zachwycali się tym tytułem i... doszłam wtedy do wniosku, że słodziutkie opowieści o magii świąt nie leżą raczej w kręgu moich zainteresowań. Przyznaję, że sama nie zdecydowałabym się na zakup książki w takim klimacie – no, chyba że Opowieści wigilijnej Dickensa, ale to inna para kaloszy. Przybyła do mnie paczka z wydawnictwa Pascal. I to nie byle jaka, bo pachnąca świętami. Podniosłam wieko pudła, a tam złoto, obłędny zapach i czerwona wstążeczka. I książka, oczywiście. 


Książka jest wydana tak, jak lubię najbardziej – mam słabość (OGROMNĄ) do okładek zintegrowanych, o błyszczących dodatkach (złotych ciapkach) i tłoczonej czcionce nie wspominając. Początkowy zachwyt jednak szybko ustąpił miejsca wątpliwościom – jak to będzie, jeśli jednak nie podołam? Doszłam jednak do wniosku, że nie przekonam się, jeśli po prostu nie spróbuję. I co? I może książka nie powaliła mnie na kolana – jak to miało miejsce w przypadku poprzedniej – ale przeczytałam ją z przyjemnością i nawet odrobinę pochlipałam w poduszkę; autorka zawsze wie, gdzie uderzyć, żeby mnie rozkleić. 

Świąteczne cudo(wanie)


Coś w tych świętach jest. To taki czas, kiedy rodzina spotyka się przy jednym stole,  humory dopisują (nawet po całodziennym sterczeniu nad garami), jesteśmy w stanie dać z siebie ociupinkę więcej, a może nawet odpuścić komuś jego winy, bo przecież najlepiej przebacza się w Boże Narodzenie. Pławimy się w cieple domowego ogniska, przy suto zastawionym stole, w blasku choinki i... i po prostu czujemy, że to jedyny taki wieczór w roku; warto to wykorzystać?

Każdy ma inne podejście do okresu bożonarodzeniowego. Dla jednych to właśnie ten czar grudniowej nocy, kiedy to wszystko (co dobre) może się zdarzyć – ba! powinno nawet. Dla wielu to dzień jak każdy inny; a niektórzy zrobią wszystko, byle tylko wykreślić go z kalendarza.

I tacy są właśnie bohaterowie tej opowieści: każdy inny, każdy walczy – w tym wyjątkowym okresie – ze swoimi demonami lub po prostu z szarą prozą życia. Nie znajdziecie tu nudnej, ociekającej słodyczą historyjki wyssanej z palca, ale po lekturze  dojdziecie do wniosku, że tak mogło być, że takie rzeczy, takie emocje, że TO mogło przytrafić się każdemu. Kiedy wchodzimy w świat pięciu różnych kobiet, od razu wiemy, że nie może być banalnie.




Poznamy Kingę startującą do miana ideału nad ideałami. Ta postać chyba najbardziej przypadła mi do gustu – mało takich kobiet wokół nas? Takich, które idealne  życie prowadzą tylko w mediach społecznościowych? No i Kamilę, która będzie się musiała odnaleźć w zupełnie nowej sytuacji – ma partnera (właściwie z przypadku), wkrótce zostanie matką. Jej (i Kingi) matka Teresa liczy na to, że córka wreszcie się ustatkuje i pójdzie w ślady idealnej siostry; a sama Teresa pragnie spełnić swoje marzenie i wreszcie spędzić święta z ukochanym mężem – tylko we dwoje. Poza tym jest jeszcze Magdalena, która z powodu tragedii, która wydarzyła się właśnie 24 grudnia, nienawidzi tego dnia. I do tego jej mama Maria – ta pragnie zebrać najbliższą rodzinę przy wigilijnym stole i trzeba przyznać, że wymyśla dość brutalny powód, by ją do tego przekonać (Magdalenę w szczególności).

Sporo akcji, mnóstwo emocji, nieoczekiwane zwroty akcji. Będzie się działo! 

Świąteczne opowieści – czy warto?


Przyznaję, że Magdalena Majcher kolejny raz mnie zaskoczyła. Bardzo obawiałam się ociekającej słodyczą historii i fakt – bywało, owszem, ale te milusie momenty doskonale przeplatają się w powieści z goryczą (przez wielkie G). Jak w życiu: równowaga zachowana, zaskoczenie czeka na nas w najmniej  oczekiwanym momencie, oczy się szklą, bo raz fatalnie, a potem wzruszenie. Takie mieszanki lubię.

Książka nie zmieniła mojego życia ani postrzegania świata, a już okresu bożonarodzeniowego na pewno, ale przeczytałam ją z przyjemnością i po początkowej panice – z przyjemnością i lekkim żalem dotarłam do ostatnich stron. Powiem Wam, że szybko poszło, bo jak już zaczęłam, tak się nie mogłam od tej historii odkleić. 

Wydaje mi się, że po prostu potrzebujemy takiego podtrzymania nas w przeświadczeniu, że ta grudniowa noc faktycznie może być pełna cudów. To dobrze robi, na serduchu. Czy naciągane? Może, ale czy wszystko w życiu trzeba tłumaczyć jakoś racjonalnie i czy codzienność nie zaskakuje nas każdego dnia? Zaskakuje, ale co ja się tam znam... 

Czy zatem warto czytać świąteczne opowieści? Nie wiem, ale myślę powieść Magdaleny Majcher trzeba sobie przyswoić. Cud grudniowej nocy z powodzeniem wyciśnie z Was kilka łez, wprowadzi w świąteczny klimat i, być może, coś w Was zmieni. Polecam.