środa, 5 lutego 2020

Autorski Przysłówek: Wojciech Kulawski


W pisaniu najbardziej pociąga mnie kreowanie nieistniejącej rzeczywistości.
Jest w tym jakaś magia (...)





"Autorski Przysłówek" to cykl, który opiera się na wywiadach z autorami. Jednak, żeby nie było tak prosto, pisarze zmagają się z nie lada wyzwaniem, bowiem podstawę tych literackich zwierzeń stanowi zaledwie kilka przysłówkowych pytań – Jak? Gdzie? Kiedy? Skąd? Dlaczego? – które, co najlepsze, rozwijają według własnego pomysłu!

Dziś mam przyjemność gościć na blogu autora, który swoją powieścią (Poza granicą szaleństwa) bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Z pewnością sięgnę po pozostałe książki tego pisarza.



Wojciech Kulawski (ur. 1977 r.) – mieszka w Rzeszowie, pracuje w dużej korporacji działającej w branży IT. Autor nie zamyka się w jednym nurcie, pisząc kryminały, thrillery, powieści kryminalne, ale nie obca jest mu również fantastyka. Laureat licznych nagród i wyróżnień w konkursach literackich (Poznań Fantastyczny, Literacki Debiut Roku, Międzynarodowy Festiwal Kryminału, Międzynarodowy Festiwal Opowiadania, Japan Fest czy Nordcon). Szczęśliwy mąż i ojciec, który w wolnych chwilach poddaje się latynoskim rytmom.

Jak to jest napisać książkę?


Uczucia, jakie wywołuje ujrzenie swojego nazwiska na okładce książki, nie da się porównać z niczym innym. Potem jest niepewność związana z tym, jak twoje „dziecko” zostanie odebrane przez czytelników. Oczywiście zakładam, że każdy autor się stara i daje z siebie maksimum. Niestety czasami brakuje umiejętności, wyobraźni czy warsztatu, albo po prostu wiedzy. Po ukazaniu się kilku antologii z moimi opowiadaniami oraz czterech powieści kryminalnych mam potwierdzenie, że komuś ta moja twórczość może się podobać. To niezmiernie ważne, bo daje kopa motywacyjnego, aby pisać dalej. Pewnie, gdyby opinie o moich książkach były negatywne i nikt nie chciałby czytać kolejnych, zwinąłbym swój kramik i zajął się czymś innym. Dlatego powtórzę wyświechtany slogan, że pisarz bez czytelników nie istnieje. To oni są motorem napędowym, aby codziennie siadać przed pustą stroną w Wordzie i zapełniać ją treścią.

Gdzie jeszcze chciałbyś umiejscowić bohaterów swoich powieści?

Marzę o stworzeniu Space Opery o podróży na Marsa i spotkaniu obcej cywilizacji, z którą ludzie nie są się w stanie porozumieć. Byłyby tam rakiety, kosmiczne podróże i cała ta wiedza kosmologiczna, która tak bardzo mnie pociąga. Oczywiście wrzuciłbym do tej zupy wątki fantastyczne i naukowe teorie, których kosmos dostarcza na pęczki. Bardzo lubię takie klimaty. Mam już pięćdziesięciostronicowe opowiadanie, na którego kanwie chcę oprzeć moją powieść Science-Fiction. Zresztą wychowałem się na fantastyce, uwielbiam polskich pisarzy pokroju Janusza Zajdla czy Snerga. Ta historia powoli kształtuje się w moich szarych komórkach. Będzie to rodzaj hołdu dla mojego niedoścignionego mistrza Stanisława Lema. To takie moje plany, które chciałbym zrealizować w najbliższych latach. Zobaczymy czy się uda.


Kiedy kolejna książka?


Jeśli wszystko się powiedzie, a plan wydawniczy nie okaże się zbyt trudny w realizacji, na przełomie maja i czerwca 2020 nakładem Wydawnictwa CM ukaże się pierwsza część mojej nowej serii o parze szwajcarskich archeologów, którzy przemierzają świat i odkrywają tajemnice historii. Są w niej zawarte klimaty rodem z Tomb Ridera, Indiany Jonesa i Mumii. Oczywiście, jak to w moich tekstach zwykle bywa, nie zabraknie czysto ludzkich intryg, miłosnych uniesień i tarć między bohaterami. Akcja powieści rozgrywa się początkowo w Szwajcarii i Argentynie, aby potem przenieść się do Syrii w przeddzień wybuchu wojny domowej. Będzie można liczyć na piękne miejsca, pustynie, zamki, ruiny i wszystko to, z czego niegdyś słynęła Syria. Wielka szkoda, że większość opisanych przeze mnie miast została doszczętnie zniszczona. Może przetrwają, chociaż na kartach moich powieści. Do tego wszystkiego dojdzie wielka tajemnica z przeszłości i trochę egzotycznego arabskiego klimatu. Mam nadzieję powstanie z tego mieszanka wybuchowa, która zainteresuje czytelników. W szufladzie leży kolejna część serii, której akcja rozgrywa się w Meksyku. Powieść zaczyna się upadkiem dziesięciometrowego meteorytu w ośrodek wypoczynkowy niedaleko miasta Ciudad Juarez, gdzie wypoczywa nasz bohater. W planach trzecia powieść, która będzie się rozgrywała trochę w Ameryce Łacińskiej, trochę na zimnym Spitsbergenie. 

Mam nadzieję, będzie interesująco. Zobaczymy, jak czytelnicy zareagują na taką zmianę klimatu. I ubiegając ewentualne pytania, nie zamierzam zrezygnować z kryminałów, chcę tylko trochę od nich odpocząć 😉.



Skąd zainteresowanie pisaniem?


W pisaniu najbardziej pociąga mnie kreowanie nieistniejącej rzeczywistości. Jest w tym jakaś magia, kiedy zanurzamy się w doskonałym filmie, albo ciekawej książce i wchodzimy w głowę bohaterów pokonujących kolejne trudności, jakie podrzuca im los. A jeśli dodatkowo mamy możliwość wpływania na te nieistniejące światy, tworzenia tarć między antagonistami i protagonistami, opisywania ciekawych miejsc, gdzie kiedyś byliśmy, albo gdzie chcielibyśmy być, to czy może być w życiu coś bardziej pociągającego. 

Wyzwaniem dla pisarza jest takie ułożenie struktury powieści, aby wodzić czytelnika za nos, podrzucać mu okruszki nadziei, dawać obietnicę, aby w kolejnym rozdziale wyprowadzić go na manowce. Przypomina to trochę grę w szachy, rozwiązywanie krzyżówek albo układanie puzzli. Mam nadzieję, że dzięki pisaniu nie dopadnie mnie na starość Alzheimer. 

Potem gdy mamy już konstrukcję powieści, pozostaje żmudne wklepywanie całości w komputer. Choć tę część tworzenia również bardzo lubię. Wygładzanie zdań w taki sposób, aby zaczęły tworzyć muzykę, sprawia wiele przyjemności. Choć zapewne wiele jeszcze pracy przede mną, aby mój warsztat mógł choć trochę zbliżyć się do niedoścignionych wzorców pokroju Lema. Z drugiej strony, czy może być coś lepszego, niż pasja, która przy okazji rozwija. Podczas researchu człowiek dowiaduje się tylu ciekawych rzeczy, o których w normalnym życiu nawet by nie pomyślał, że już samo to jest dla pisarza wielką nagrodą. 


Będę tworzył, dopóki będzie mi to sprawiać frajdę. Choć mawia się, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. 


Dlaczego lubisz tańczyć?


Taniec jest wspaniały, szczególnie w parach. To niewidzialne porozumienie dwóch ciał i dusz. Jest bardzo niewiele czynności 😊, które dają możliwość takiego współdziałania, zgrania się z ukochaną osobą (albo po prostu z partnerką, z którą przyszło ci zatańczyć). A do tego wszystkiego jeszcze muzyka będąca nośnikiem, falą popychającą tancerzy po parkiecie. Być może na początku, kiedy ktoś zaczyna swoją przygodę z tańcem, nie wygląda to wszystko tak wspaniale, ale po przełamaniu początkowych barier gwarantuję, że przynosi to niezwykłą satysfakcję. A jest z czego wybierać; mamy tajemnicze i mroczne Tango Argentyńskie, wspaniałą wesołą Salsę, czy namiętną Bachatę, nie mówiąc już o tańcach standardowych, które, choć mniej gorące, potrafią sprawić wiele przyjemności. I przy okazji zdradzę taką małą tajemnicę, dla kogoś, kto kocha taniec, a nie czytał jeszcze moich kryminałów. W każdej z powieści pojawia się inny jego rodzaj. To taka wisienka na torcie, którą być może nie wszyscy zauważą, ale ja wiem, że ona tam jest 😉. Podobnych smaczków jest w moich tekstach dużo więcej. Oczywiście wymaga to ode mnie dodatkowego nakładu pracy, ale jaką mam potem satysfakcję, gdy ktoś to dostrzeże. 


Przeczytaj moją recenzję książki autora:

Nie daj się naciąć!





Poznaj bliżej autora