sobota, 28 grudnia 2019

Przeszłość godzi w teraźniejszość: "Zjazd absolwentów" G. Musso


Jestem zwolennikiem twierdzenia Garcii Marqueza, który napisał, że każdy człowiek ma trzy życia: publiczne, prywatne i to trzymane w sekrecie.

Guillaume Musso, Zjazd absolwentów, przeł. J. Prądzyńska, Albatros, Warszawa 2019.


Guillaume Musso to jeden z tych autorów, po których prozę sięgam w ciemno. Lubię jego styl, fascynują mnie pełne magii i niesamowitości elementy, kręci fabuła i robią wrażenie relacje, które pisarz oddaje niemal mistrzowsko. Zjazd absolwentów to kolejna na koncie autora książka, w której brak tej nadprzyrodzonej otoczki, co jednak nie oznacza, że historia nie jest warta lektury. Jest, bo przecież dobry kryminał z tajemnicą w tle zawsze warto przeczytać.

Przeszłość godzi w teraźniejszość


Każdy z nas ma coś na sumieniu, nieprawdaż? Niektórzy mają małe, w sumie niewiele znaczące grzeszki, do których po prostu się nie przyznają, bo to wstydliwy temat; inni skrywają tajemnice ciężkiego kalibru, dawne sekrety, które mogłyby zaważyć na ich życiu, rujnując wypracowany przez lata porządek świata. O ile utrzymanie grzeszków w sekrecie, kiedy nikt nie ma o tym zielonego pojęcia, jest względnie proste, o tyle sprawa nieco się komplikuje, gdy w sprawę jest zamieszanych więcej osób. Przecież zawsze mogą komuś puścić nerwy albo zżerana od środka przez wyrzuty sumienia osoba może chcieć zrzucić z siebie ten duszący ciężar tajemnicy. Czasem jednak, choćbyśmy starali się ze wszystkich sił trzymać język za zębami, los z nas kpi w najbardziej zaskakującym momencie i wydobywa na światło dzienne to, co nigdy nie powinno się wydarzyć. Poszperajcie teraz w pamięci i zastanówcie się, czy Wasze sekrety są bezpieczne.

Musso zabiera nas na Lazurowe Wybrzeże – tym razem to właśnie tu toczy się akcja powieści, a nie (jak w przeważającej liczbie jego dzieł) w Nowym Jorku. Mamy rok 2017, wielkimi krokami zbliża się zjazd absolwentów, który na nowo połączy dawnych przyjaciół i nie pozwoli zapomnieć im o niewygodnej tajemnicy sprzed 25 lat. Na to wydarzenie niemal nakłada się inne  sala gimnastyczna, w której kiedyś doszło do tragedii, ma zostać rozebrana, a na jej miejsce planuje się postawienie nowego obiektu. Co jednak skrywają ściany? O tym wiedzą tylko główni bohaterowie tej opowieści i na pewno nie chcieliby, by poznało tę tajemnicę szersze grono. TO może zmienić wszystko  całe ich życie, kariery  na co pracowali przez ostatnie ćwierćwiecze. 

Sekretów do odkrycia jest sporo, bo mamy tu do czynienia z tajemniczym zniknięciem dziewczyny, która flirtowała z nauczycielem (ten zresztą też się ulotnił), przyjrzymy się starym zdjęciom, sięgniemy do przeszłości kilku rodzin i dokładnie zbadamy relacje, które z pewnością zaskoczą niejednego czytelnika.

Czy tajemnice wyjdą na jaw? A może nasi bohaterowie dadzą się jeszcze dodatkowo zaskoczyć, bo rok 1992 skrywa więcej sekretów, niż do tej podejrzewali?

Dobra historia


Brakowało mi w Zjeździe absolwentów tej nadprzyrodzonej otoczki, za sprawą której autor zaszczepił we mnie miłość do swoich powieści. Nie oznacza to jednak, że tej historii nie przeczytałam z przyjemnością. Może nie było ochów i achów, ale przeczytałam, bo było dobrze.

Mimo mocnego wstępu, początkowo nieco mnie ta powieść męczyła, bo niepotrzebnie przeciągały się pewne sprawy, zbędne były niektóre wstawki, ale kiedy już ruszyła, to z kopyta. Cała historia nabrała lekkich rumieńców, a kolejne niewygodne fakty wyłaniające się z zimowych nocy przyciągnęły skutecznie moją uwagę. Zakończenie było zaskakujące i satysfakcjonujące, choć nie mogę uznać, że spektakularne.

Sylwetki bohaterów są dobrze zarysowane i to w dwóch czasach  poznamy ich w przeszłości, by potem przyjrzeć się im bliżej w czasie teraźniejszym. I, co zaskakuje, poznanie ich problemu niemal już na początku powieści, tylko odrobinę psuje zabawę w dochodzenie do prawdy. Ma to jednak i dobre strony, bo z każdym kolejnym rozdziałem wchodzimy głębiej w tę opowieść i możemy uporządkować, a następnie wyjaśnić fakty podane nam na dzień dobry na tacy. Gdybym miała jednak wybór, wolałabym odkryć te tajemnice w finale. 

Podsumowując, Zjazd absolwentów to dobra książka, która jednak nie zapada jakoś szczególnie w pamięć, bowiem nie wywołuje potężnych emocji. Jesteśmy tu raczej obserwatorami wydarzeń, którym podsuwa się kolejne fakty, przed którymi odkrywa się stopniowo następne tajemnice. Powieść z mocnym początkiem, słabym środkiem  tu się ciągnie  i satysfakcjonującym finałem, którą pochłoniecie w jeden, góra dwa dni. Nie zmieni Waszego życia, ale przysporzy kilku chwil przyjemnego zaczytania. Nie jest idealna, nie jest też najlepszą książką autora, ale można przeczytać.