czwartek, 9 stycznia 2020

Czasem lepiej być pospolitym: "Instytut" S. King


(...) wydaje nam się, że żyjemy, ale to nasze życie wcale nie jest prawdziwe. To tylko gra cieni i bardzo się ucieszę, jak wreszcie zgaśnie światło. W ciemności wszystkie cienie znikają.

Stephen King, Instytut, przeł. R. Lisowski, Albatros, Warszawa 2019.


Po powieści Kinga sięgam nieczęsto, chociaż zawsze obiecuję sobie, że przynajmniej tę jedną miesięcznie chwycę, by ruszyć odrobinę regałowe zapasy. Przeważnie z tych moich planów czytelniczych nic nie wychodzi, bo zawsze znajdzie się inna książka, która kusi mnie bardziej, więc te kingowe założenia schodzą na dalszy plan. Tak było i tym razem, choć muszę przyznać, że osiągnęłam połowiczny sukces: przeczytałam powieść Kinga pt. Instytut, choć na Legimi – kolekcja mistrza grozy musi jeszcze poczekać na swoją kolej.

Instytut pod lupą


Interesowaliście się kiedyś telekinezą albo telepatią? Mnie w sumie nigdy nie zajmowały tego typu tematy, chociaż przyznaję, że byłoby miło, gdybym mogła przesuwać rzeczy siłą umysłu. Czytanie w myślach z pewnością byłoby w niektórych sytuacjach przydatne, ale myślę, że wolałabym jednak żyć w błogiej nieświadomości, bo kto wie, co tam ludziom chodzi po głowie? Odważylibyście pogrzebać komuś w myślach – raz, dwa czy pełna inwigilacja obcego umysłu? Pomyślcie też o tej drugiej stronie medalu: co by było,  gdyby w Waszym otoczeniu znalazł się ktoś, kto byłby w stanie wejść do labiryntu Waszych myśli? Przerażająca perspektywa!

Właśnie wokół tych dwóch niezwykłych zdolności kręci się fabuła najnowszej książki Kinga. Poznamy tabun dzieciaków (w różnym wieku), które są w stanie poruszać przedmiotami albo odczytywać cudze myśli, a w sprzyjających warunkach prowadzić nawet rozmowy za pomocą telepatii. To niewątpliwie bardzo cenny dar, który – odpowiednio wyprowadzony oraz mądrze kontrolowany – mógłby przynieść wiele dobra temu światu. Okazuje się, że dzieci z tego typu zdolnościami są "wyławiane" ze społeczeństwa, zamykane w tajnym obiekcie wojskowym (o wyraźnym profilu naukowym). Zamknięte w Instytucie młode umysły (i ciała) poddawane są licznym eksperymentom i testom, a spodziewane wyniki mają przysłużyć pewnym celom wyższym. Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że dzieciaki nie są zadowolone z takiego przebiegu sprawy, a wkurzone maluchy wyposażone w supermoce mogą pokrzyżować komuś kilka planów, jeśli połączą swoje siły.

W powieści znajdziemy też drugi wątek – w sumie to właśnie od niego zaczynamy. Poznamy dość młodego policjanta, który w jednej chwili, impulsywnie podejmuje decyzję – ta niewątpliwie zaprowadzi go w miejsce, do którego nigdy nie zdążał, i całkowicie odmieni jego życie. W sumie nie ma sensu rozwodzić się nad losem mężczyzny, bo jego historia jest nieco nużąca, ale trzeba przyznać, że mocno nabiera tempa, gdyby te dwa światy – zapomniane miasteczko, gdzie psy dupami szczekają, i nowoczesny obiekt badawczy – spotykają się. To będzie wyjątkowo wybuchowa mieszanka!


Powrót do przeszłości


Przygodę z Kingiem zaczęłam od Podpalaczki. To opowieść o dziewczynce, która posiadała niezwykłe zdolności – siłą woli potrafiła wzniecić burzę ognia. Instytut skojarzył mi się od razu z tą powieścią i, co przyznaję z radością, jestem usatysfakcjonowana tym faktem. To dla mnie taki powrót do przeszłości! 

Powieść jest wciągająca; może nie porywa od samego początku, bowiem ten wątek policjanta nie zachwycił mnie jakoś szczególnie, ale kiedy tylko miniemy bramy Instytutu – no, dzieje. I to dzieje się tak, że nie sposób się od tej książki odkleić. Akcja jest wartka, relacje między bohaterami skomplikowane i interesujące, a wspomniane wcześniej eksperymenty to czyste szaleństwo.

W Instytucie nie uświadczycie tego mistrzowskiego klimatu grozy, z którego słynie King, ale to nic nie szkodzi, ponieważ posiada ona wiele innych walorów, do których możemy zaliczyć przede wszystkim wizję przyszłości, nie zabraknie tu oczywiście zjawisk nadprzyrodzonych oraz skomplikowanych rozwiązań. Oczywiście nie jest bez wad, ale myślę sobie, że na pewne niewielkie hiperbole można przymknąć oko.

Co prawda Instytut nie należy do książek, które dałoby się pochłonąć w jeden wieczór (ze względu na dość opasłą aparycję), ale nie można stwierdzić, że "ciągnie się", absolutnie. Powieść jest fascynująca i zajmująca, więc czas z nią spędzony upływa na przyjemności, bez poczucia straconej choćby chwilki (tak, nawet ten wątek z drugim bohaterem jest zasadny i, choć nie tak porywający, da się ugryźć).

Pozostaje mi polecić Wam tę książkę, bo to kawał dobrej literatury. Może Instytut nie jest najlepszą powieścią Mistrza, ale z pewnością potrafi bardzo pozytywnie zaskoczyć i dostarczyć niezapomnianych emocji.