niedziela, 16 stycznia 2022

Odnaleźć siebie: S.E. Lynes "Matka"



Nikt nie był od niej ważniejszy, nawet on sam. To była miłość. Miłość syna do matki. Gdyby nie była jego matką, wiedziałby o tym. Czułby to. Musiała nią być. Bez niej nie miał nic. Był niczym. Nikim.

S.E. Lynes, Matka, przeł. M. Król, Vesper, Czerwonak 2019.

Nie da się ukryć, że mój regał ugina się pod ciężarem książek z wydawnictwa Vesper, którego powieści zdecydowanie wpisują się w moje czytelnicze potrzeby. Te wszystkie thrillery, horrory, historie, które mrożą krew w żyłach, wskazując drogę w stronę obłędu – po prostu miodzio! Nieustannie przebieram w kolejnych tytułach, do których wciąż uciekam po "lżejszych" czytankach, by po prostu poczuć klimat grozy, wejść w mrok, zachłysnąć się duszną i ciężką atmosferą. Pewnie wielokrotnie znajdziecie na blogu recenzje vesperowych książek, ale zapewniam, że nie ma tu (na szczęście) mowy o sztampie, bowiem każda z proponowanych przez wydawcę opowieści, choć utrzymana w podobnym klimacie, jest inna.

Tak jest i tym razem. Postawiłam na historię, która wprost zachwyciła mnie opisem, a oczka zaświeciły na samą myśl o czytelniczej uczcie w mrocznym klimacie. Matka autorstwa S.E. Lynes to jedna z tych książek, która długo czekała na swoją kolej  powód jest banalny: zdecydowanie częściej sięgam po elektroniczne wersje książek, których w tym przypadku brak. W każdym razie... w końcu ruszyłam w stronę półeczki, chwyciłam, co trzeba, i zaczęłam czytać. W związku z tym dziś zabieram Was do zadymionych pubów, w labirynty mrocznych ulic Anglii lat 70. XX wieku. Gotowi?

Odnaleźć siebie


Christopher jest normalnym chłopcem – z pewnością znacie takich: niczym szczególnym się wyróżnia, jest grzeczny, uśmiecha się, można z nim na spokojnie porozmawiać, ma jakieś plany i marzenia. Nie wiecie jednak, że w głowie tego młodego mężczyzny wciąż tli się pewna myśl: ja do tego wszystkiego nie pasuję, nie tak powinno wyglądać moje życie. Niby nic w tym dziwnego, bo w końcu okres dojrzewania to nieustanny czas poszukiwań, ale kiedy chłopak znajduje pewien list, nagle wszystko staje się dla niego jasne – jego dotychczasowe życie to jedno wielkie kłamstwo. Prawdą jest, że oszukany człowiek, który nagle odkrywa prawdę, jest zdolny do wielu działań, by zrozumieć. Do czego będzie posunie się Christopher – chłopak raczej przeciętny – by odczarować te wszystkie lata życia w kłamstwie?

Christopher stara się diametralnie zmienić swoje życie: nie dość, że wbrew ojcu wybiera się na studia (nie miał większego problemu, by dostać się na jedną z uczelni), to jeszcze ma zamiar odszukać swoją prawdziwą matkę, by odnaleźć w końcu swoje prawdziwe miejsce w świecie i... poznać w końcu prawdziwego siebie.

Dziwna opowieść


Powiem Wam, że mam mieszane odczucia po lekturze tej powieści. Zacznę chyba od tego, że tylko w około 25% tej historii dzieje się coś konkretnego, a reszta to niespieszne, wręcz momentami mocno leniwe toczenie się w stronę finału, który swoją drogą tyłka raczej nie urywa. Ale! Niby niewiele się tu dzieje, brakuje też jakichś spektakularnych zawirowań, a jednak ta książka ma w sobie to coś  malutkie, ale jednak, co skutecznie przyciąga. Na uwagę zasługuje pomysł – uwielbiam takie zakręcone klimaty, pełne bólu i smutku, z bohaterem wyobcowanym, niepasującym do otoczenia, który koniecznie pragnie dotrzeć do swoich korzeni – i to poczucie narastającego niepokoju, które towarzyszy nam niemal od początku, aż do samego końca historii, ta ciężka atmosfera, duszność. I wiecie, to dziwne, bo nie doświadczycie tu wartkiej akcji z niesamowitymi zwrotami, które wbijają w fotel, a jednak... jakoś trudno o tej opowieści tak całkiem zapomnieć. Myślę, że to doskonały przykład tej historii, z której zapamiętujemy nie zdarzenia, ale nastrój.

Dłużyła mi się ta historia, choć Matka absolutnie nie należy do opasłych tomisk, ba, daleko jej do tego. Mimo wszystko męczyłam tę książkę przez dłuższą chwilę, bo naprawdę niewiele tu akcji... nie tętni życiem. 

Z pewnością wiodąca jest tu osoba narratora, który od samego początku stanowi dla czytelnika nieuchwytną zagadkę kryjącą w sobie tajemnice. Myślę, że ta konieczność odkrycia jego tożsamości oraz dowiedzenia się prawdy (a raczej zdemaskowanie powtarzanego kłamstwa) zdołały utrzymać moją uwagę. Nie bez znaczenia pozostaje też motyw główny: potrzeba akceptacji, chęć przynależności do rodziny, do kogoś. To piękny obraz zagubienia, która scala się z pragnieniem. 




Kochamy to, ku czemu nasz umysł kieruje się w wolnych chwilach.



Warto zaznaczyć, że chociaż mamy do czynienia z horrorem czy też thrillerem, zdecydowana większość tej powieści obraca się raczej w klimacie obyczajówki. Jeśli zatem liczycie na wykręcające kiszki opisy, to radzę odpuścić. Autor nie skupia się tu na okrucieństwie, lecz raczej na osobliwości. Zaletą jest pogłębiony obraz psychologiczny głównego bohatera, jednak dla mnie to trochę za mało, by uznać, że warto poświęcić Matce każdą wolną chwilę swojego życia. Nie, zdecydowanie nie poszłabym w tę stronę, ale mogę stwierdzić, że kiedy nie mamy wielkich oczekiwań, lubimy wchodzić w zagmatwane zdarzenia i po prostu chcemy przeczytać coś innego niż zaznaczaj, to ta historia sprawdzi się idealnie. Może nie spędzi Wam snu z powiek i nie poruszy totalnie, dogłębnie; na pewno też nie wykręci na drugą stronę, ale zasieje takie malutkie ziarenko niepokoju.