czwartek, 30 stycznia 2020

10 powodów, dla których nie warto czytać "Piętna Pielgrzyma" Janusza Lasgórskiego


Zrobiłam porządny rachunek i już dziś mogę, a nawet muszę podzielić się z Wami pewnymi obserwacjami poczynionymi podczas rozmyślania nad cyklem "Piętno Pielgrzyma" autorstwa Janusza Lasgórskiego.




Powód pierwszy: cykl; nie seria czy pojedyncza historia

Lubimy jednotomowe książki, które kryją kompletną opowieść. Czytamy od deski do deski, wiedząc, że niczego więcej nie możemy się spodziewać. Chętnie sięgamy również po tytuły należące do jednej serii, które czytamy w dowolnej kolejności, bowiem łączy je np. uniwersum, klimat czy czas akcji.

Jeśli nie lubicie opowieści rozłożonej na kilka tomów, nie zagłębiajcie się w tę opowieść. Dotychczas wyszły części, ale ta historia jest nadal żywa... 











Powód drugi: opasłe tomy



Sięgając po książkę, wybieramy te, które liczą sobie nie więcej niż 200 czy 300 stron, ponieważ lubimy opowieści krótkie, zwięzłe i dające się pochłonąć w jeden wieczór.



Jeśli nie macie ochoty na dłuższe posiedzenie (552+456+456=1464 strony); szkoda Wam czasu, który możecie poświęcić kilku różnym historiom  nie zaczynajcie.






Powód trzeci: skupienie


Cenimy sobie (i nie ma w tym złego) historie banalne, które połykamy w mgnieniu oka, niemal bezkrytycznie, bowiem ich konstrukcja, prostota i lekkość sprzyjają dobrej, szybkiej rozrywce i jeszcze szybszemu zaspokojeniu czytelniczego głodu.

Jeśli nie odpowiadają Wam historie wymagające uważnego czytania i skupienia, wolicie opowieści lekkie, dające się błyskawicznie schrupać  nie dajcie się wciągnąć w te skomplikowane wizje ludzkiej bytności.





Powód czwarty: językowe zawijasy




Lubimy dobrze napisane, ale nieskomplikowane książki. Nużą nas i męczą dłuższe opisy przyrody, które z powodzeniem mogłyby być pominięte. Oczywiście liczymy się z tym, że trochę ucierpiałby na tym klimat powieści, bo w końcu świat przedstawiony warto pokazać czytelnikowi takim, jaki jest, ale jesteśmy w stanie zadowolić wartką akcją, która rekompensuje nam braki w opisach.

Jeśli nie ma dla Was znaczenia kwiecistość języka, a wręcz denerwują Was wnikliwe opisy miejsca akcji, zdecydowanie nie próbujcie podjąć starcia z językiem, którym nie sposób się nasycić. Zgrabnie, z wyjątkową gracją i ogromnym wyczuciem przebiera się tu w słowach, a całość okraszona jest (zupełnie zrozumiałymi dla przeciętnego człowieka) wtrąceniami z fachowego naukowego nazewnictwa.






Powód piąty: niepokojąca wizja świata



Przyzwyczajeni do naszego świata, mocno stąpający po ziemi i niewybiegający myślami w przyszłość, żyjemy sobie spokojnie i nieświadomie. Nie zastanawiamy się nad tym, co być może czeka nas w niedalekiej przyszłości  za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat. Staramy się nie zauważać, w jaki sposób biznesowi giganci wpływają na nasze życie, jak nami sterują i prześwietlają każdego dnia – albo po prostu nie chcemy o tym myśleć. 

Jeśli zupełnie nie interesuje Was świat, w którego stronę powoli, lecz sukcesywnie zmierzamy  zdecydowanie powinniście odpuścić sobie czytanie tego cyklu, bowiem wizja świata przyszłości, która została w nim przedstawiona, może wyprowadzić Was z równowagi.









Powód szósty: technologia na przedzie




Głęboko siedzimy w literaturze współczesnej, ponieważ lubimy czytać o tym, co jest nam doskonale znane. Zakotwiczamy się w teraźniejszości i nie w głowie nam myśli o jakichś tam wymyślnych dodatkach wspomagających ludzkość. Science fiction? No way!

Jeśli nie kręci Was fantastyczny wymiar nowych technologii, nie interesuje to, że ludziom towarzyszą ancyby, techcyty czy mopki oraz inne zdobycze techniki, które stanowią integralną część ludzkiej przestrzeni – wiele nie stracicie, odpuszczając sobie poznawanie tych zaskakujących nowinek.



Powód siódmy: bezkrwawa jatka


Lubimy mocno, z przytupem. Trzęsiemy się już na samą myśl o wysublimowanych opisach pozbywania się ludzkich, niewygodnych dla sprawy jednostek. Upatrujecie przyjemności w zagłębianiu się w wymyślne sposoby zadawania bólu, a dziką rozkoszą podchodzimy do wymyślnej prezentacji ludzkiego truchła.



Jeśli pragniecie krwi, rozejrzyjcie się wśród dobrych kryminałów, a może zombie?; nie uświadczycie tu spektakularnych kataklizmów czy masowej zagłady cywilizacji, nie będzie ociekających juchą opisów ani nawet większych zadrapań, które niepokojąco wpływałyby na rozwój wydarzeń – bezkrwawo? Owszem, tak też można.



Powód ósmy: niewinna cielesność



Lubujemy się w naturalistycznych opisach, które pomagają nam, z dokładnością do jednego pieprzyka ukrytego w zakamarkach ciała, wyobrazić sobie miłosne igraszki. Im więcej pikanterii okraszonej niepohamowaną rubasznością, tym lepiej, bo w końcu nic, co ludzkie, nie jest nam obce!



Jeśli lubicie wprost, bezpruderyjnie i na bogato poszukajcie innego tytułu; fani miłosnych podchodów będą zachwyceni, bowiem na tej płaszczyźnie dzieje się całkiem sporo – przynajmniej platonicznie, o seksie będzie często i gęsto, a jednak nigdy nie dostaniecie tego wprost – co więcej – do niczego nie dochodzi, ale napięcie jest namacalne, a pragnienia wyrażane tam, w środeczku.





Powód dziewiąty: tylko papier

Cenimy sobie wygodę czytania, którą zapewniają nam czytniki. Po książki w wersji elektronicznej sięgamy w każdym miejscu (zabieramy ze sobą całą bibliotekę), o każdej porze dnia i nocy (tu zdecydowanie przydaje się podświetlenie ekranu). Poza tym e-booki nie wymagają przestrzeni – nie musimy wydzielać dla nich miejsca na półkach czy rezygnować z kolejnej wolnej ścianki, by wcisnąć nowy regał.

Jeśli czytacie książki tylko w wersji elektronicznej – zawiedziecie się. Cykl został wydany jedynie na papierze, zatem zajmuje miejsce, a poza tym to tomiszcza dość opasłe, więc zajmują sporo miejsca i na półce, i w torebce.






Powód dziesiąty natury czysto estetycznej: 

Lubimy trzymać swoje myśli tylko dla siebie, w końcu każdy z nas ma jakieś tajemnice czy prowadzi wewnętrzne monologi, którymi wolałby nie dzielić się z kimś postronnym. Uznajemy, że mogą odebrać nas wszystko, ale to, o czym marzymy lub roztrząsamy we własnym wnętrzu, jest takim skrawkiem naszej istoty, któremu należy się otoczka intymności.

Jeśli nie wyobrażacie sobie, by coś siedziało w Waszych myślach, wspierało Was każdego dnia, podsuwało rozwiązania problemów czy najzwyczajniej w świecie towarzyszyło w codziennych rytuałach – wyjątkowy Su z pewnością Was nie zainteresuje. Su siedzi w głowie i pomaga w każdym aspekcie życia, a – co trzeba przyznać – ma do tego odpowiednie kwalifikacje lub nabywa je w trakcie, mocniej integrując się z osobowością "nosiciela".




Na przekór!



Rzadko sięgam po cykle, bo przeważnie muszę sobie przypominać poprzedni tom, zanim doczekam się tego następnego. Z równowagi wyprowadza mnie też fakt, że jakaś historia jest w toku i nie mogę poznać już, teraz, natychmiast jej zakończenia.

Przeważnie sięgam po krótsze powieści, a powodów jest kilka: cenię sobie zwięzłą formę i cieszy mnie, gdy po każdej historii mogę przenieść się od razu do zupełnie innego świata, nie bacząc na to, że powinnam dokładnie pamiętać, co zdarzyło się 400 stron wcześniej. Krótsza książka to większa szansa na szybciej rozwijającą się akcję, poza tym dłuższe formy stwarzają ryzyko "przegania" – autorzy czasem, decydując się na opasłe tomy, wypełniają wolną przestrzeń tryliardem zbędnych słów.

Czytam z różnych powodów, ale przede wszystkim dla rozrywki, a więcej często wybieram te książki, które nie wymagają ode mnie pełnego skupienia. Nocą, kiedy jestem padnięta po całym dniu, nie czuję się przeważnie na siłach, by sięgnąć po coś, co wymaga ode mnie (pod groźbą niezrozumienia i pogubienia się w wątkach) uważnego czytania i precyzyjnego przyswajania treści. Lubię czytać na jednym wdechu, połykać, delektując się chwilą.

Czytaliście może Tolkiena? To cudowna historia, mistrzostwo, ale jest jeden taki szczegół, który działa mi na nerwy – bujny opis każdego źdźbła trawki czy płatka kwiatka; cholery można dostać, kiedy tak człowiek wtopi się w krajobraz. Oczywiście jestem świadoma kunsztu, ale dla mnie rozległe opisy niemal wszystkiego mogłyby nie istnieć.

Lubię na ostro! Wiem, że są czytelnicy, którzy cenią sobie to, że mogą sobie większość dopowiedzieć, ale ja chyba do nich nie należę (przynajmniej nie zawsze). Nie straszne mi żadne opisy zbrodni, nie zakrywam oczu, kiedy autorzy odsłaniają przede mną więcej niż odrobinę literackiego ciała. Bezpruderyjność? Tak, tak, tak! Wychodzę z założenia, że jeśli już o czymś piszemy czy mówimy, róbmy to na całego.

Dodatkowo mogłabym powiedzieć, że nie oceniam książek po okładach – te służą mi głównie jako punkt orientacyjny, ponieważ łatwiej namierzyć książkę po okładce właśnie albo zapamiętać tytuł, który został ujęty w ładną oprawę. Nie oznacza to jednak, że nie lubię ładnych rzeczy i nie zwracam w ogóle uwagi na to, w jaki sposób podana jest treść. Do prac Tomasza Pilarza, które zdobią "Piętno Pielgrzyma" zapałałam miłością absolutną – cudne i doskonale się prezentują na fotografiach. Zdecydowanie, czy tego chcemy, czy nie, dobra okładka zawsze przyciągnie naszą uwagę.

Długo zastanawiałam się nad tymi tomami, a po ich dwukrotnym przeczytaniu, zdecydowałam się podać Wam 10 powodów, dla których nie warto w ogóle brać się za te książki. Zróbcie jednak wyjątek, jeśli macie ochotę albo po postu (jak ja) na przekór wszystkiemu, bo być może okaże się, że ten cykl, to "Piętno Pielgrzyma" mocno odciśnie się na Waszej psychice. Nie zmieni Waszego życia – jestem o tym przekonana – ale z pewnością dostarczy materiału do przemyśleń, a i zajmie na dłużej.