czwartek, 28 listopada 2019

Ach, co to za historia!: "Będę Cię szukał, aż Cię pokocham" K. Koziołek [patronat medialny]


Nie od dziś wiadomo, że ludźmi nieustannie bojącymi się o życie łatwiej manipulować.

Krzysztof Koziołek, Będę Cię szukał, aż Cię pokocham, t. 2, Manufaktura Tekstów, Nowa Sól 2019.



Będę Cię szukał, aż Cię pokocham autorstwa Krzysztofa Koziołka to już drugi tom niesamowitych przygód Wally'ego, Kesji i Iny. Czekałam na tę książkę z utęsknieniem i przyznaję, że spełniła moje oczekiwania  warto było wytrzymać, by dostać w swoje łapki tak świetną kontynuację, a jak wiadomo: z tymi bywa niestety różnie. Jest mi bardzo miło poinformować Was, że właśnie tę książkę objęłam patronatem medialnym i jestem z tego powodu taka dumna! 



Pierwszy tom bardzo mi się podobał. Nie mogłam oderwać się od tej historii, zresztą zachęcam Was do zapoznania się z opinią: Mieć to coś: "Będę Cię szukał, aż Cię odnajdę" (t. 1). To jedna z tych książek, które uświadomiły mi, że nasza rodzima literatura niczym nie ustępuje tytułom zagranicznym. Serio, wcześniej rzadko sięgałam po książki polskich autorów, a tu trafił mi w ręce taki Koziołek i zmienił mój światopogląd. Nie mogłam uwierzyć, że nasi to potrafią! Dzisiaj śmieję się sama z siebie, bo jakim trzeba być zaślepionym ćwokiem, żeby unikać książek polskich autorów, dlatego że są właśnie polskie... Długo tkwiłam w głupawym przekonaniu, że to nie dla mnie.

Coś się zmieniło i to mocno!


Przy okazji omawiania pierwszego tomu zwróciłam szczególną uwagę na wątek romantyczny, który nieśmiało wyłaniał się z treści i niespecjalnie rzutował na jej odbiór, ponieważ nie był rozwinięty, a jedynie przelotnie muśnięty. Natomiast w drugim tomie osiągniemy kolejny stopień wtajemniczenia. Nic zresztą dziwnego, bowiem mamy przecież do czynienia z dwudziestolatkami, buzującymi w nich hormonami, no i potrzebą bycia kochanym – młodzi sporo w życiu przeszli, zatem to całkiem zrozumiałe, że potrzebują miłości, a zresztą, kto nie odczuwa takiej potrzeby? 

Zaznaczyłam również, że między Sokołem a Sarą "coś zaszło, ale nie wiemy, co to było" – tych "cosiów" musieliśmy się domyślać, co nie było złe, po prostu dziwne, że tego zabrakło, jakby autor celowo unikał tematu. Drugi tom przynosi powiew świeżości na tej płaszczyźnie. Powiedziałabym nawet, że autor totalnie zaskoczył mnie ujęciem tematu, częstotliwością i nadaniem erotyzmowi tak dużego znaczenia dla fabuły. Początkowo zastanawiałam się, po co to wszystko i czy nie można było zrobić tego inaczej – podejrzewałam, że Koziołek po prostu eksperymentuje z nadaniem treści nieco ostrzejszego tomu albo może stara się pozyskać tym zabieganiem szersze grono odbiorców? Doszłam jednak do wniosku, że tego elementu nie mogło tu zabraknąć, a jego celowość zaskakuje bardzo pozytywnie – tu wszystko elegancko się zazębia i współgra z bardzo sensacyjną, ale jeszcze mocniej fantastyczną treścią. Jeśli się mylę i był to jedynie eksperyment, to przyznaję, że udany. 



Autor obiecał, że opowie mi o seksie, więc muszę się do niego zgłosić po więcej informacji.

I coś się nie zmieniło...


Pisząc o pierwszym tomie, zwróciłam również uwagę na siedzącą w czytelniku potrzebę szufladkowania autorów i ich książek. Podtrzymuję! W przypadku tej historii trudno jest jednoznacznie wrzucić ją w ramy jakiegoś konkretnego gatunku. Opowieść jest z pewnością sensacyjna, ale gdybyśmy nazwali ją thrillerem science fiction, nie byłoby to błędem. I właśnie ta płynność ma szansę na trafienie w gust potencjalnego, choć bliżej nieokreślonego odbiorcy – w tej historii odnajdzie się młodzież, rozsmakują się w niej fani spisków i sensacji, a chyba największą uciechę znajdą zwolennicy fantastyki naukowej wraz z jej wszelkimi odcieniami, no i poszukiwaczki erotycznych zagrywek i emocjonalnych potyczek również nie powinny być zawiedzione. 

Książkę czyta się bardzo szybko, bo już na dzień dobry dostajemy ciekawe wątki: 
  • niewyjaśnioną katastrofę kolejową, która okazuje się jedynie zapowiedzią tego, co nas czeka (a będzie się działo! i to na światowym poziomie);
  • kryzys związku Wally'ego i Kesji, a do tego rywalkę w postaci Iny, która – jak się okazuje – podkochuje się w chłopaku od dłuższego czasu;
  • wniesienie niezwykłych umiejętności na wyższy poziom;
  • próba ratowania europejskiego oddziału Agencji;
  • śledztwo Sokoła, które zaprowadzi go w takie zakątki i doprowadzi do takich rewelacji, że szczęka opada. 


Nie ma tu mowy o stagnacji, ponieważ autor zabiera nas w różne miejsca (wszyscy są praktycznie w ciągłym ruchu), spotkamy wielu dziwnych dziwnych ludzi (ciekawe i charakterystyczne osobowości) w tej literackiej wędrówce, wszystko jest bardzo dynamiczne, przy czym płynne, a do tego z mocnym tąpnięciem. 

Autor na każdym kroku zaskakuje – te wszystkie zwroty akcji potrafią nieźle zakręcić w głowie. Będę Cię szukał, aż Cię pokocham to taki spacer po linie, bo niby wszystko jest w porządku, niby sytuacja jest opanowana i nagle wszystko zaczyna się burzyć, a do tego nie sposób powstrzymać tego, co trawi nasz świat. W pewnej chwili miałam wrażenie, że to już koniec, że w ogóle nic nie da się zrobić i chyba trzeba się będzie pożegnać z tą historią. A tu nagle: jeb! Poszukiwanie wyjścia, kolejne problemy, nowe tropy, podejmowane próby – machina rusza od nowa i nie wiemy, czego tym razem możemy spodziewać się.  



Więcej nie powiem, żeby nie zdradzić Wam najlepszego. Mogę jedynie zagwarantować, że nie będziecie się nudzić – pochłoniecie tę opowieść z zapartym tchem, a jeszcze będzie Wam mało! Autor zostawił tak szeroko otwartą furtkę do kolejnej części, że już teraz wiem jedno: nie wiem, czego się spodziewać! I chyba to mnie tak bardzo kręci. Na szczęście w przygotowaniu trzeci tom cyklu – Będę Cię szukał, aż Cię zabiję – na który, mam nadzieję, nie przyjdzie nam długo czekać.



Zanim jednak to nastąpi, zachęcam Was do przeczytania dwóch tomów, do których mamy łatwy dostęp :)

Zerknijcie też na strony Krzysztofa Koziołka: