wtorek, 19 listopada 2019

Jeśli drzwi nie zamkniesz w porę...: "Szeptacz" A. North


Kiedy trzeba stanąć w obliczu czegoś okropnego, najlepiej zrobić to jak najszybciej, bez żadnej zwłoki. Jeśli nie można tego uniknąć, należy przynajmniej skrócić mękę związaną z oczekiwaniem.


Alex North, Szeptacz, przeł. Paweł Wolak, Muza, Warszawa 2019.



Wzbraniałam się przed tym Szeptaczem, oj wzbraniałam, ale kiedy przyszło co do czego, wybrałam właśnie książkę Northa na wieczorne czytanie. Klimat miałam odpowiedni: noc, wiatr poruszający gałęziami drzew za oknem, a poza tym cisza i cienie tańczące na rolecie. Ja i ta historia. Oczekiwania versus rzeczywistość.

Co za oknem szepcze?

Spróbujcie sobie przypomnieć, jak odbieraliście świat, kiedy byliście dziećmi. Co wtedy robiło na Was największe wrażenie? Przed czym drżeliście, chowając głowę pod poduszkę? Jakie potwory mieszkały wtedy pod Waszymi łóżkami, a jakie czaiły się w szafie? Czy straszono Was Babą Jagą, która porywa niegrzeczne dzieci (albo te, które nie chcą zjeść wątróbki) lub może zdarzyło się Wam usłyszeć, że "ten pan Cię zabierze"? 

Jeśli drzwi nie zamkniesz w porę, szeptać zacznie ktoś wieczorem.
Jeśli na dwór wyjdziesz sam, złego pana spotkasz tam.
Jeśli okno uchylisz choć trochę, pukanie w szybę usłyszysz przed zmrokiem.
Jeśli jesteś sam i miewasz się źle, pan Szeptacz na pewno odwiedzi cię.

Tu nie mamy jakiegoś tam pana, ale pojawia się Szeptacz. I może nie byłoby w tym nic strasznego, bo przecież dziecięce rymowanki bywają czasem niepokojące, gdyby nie fakt, że Szeptacz istniał naprawdę. Siedzi co prawa w więzieniu od wielu, wielu lat, ale to przecież jeszcze o niczym nie świadczy, prawda?

Kiedy po latach synek znanego pisarza (o tym dalej) z przejęciem powtarza zasłyszaną w dość nietypowych okolicznościach rymowankę, może ona budzić niepokój. Kiedy dołożymy do tego ogromną tęsknotę za mamą, nowy złowrogo wyglądający dom i niewidzialną towarzyszkę zabaw... cóż, robi się dość ciekawie. 

Z czym nasi bohaterowie będą musieli się zmierzyć? Na pewno z rzeczywistością "po". I nikt mi tu nie wmówi, że czas leczy rany, a do wszystkiego można przywyknąć. Poza tym pojawią się chłopiec spod podłogi oraz barwne motyle-ćmy, które nie wróżą niczego dobrego. Będzie motyw porwania i odpowiedź w postaci prowadzonego śledztwa. Nie zapomnijmy też o problemach dnia bieżącego – próbie odnalezienia się w nowym mieście, szkole, życiu. I tu pojawia się motyw ciekawy, bowiem przeszłość odezwie się w najmniej spodziewanym momencie. Bohaterowie absolutnie nie kryją zaskoczenia szybko splatającymi się liniami życia.

W trzech słowach: będzie się działo!



Poszeptane

W pewnym momencie myślałam, że Szeptacz wyskoczy mi z lodówki – był dosłownie wszędzie, opanował Instagram, a mojego Facebooka opanowało stado złowieszczych motyli. Wszędzie pochwały, zachęty i pozytywy. I wiecie, zastanawiałam się, czy nie odpuścić sobie lektury tej powieści, bo tak rozbudowany marketing nieco mnie odstraszył. Podejrzewałam, że właśnie na dobrej reklamie się skończy, a opinia o tej książce jest równie przesadzona jak złapanie "takiejjjjjj ryby". Naczytałam się, że będę przerażona, że nie będę mogła zasnąć i już nigdy nie zostawię otwartych drzwi, co więcej – przenigdy nie podejdę nocą do okna, bo coś mi tam zacznie szeptać i straszyć. I co? 

Początkowo dopadło mnie rozczarowanie. No i gdzie jest ta zapierająca dech w piersiach, przerażająca historia, którą mi obiecywano? Kilka pierwszych rozdziałów dłużyło mi się niemiłosiernie, chociaż naprawdę chciałam zobaczyć "to coś" w tym całym szeptaniu. Przyznaję, że byłam bliska porzucenia tej opowieści po mniej więcej stu stronach walki o zachwyt. Rzadko jednak nie kończę tego, co zaczęłam. Książka musi być być naprawdę bardzo kiepska, żebym mogła odejść od niej bez wyrzutów sumienia. Tu czułam, że to poczucie winy jednak dałoby o sobie znać, więc ciągnęłam nocną opowieść, próbując dostrzec ten zapowiadany majstersztyk. I w sumie dobrze się stało, że nie odpuściłam, bo mimo początkowej bladości historia nabrała porządnych, soczystych rumieńców.

Niesamowicie wręcz irytowała mnie postać głównego bohatera. Gdybym mogła skróciłabym jego męki bez mrugnięcia okiem. Taka była z niego denerwująca i nieogarnięta ciapa! Wrrr. Kompletnie nie porwała mnie jego osoba i zupełnie nie przejmowałam się tym, co się z nim stanie. Powiedzieć, że był przeciętny, to jak przemilczeć jakąś wielką tajemnicę. Na szczęście to nie powieść na jedne skrzypce, więc mogłam przelać ciepłe uczucia na innych, nieco bardziej charakternych bohaterów.

Książkę czyta się bardzo szybko, ale dopiero od połowy (mniej więcej). Wtedy akcja naprawdę nabiera tempa, wątki zaczynają się elegancko zazębiać, a całość nabiera złowrogiego kształtu. Może nie przeszył mnie strach, nie odebrało mi mowy, ale poczułam czytelniczą satysfakcję, na którą bardzo liczyłam, którą mi przecież zewsząd obiecywano.

Szeptacz to historia, do której warto się przytulić, szczególnie w nocy, kiedy i klimat sprzyja, i myślami możemy być bliżej tej opowieści. Jeśli macie ochotę na dobry thriller, w którym nie brakuje niewyjaśnionych elementów (takich nadprzyrodzonych smaczków), to z pewnością się nie zawiedziecie. Tylko dajcie się wciągnąć.