wtorek, 7 stycznia 2020

Marzenia się spełniają: "Spełniacze" M. Falkowska



Marzenia nie spełniają się same, trzeba im trochę pomóc. 
Jednak nie każde z ich można zrealizować w pojedynkę.


Małgorzata Falkowska, Spełniacze, t.1, Inanna, Bydgoszcz 2019.


Zastanawiam się, dlaczego dopiero teraz sięgnęłam po prozę Małgorzaty Falkowskiej. Już tyle razy przymierzałam się do jej powieści, ale do tej pory jakoś się nie złożyło, a szkoda. Spełniacze to pierwsza książka, którą przeczytałam w 2020 roku. Muszę przyznać, że to był dobry początek.

Marzenia duże i większe


Oglądaliście może film pt. Podaj dalej? Ja widziałam go, nie przesadzając, jakieś dziesięć razy i każde z tych "posiedzeń" kończyło się potokiem wylanych łez. To rozbrajająca historia, która na stałe zapada w pamięć – opowieść przykra, ale też tak napawająca optymizmem, że nie sposób przejść obok niej obojętnie. W podobnym klimacie utrzymana jest powieść Falkowskiej (tytuł filmu pojawia się w powieści i ma ogromne znaczenie dla fabuły), bo z jednej strony grzeje serducho, ale z drugiej  miętosi emocjonalnie.

Czas porozmawiać o dziecięcych marzeniach. Jedne są duże, inne większe, ale wszystkie mają w sobie coś niesamowitego, ponieważ są przeważnie dyktowane potrzebą serca. Nie mówię tu o rzeczach materialnych, choć i te mają w niektórych przypadkach ogromne znaczenie, ale o tych pragnieniach, które siedzą w małych główkach i nijak nie dają się wyplewić. Spełniacze to powieść o marzeniach właśnie, lecz nie o tych dużych  o tych wielgaśnych i do tego niemożliwych do spełnienia (przynajmniej nie w pojedynkę).

Nigdy nie wiemy, w jakie rejony zaprowadzi nas życie. Czasem okazuje się, że jeden mały punkt na naszej mapce codzienności  banalne z pozoru zadanie  może zmienić wszystko. No, może nie sprawić, by cały świat był lepszym miejscem, ale za to jest w stanie całkowicie zmienić świat dziecka (jednego, wybranego), które z różnych względów ma w życiu pod przysłowiową górkę. Studenci, którzy wymyślili projekt na zajęcia, również nie podejrzewali, jak potoczą się ich losy, kiedy założą fundację spełniającą marzenia dzieci urodzonych w domach w jakiś sposób funkcjonujących nie tak, jak należy. Nasi Spełniacze postawili sobie cel, by spełniać jedno szalenie ważne marzenie w miesiącu. Po występie w telewizji śniadaniowej dostali ogrom listów, a spośród nich musieli wybrać te wyjątkowe... Sprawa nie leży do łatwych. Potrafilibyście wybrać? Ja na pewno miałabym z tym wielki problem.

Gotowi za emocjonalną przygodę?

Ogrom emocji


Nie można odmówić Spełniaczom tego, że chwytają za serce. To piękna powieść, która wyciśnie niejedną łzę. Opowieść jest taką emocjonalną przygodą, która może nam uzmysłowić, że czasem trzeba tak niewiele, by dać komuś wszystko. Wyjątkowa historia  jak to się ładnie mówi: ku pokrzepieniu serc.

Poza wątkiem związanym ze spełnianiem marzeń mamy też wątki poboczne  te opierają się głównie na relacjach między głównymi bohaterami, Dominiką, Maćkiem i Julkiem, którzy przyjaźnią się od dłuższego czasu, ale... właśnie zawsze pojawia się to "ale". Domi (subtelna, miła, z dobrego domu) tworzy parę z Maćkiem (nieco gburowatym chłopakiem z tajemniczą przeszłością), a Julek od zawsze robił do niej maślane oczęta, choć można go śmiało nazwać typem podrywacza, choć mieszka dalej z nadopiekuńczą matką. 

Język powieści jest bardzo prosty, więc Spełniaczy czyta się bardzo szybko, bezproblemowo. Uśmiechniecie się wielokrotnie, bowiem nie brakuje tu humorystycznych dialogów  takich z życia wziętych  choć warto zaznaczyć, że czasem opowieść przybiera bardzo poważny, wręcz pompatyczny, ton. I takie przeskoki nie dziwią  język odpowiada aktualnym wydarzeniom, idealnie się z nimi komponując.

Zaskoczył mnie fakt, że Spełniacze to dopiero pierwszy tom opowieści o przygodach tej niesamowitej (dla mnie stworzenie i wprowadzenie w życie takiego projektu ro wielkie COŚ) trójki. Nie miałam wcześniej o tym pojęcia, ale też nie zagłębiałam się zbytnio w szczegóły, tylko chwyciłam za powieść polecaną przez jedną z moich ulubionych blogerek. Zakończenie tej powieści wybiło mnie z rytmu... od razu zapragnęłam sięgnąć po kolejną część, ale na to trzeba będzie jeszcze poczekać. Finał tej opowieści jest jednym z tych, które kocham i nienawidzę: autorka zostawia czytelnika w takim momencie, że aż żal było mi się rozstawać z tą historią, chciałam już, teraz, natychmiast! wiedzieć, co wydarzy się dalej.

Podsumowując, jeśli szukacie książki, która rozgrzeje Wasze serducha do czerwoności i pozwoli uwierzyć w to, że jednak nasz świat może być lepszym miejscem  jeśli się o to postaramy  to Spełniacze spełnią Wasze oczekiwania. To dobra powieść obyczajowa, cudna taka.