sobota, 21 grudnia 2019

Coraz bliżej Święta!: "Uwierz w Mikołaja" M. Witkiewicz



Czasem pewne rzeczy zdarzają się nagle. W ogóle nie czekamy na nie, w ogóle się ich nie spodziewamy. I wydaje się, że to zupełnie nie jest odpowiedni moment...

Magdalena Witkiewicz, Uwierz w Mikołaja, Filia, Poznań 2019.



Rzadko czytam książki "świąteczne", więc nie bardzo orientuję się w trendach, choć wiem, że propozycji z gwiazdką w tle jest bardzo wiele – już w listopadzie widziałam wysyp takich tytułów na Legimi i na księgarnianych półkach. Miałam ochotę na taką śnieżną opowieść, ale nie miałam pojęcia, za co się zabrać. Na szczęście zawsze można na Was liczyć, więc korzystając z Waszych podpowiedzi, sięgnęłam po Uwierz w Mikołaja autorstwa Magdaleny Witkiewicz. I powiem Wam, że chociaż zawsze obawiam się przesłodzonych opowieści, to zaufałam. Nie żałuję.

Magia świąt


Uwielbiam święta – ten klimat, jedzenie, zapach pierniczków i mandarynek, świąteczne piosenki, prezenty (których nigdy nie potrafię elegancko zapakować, więc od razu wiadomo, które są ode mnie) i przede wszystkim czas spędzony z rodziną. Te święta będą dla mnie z różnych względów wyjątkowe: spędzam je we własnym domu, bez pośpiechu, w gronie tych najbliższych mi osób. Miniony rok był dla nas naprawdę ciężki, więc tym bardziej wkładamy w to wszystko mnóstwo serducha, ale w tym roku obiecałam sobie, że będzie bez świrowania.

Czy jednak świrowanie jest złe? Absolutnie, bo myślę sobie, że każdy spędza ten czas w taki sposób, w jaki mu to najbardziej odpowiada. No, zdarza się, że nie spędza go tak, jak sobie wymarzył – często nasze oczekiwania nie pokrywają się do końca z oczekiwaniami pozostałych domowników. Czy do udanych świąt potrzebna jest ta cała otoczka? Przydaje się, to prawda, ale Boże Narodzenie można świętować z powodzeniem przy basenie w ciepłych krajach, ze Świętym Mikołajem ubranym w szorty, albo na przykład bez choinki, bez pieczenia i prezentów – ot tak, przy telewizorze. Najważniejsze, żeby mieć przy osobie osobę, która sprawia, że czujemy się wyjątkowo.

Czasem jednak sprawa mocno się komplikuje – wiadomo, plany planami, a rzeczywistość rzeczywistością. Z czym zatem musieli zmierzyć się bohaterowie Uwierz w Mikołaja? Każdy ma jakieś marzenia – jedni marzą o bezpiecznym miejscu, gdzie będą mogli poczuć się jak w domu, inni o środkach, które pozwolą im sprawić bliskim radość, a jeszcze inni pragną mieć przy sobie kogoś, z kim mogliby podzielić się miłością, sobą. Niektórzy robią wszystko, by spełnić te swoje marzenia, a inni poddają się losowi, który nieźle w ich życiach namiesza. Wszyscy muszą podjąć decyzje, które zaważą na ich dalszych losach i wiadomo, że każdy z nas codziennie staje przed różnymi, często niełatwymi wyborami, ale w tej historii aż się od nich roi!

Co w fabule piszczy? Sporo się tu dzieje. Poznamy dziewczynę, która utknęła wraz z (nie)znajomym na końcu świata pod warstwą śniegu, przyjrzymy się matce i jej małej córeczce stawiającym czoła każdego dnia, zerkniemy do domu opieki, w którym urzędują starzy (ale tylko ciałem) ludzie. Mamy jedną, choć pięknie się zazębiającą opowieść, w której znajdzie się mnóstwo marzeń do spełnienia. 

Każdy rozdział obejmuje jeden z dni poprzedzających święta Bożego Narodzenia. Każdy z nich rozpoczyna się zajawką radiową, w której dowiemy się, ile to zostało do końca dnia oraz, z czym ten dzień "się je". Ten okres mierzony w godzinach uświadamia nam, jak niewiele mamy czasu, by zrobić wszystko, co musimy, a dodatkowo chcemy zrobić. Bardzo sympatyczna wstawka – takie przyjemne urozmaicenie.



Coraz bliżej Święta!


Uwierz w Mikołaja to niewątpliwie klimatyczna historia. Doskonale wprowadza w ten czas pełen magii, ale nie robi tego w miałki i bezwartościowy sposób. Magdalena Witkiewicz tak dobrała bohaterów swojej powieści, że cała opowieść szybko nabiera rumieńców.

Fabuła doprawiona jest świątecznym klimatem, a do tego wspaniałym humorem (mieszkańcy domu "Happy End" to wyjątkowa grupa, która nie pozwoli się Wam nudzić). Jest może ciut przewidywalna, ale za to szalenie ciekawa i taka mocno pokrzepiająca. Cieszy serce, ale wyciska łzy – szybko zżyjemy się z bohaterami, bo po prostu dają się lubić, i gwarantuję, że będziemy śledzić ich losy z nieskłamaną przyjemnością i obawą. Trzymamy za wszystkich mocno kciuki, a sprzyjające rozwojowi wypadków zbiegi okoliczności przyjmujemy z entuzjazmem.

Książkę czyta się szybko, bowiem sprzyja temu porządnie doszlifowana warstwa językowa – tu bez żadnych zgrzytów, tarć i niepotrzebnych dygresji, choć ze sporą wiązanką przyjemnych ozdobników. 

Wciągnęłam się w tę opowieść do tego stopnia, że spędziłam z nią całą noc. I, co mnie mocno wyprowadziło z równowagi, nie dane mi było skończyć od razu... Stanęłam na ostatnich dziesięciu stronach, kiedy rozładował się mój czytnik... Cóż, czasem to dobrodziejstwo techniki może popsuć nasze czytelnicze plany... W każdym doczytałam następnego wieczora i wiecie, nie mogłam się doczekać, kiedy wrócę do historii.

Jeśli lubicie książki z gwiazdką w tle, szukacie czegoś, co zrobi na Was wrażenie i zmarnuje Waszego czasu, to Uwierz w Mikołaja spełnia wszystkie te kryteria. Nie żałuję, że zdecydowałam się własnie na ten tytuł, ale z takim lekkim niepokojem dociera do mnie, że za rzadko sięgam po książki Magdaleny Witkiewicz. Obiecuję poprawę, a tymczasem pędzę spełniać marzenia moich najbliższych. Oczywiście nie zabraknie w tym roku tej książki pod naszą choinką!