środa, 29 stycznia 2020

Nie daj się naciąć: "Poza granicą szaleństwa" W. Kulawski


Człowiek potrzebuje drugiej osoby, aby żyć. Czasami sama świadomość obecności towarzysza niedoli sprawia, że czujemy się bezpiecznie i komfortowo. Mamy wrażenie, że nie musimy ścierać się z losem w pojedynkę i możemy dzielić trudności z kimś jeszcze.

Wojciech Kulawski, Poza granicą szaleństwa, Wydawnictwo CM, Warszawa 2019.



W zeszłym tygodniu napisał do autor z zapytaniem, czy nie chciałabym przeczytać jego najnowszej książki pt. Poza granicą szaleństwa. Zapoznałam się z intrygującym opisem i uznałam, że chętnie poświęcę czas na lekturę kryminału Wojciecha Kulawskiego. Powiem Wam, że to była bardzo dobra decyzja, bo powieść okazała się nad wyraz dobra i zajmująca.


Nie daj się naciąć



Często zdarza się, że nie dostrzegamy pewnych maleńkich szczegółów, które mogą mieć kolosalne znaczenie  ich ujawnienie zmienia właściwie wszystko. Nie ma w tym nic dziwnego, skoro pewne rzeczy zakładamy z góry, bo przecież nie podejrzewamy istnienia jakiegoś drugiego dna albo mamy szczerą nadzieję, że nic się przed nami nie ukryło  lubimy mieć złudne poczucie pewności, które, poniekąd, gwarantuje bezpieczeństwo, a przynajmniej nie dokłada kolejnych twardych orzechów do zgryzienia.

Warszawa drży, odkąd tamtejsi funkcjonariusze dochodzeniówki dochodzą do wniosku, że nie mają do czynienia z nieszczęśliwym wypadkiem, ale z morderstwem. Cóż, wystarczyło dokładnie przyjrzeć się genitaliom denata i sprawa od razu znacznie się skomplikowała. Oliwy do ognia dolewa kolejny niepokojący szczegół, bo jak inaczej nazwać posążek boga Min (symbol płodności) znaleziony przy kobiecie zmasakrowanej przez tramwaj? 

Policjanci trafią na wiele takich, pozornie nic nieznaczących śladów, które właściwie donikąd nie prowadzą, ale na pewno coś muszą oznaczać. Zapowiada się intensywne główkowanie, ślęczenie w archiwum oraz praca w terenie, bowiem okazuje się, że "poszkodowani" ukrywali co nieco, a i nie żyli przecież w próżni  czeka nas zatem wiele niełatwych rozmów z osobami, które (nie mogło być inaczej) w ogóle nie pasują do profilu mordercy. Zresztą ten profil też nie został do końca naszkicowany, a wszystkie podejrzenia to czysta spekulacja.

Weźmiemy zatem udział w dość pokręconej grze pozorów  będziemy na tyle zaintrygowani, że właściwie każdego bohatera poddamy szczegółowym oględzinom, byle tylko dociec prawdy. Nie da się ukryć, że ta przeprawa nie będzie należała do prostych i przyjemnych, ponieważ  pomijając skomplikowany problem natury kryminalnej, który zaserwował nam autor  zadziała dodatkowo czynnik ludzki. Tuż obok dochodzenia toczyć się będzie walka bohaterów z codziennością, a ta nie zawsze bywa przyjemna, nie oszczędza nikogo. 

Kryminał na poziomie

Nieczęsto zdarza się, że książka autora, o którym nigdy wcześniej nie słyszałam, sprawia mi tak wiele radości. Naprawdę zaskoczyło mnie to, że trafiła w moje ręce tak dobra powieść. Już na samym początku dałam się wciągnąć w zgrabnie skomponowaną intrygę, a z każdym rozdziałem było tylko lepiej. To ogromny plus, bo w końcu gradacja emocji i napięcia to to, co przeważnie gwarantuje udany wieczór. 


Prawda okazuje się tak przerażająca, że nie stworzyłby jej w swoim umyśle nawet szaleniec.

Akcja toczy się tu dwutorowo, a ja uwielbiam taki sposób prowadzenia historii. Mamy współczesne śledztwo, które za żadne skarby nie chce ruszyć z miejsca  policjanci kręcą się wokół niewiele mówiących poszlak, nijak nie potrafią połączyć śladów i osób. W międzyczasie zrobimy szybkie wypady do wczesnych lat dziewięćdziesiątych, by towarzyszyć dwóm młodym wiejskim dziewczynom, które udają się do szpitala psychiatrycznego, by trochę zarobić. Początkowo nic nam to nie mówi, więc błądzimy po omacku, próbując zrozumieć, co mają ze sobą wspólnego wszystkie wątki (trochę ich jest) i w jaki sposób autor wybrnął z dość zakręconej sytuacji  podpowiem, że udało mu się to wyśmienicie, choć postawił sobie poprzeczkę naprawdę wysoko. 


Czytałam mnóstwo książek, w których autorzy decydowali się na ten sposób prowadzenia akcji, i muszę przyznać, że często szala przeważała na jedną ze stron  raz bardziej kusiła mnie teraźniejszość, a innym razem nie mogłam się doczekać, kiedy w końcu wrócę w opowieści do przeszłości. W przypadku Poza granicą szaleństwa równowaga została zachowana  ani aktualność nie okazała się nudna, ani odniesienia do tego, co już się zdarzyło, nie ociekały sentymentalnym bełkotem. To lubię.

Bardzo podobali mi się bohaterowie tej powieści, szybko się z nimi zżyłam i mocno im kibicowałam. Każdy z nich jest inny, każdy ma jakąś swoją małą lub wielką tajemnicę i błahe bądź poważane kłopoty, które nie powinny ujrzeć światła dziennego. Prym wiedzie tu młoda, zgrabna i powabna policjantka (moja imienniczka)  kompetentna i świetnie radząca sobie z problemami, które śledztwo stawia na jej drodze. Mamy też policjanta niestroniącego od alkoholu oraz takiego dobrego duszka czuwającego nad współpracownikami. 

Powieść czyta się jednym tchem. Bardzo nie chciałam się odrywać od tej historii, bo byłam szalenie ciekawa, co się wydarzy, kto znów zginie – trup ściele się tu często i gęsto – do jakich wniosków dojdą nasi bohaterowie. Ostrego smaczku dodają tu turpistyczne opisy zwłok – miodzio, mówię Wam – autor się tu nie patyczkuje, nie oszczędza nas. Muszę tu zaznaczyć, że szczególnie ujął mnie sposób reagowania funkcjonariuszy na zło tego świata  być może Wam się nie spodoba, ale wydaje mi się, że jest bardzo adekwatny do poziomu absurdu, z którym musieli się mierzyć. Co robić, by nie zwariować? Sprawdźcie sami.


Jedyne, do czego mogłabym się przyczepić, to pomylone nazwisko czy imię, brak kilku przecinków i budowa niektórych zdań  te wymagałby wygładzenia, by z lepszym efektem pełnić swoją funkcję. Na te małe niedociągnięcia przymykam jednak oko, ponieważ nie wpływają na jakość fabuły. 

Jeśli jeszcze nie znacie prozy Wojciecha Kulawskiego, to proponuję zaryzykować i nadrobić. Mam nadzieję, że o autorze będzie się mówiło, a jego powieści zajmą szczególne miejsce na Waszych regałach. Na moim na pewno. Polecam ten kryminał z czystym sumieniem, bo to jedna z tych książek, dla których warto zarwać nockę.