piątek, 31 stycznia 2020

Marzenie, które stało się koszmarem: "Dżungla" Y. Ghinsberg


Kiedy nie możemy czegoś w pełni zrozumieć ani zweryfikować zmysłami – zobaczyć, posmakować,powąchać, dotknąć, usłyszeć ani sobie wyobrazić – mamy do wyboru negować albo wierzyć.
Yossi Ghinsberg, Dżungla, przeł. T. Szlagor, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2018.


Nieczęsto zdarza się, że najpierw oglądam film, a dopiero potem sięgam po papierową wersję opowieści. Przeważnie – tak było i w tym przypadku – nie mam po prostu pojęcia o jej istnieniu. Podejrzewałam, że historia przedstawiona na ekranie w zupełności mi wystarczy, ale tak się nie stało – zapragnęłam czegoś więcej. Dżunglę znalazłam na Legimi, w poszukiwaniu lejnych wrażeń – w sumie, by poznać tę relację prawie z pierwszej ręki, rzuciłam się na e-booka.



Jak przeżyć w dżungli?



Lubicie survival? Kręci Was buszowanie po zalesionych terenach, z dala od cywilizacji? A może marzycie o tym, by sprawdzić się w trudnych warunkach, stanąć tam, gdzie nikt nie stanął i powiedzieć sobie, że wszelkie wyrzeczenia, niewygody i niepokoje były tego warte? 

Moja orientacja w terenie jest żadna, a na samą myśl o robalach, które miałyby mnie otaczać, i jedzeniu dziwnych rzeczy (człowiek jest w stanie naprawdę zjeść bardzo dziwne rzeczy, kiedy przyciśnie go taki totalny głód) budzi się we mnie przekonanie, że to zupełnie nie mój klimat. Nie wyobrażam sobie, jak musi czuć się ktoś, kto nie ma pojęcia, gdzie się znajduje i którą drogę wybrać, by dotrzeć do celu...

Poznamy piękno Ameryki Południowej od zupełnie innej strony. Przyjrzymy się tętniącym życiem ulicom, poznamy zapachy i smaki, które rozbudzą w nas potrzebę udania się na taką wspaniałą, pełną barw i wyzwań wyprawę. W tym miejscu zaczyna się ta opowieść.

Chodzi o to, by wszystko nosić na własnych plecach, zapomnieć o kłopotach i zobaczyć, co przyniesie dzień.

Przejdźmy jednak do sedna tej historii, bo w końcu nie o przyjemności, ale o walkę z dziczą tu chodzi. Yossi wraz z przyjaciółmi (wyjątkowo delikatnym Marcusem i dobrym, pełnym zacięcia Kevinem) rusza na wyprawę, która ma zmienić całe jego życie. Za przewodnika mają Karla, który tak wspaniale zareklamował im wycieczkę po puszczy, zachwalając swoje obeznanie w temacie i umiejętności, że panowie nie mogli sobie odmówić tej przyjemności (choć trzeba przyznać, że nie wszyscy byli przekonani do tego pomysłu). Nagle obudziły się w nich dzikie instynkty i potrzeba oderwania do cywilizacji. Kusiło polowanie, spanie pod gołym niebem, walka z drapieżnikami, spływy i cała ta reszta niedogodności, których można się spodziewać po dżungli. 

Jak się jednak okazuje – to za mało, bo dzicz żyje własnym sekretnym życie, a dokładając do tego czynnik ludzki, można spodziewać się jedynie problemów. Mężczyźni dokładnie przygotowali się do tej przeprawy, a jednak po drodze coś poszło nie tak. Póki trzymali się razem, jakoś to było. Pewne nieporozumienia i wyrastający między nimi mur nadwątliły klimacik tej wycieczki, ale mimo wszystko uznajmy, że w grupie raźniej i bezpieczniej (szczególnie gdy jeden jej członek twierdzi, że takie eskapady to jego chleb powszedni). Sprawa znacznie się komplikuje, kiedy mężczyźni postanawiają się rozdzielić. 

Zbieg nieprzychylnych okoliczności, kłamstwa i przecenienie swoich możliwości sprawiły, że Yossi został sam. Sam w środku dżungli, bez wsparcia, przygotowania i dobrego planu działania. Młody mężczyzna został zmuszony do nadludzkiej walki o swoje życie, jaka będzie cena jego przetrwania?

Mogło być najlepiej


Biorąc pod uwagę, że Dżungla jest oparta na faktach, ta książka mogła okazać się jedną z najlepszych, które przeczytałabym w tym roku. Niestety tak się nie stało, ponieważ zabrakło tu czegoś bardzo istotnego, a niektórych czynników było zbyt wiele.

Relacja jest wstrząsająca, bo przeraża nas już sam fakt utraty punktu zaczepienia, a kiedy dołożymy do tego rosnące wokół drzewa, trawy i niepokojące odgłosy dzikich zwierząt, robi się naprawdę nieprzyjemnie i złowieszczo. Klimat jest niewątpliwie mroczny, sytuacja zdaje się pogarszać z chwili na chwilę, a do tego dochodzi ludzki umysł, który z braku pożywienia – dla ciała i duszy – zaczyna popadać w coraz większe odrętwienie, staczać się ku szaleństwu. A jednak czegoś tu zabrakło. Wydaje mi się, że zdolności do snucia opowieści, którymi dysponuje autor, okazały się niewystarczające, by opisać ogrom bezradności i działania, które pomogły mu przetrwać.

Największe wrażenie zrobiło na mnie zjedzenie leniwca. Może nie tyle poraziło mnie pochłanianie jego mięsa, ile sposób, w jaki został pozbawiony wolności. Złapanie takiego (młodego!) zwierzaka było banalnie proste, a nasi podróżnicy traktowali to jak "polowanie" – jak wyczyn niemal mistrzowski... I oczywiście wszyscy byli z siebie dumni, bo – uwaga! –udało im się! Jak duże dzieci, władcy życia i śmierci.

Nad wyraz denerwujące są w tej historii dialogi – zdecydowanie najsłabsza strona powieści. O ile jeszcze opisy miejsc, rzeczy i codzienności są fascynujące (niemal hipnotyzujące), o tyle rozmowy były sztywne, nienaturalne i pozbawione polotu. Do tego należy dodać roztrząsanie znaczenia uczuć... Wiecie, ja wszystko rozumiem, ale kiedy panowie zachowują się jak małe, obrażone dziewczynki, użalając się nad sobą, obgadując za plecami... Nie, to było dla mnie nie do przejścia. 

Dżungla to świetna historia, którą czyta się z ogromnym zainteresowaniem, ale co rusz pojawiają się tu tarcia i zgrzyty – za każdym razem, gdy ktoś się odezwie... Myślę, że ta wyjątkowa relacja mogłaby być bardziej dosadna (chociaż takich momentów tu nie brakowało) i nastawniona bardziej na emocje, ale autor zdecydował się w pewnym momencie skupić na tym, co nad nim czuwało, odkładając na bok szokowanie czytelnika.

Mimo wszystko polecam Wam Dżunglę. Będziecie mieli okazję zajrzeć do umysłu kogoś, kto właściwie cudem go nie postradał.