czwartek, 27 lutego 2020

Ciche anioły: "Zorkownia" A. Kaluga

Mam obowiązek WIDZIEĆ rzeczy, smakować rzeczy,
cieszyć się nimi.
Bo jestem.
Póki jestem.


Agnieszka Kaluga, Zorkownia, Znak, Kraków 2014.



Na moim regale jest wiele takich książek, do których przymierzam się długo i zazwyczaj odkładam lekturę na jakieś "potem". Tak było z Zorkownią Agnieszki Kalugi. Ten dziennik przeleżał na półce dwa lata – tyle czasu potrzebowałabym, by w końcu ruszyć temat i zobaczyć, skąd tyle zachwytów nad Zorkownią.



Ciche anioły


Kiedy siedziałyśmy w szpitalu, w naszą codzienność wkradały się ukradkiem ciche anioły. Przybierały różne formy, przychodziły z różnym bagażem doświadczeń, poświęcały swój czas dziecku, a mnie dawały "chwilę dla siebie", chwilę oddechu, czas na poukładanie myśli; niosły dobre wieści, pomagały przetrwać ciężki okres. 

Wiem, że "dziękuję" to za mało...

Tam, gdzie jest ogrom bólu i strachu, nie może zabraknąć takich ciepłych istot, które po prostu trwają przy nas, gdy tego potrzebujemy. Wolontariusze to dla mnie jakaś niezwykła odmiana człowieka – poświęcają swój czas, dzielą się uśmiechem, dobrym słowem i po prostu sobą. Bezinteresownie, nie oczekując niczego w zamian.

Zorkownia jest dziennikiem Agnieszki Kalugi, która jest takim właśnie dobrym duszkiem. Kiedy straciła ukochaną córeczkę, postanowiła poświęcić swój czas innym, by wspierać ich w najtrudniejszej, ostatniej drodze. Cztery lata pracy w hospicjum, towarzyszenia umierającym, trzymania za słabe dłonie i głaskania niszczejącej skóry to nie lada wyczyn, dla mnie niepojęty, ponad siły. Od razu nasuwa się pytanie, ile człowiek jest w stanie przyjąć, zobaczyć, poczuć i ile może unieść smutku i bólu? Kiedy pochłaniamy opowieść autorki, przekonujemy się, że człowiek jest pojemny, że udźwignie naprawdę spory ciężar.

Kaluga oprowadza nas po salach w pewnym hospicjum. Zabiera za zasłonki, by przedstawić tych, którzy (w przeważającej liczbie) czekają na koniec. Poznamy wiele historii, wyciągniemy z rozmów wiele marzeń i niespełnionych snów. Nie unikniemy bólu, smutku i strachu, ale też z przyjemnością będziemy chwytać ciepłe promienie małych radości.

To za mało


Cokolwiek napiszę o Zorkowni, zawsze będę świadoma tego, że to za mało. Za mało słów, za mało wyczucia, za mało emocji. Myślę, że musicie przeczytać tę książkę sami, bo po prostu nie jestem w stanie oddać tego klimatu, tych nastrojów i ciepła, które ogarnia serducho podczas lektury. To jedna z tych historii, których nie sposób ocenić, a jeszcze trudniej powiedzieć o nich coś konkretnego – to trzeba po prostu poczuć; wejść w ten świat i samemu zmierzyć się z tematem.

Bardzo podoba mi się sposób prezentacji przeżyć. Autorka o wszystkim pisze w sposób niemalże poetycki, często metaforycznie, czasem zostawia nas w zawieszeniu, byśmy sami mogli zrozumieć emocję, dotknąć sedna. W tej poetyckiej zawiesinie znajdziemy jednak przestrzeń na szczere myśli, niekomfortowe i nieugładzone opisy, wartościowe przemyślenia. Znajdziemy tu po prostu ludzi widzianych oczami Człowieka.


Sen jest święty – świątynia BRAKBÓLU
wsparta na morfinowych kolumnach.


Zorkownia jest takim małym paradoksem. Niby stron nie ma wielu i tekst daje się pochłonąć w zastraszającym tempie, a jednak lektura tego dziennika nie jest taką prostą i oczywistą sprawą. Przejście korytarzami hospicjum to spacer nielekki, pełen ciemnych zakamarków, głębokich dołów i alejek strachu, bólu, łez. Przestoje są nieuniknione.

Każda z tych historii jest poruszająca, każda potrafi wstrząsnąć czytelnikiem, dochodząc do jego najgłębszych obaw, popychając go ku niepewnemu gruntowi. Można uznać, że ta książka jest swoistym albumem, w którym znajdziecie mozaikę niesamowitych obrazów. Lubię tak o niej myśleć, przyglądać się tym ważnym urywkom.

Jeśli szukacie naprawdę wartościowej, choć zdecydowanie niełatwej i niebanalnej książki, to Zorkownia z całą pewnością spełni Wasze oczekiwania. Ten dziennik pełen jest tego, co w życiu najważniejsze – tak, tak, właśnie takiego przesłania możecie się spodziewać, chociaż by dojść do pewnych wniosków, trzeba przejść bardzo daleką i wyboistą drogę.

Szczerze polecam.