piątek, 21 lutego 2020

Dramat w duecie: "Nic o mnie nie wiesz" E.G. Scott



Tak to już jest, że drobne sprawy urastają do rangi wielkich, toczą się jak śniegowe kule, aż nabierają takich rozmiarów, że nie sposób ich ogarnąć.

E.G. Scott, Nic o mnie nie wiesz, przeł. J. Żuławnik, Muza SA, Warszawa 2020.


Nic o mnie nie wiesz chodziło mi po głowie, odkąd tylko natknęłam się na zapowiedź tej powieści. Uwielbiam thrillery psychologiczne z problemami małżeńskimi w tle, zatem wybór był świadomy, a pozytywne recenzje tej książki jedynie podsycały moją ciekawość. Ależ się umęczyłam z tą historią; tydzień brnięcia przez opowieść, która miała być niesamowita...

Tajemnice małżeńskie


Czy po dwudziestu latach małżeństwa można mieć przed sobą jeszcze jakieś tajemnice? Czy w ogóle istnieje taka sposobność, by ukryć coś przed drugą połówką? Nie chodzi tu o te sekrety, które spoczywają na dnie serca od wielu, wielu lat – z czasów życia w pojedynkę – ale o te świeże, skrywane na bieżąco. Wiadomo, że jakieś tam małe, błahe sekreciki nie mają  większego znaczenia dla związku, ale co w sytuacji, kiedy problem narasta i pojawiają się kolejne? Czy lepiej powiedzieć wprost o niektórych, często niewygodnych sprawach, czy lepiej próbować szczęścia i liczyć na łut szczęścia, że małżonek/małżonka się nie zorientuje?

Przedstawiam Wam właśnie takie małżeństwo z dwudziestoletnim stażem. Ona – lekomanka do potęgi, która traci pracę (jest przedstawicielką farmaceutyczną, a sprzedaż leków to jej codzienność). On – obrabia na boku kuszącą sąsiadkę, a w głębi duszy cierpi, bowiem w pracy mu się nie wiedzie – przestoje w budowlance, niespełnione ambicje. Do tego dochodzi pewien nieprzyjemny fakt: kobieta odkrywa, że oszczędności ich życia, pieniądze z mozołem odkładane na wspólne konto zniknęły. Początkowo przychodzi niedowierzanie, potem mamy stres, aż w końcu przyjdzie czas na niepohamowaną złość, ponieważ – co podejrzewamy już na samym początku – kasa sama z konta nie znika i łatwo dojść do tego, kto ją podjął. 


To jednak nie wszystko. W niedalekiej okolicy dochodzi do tajemniczego zniknięcia pewnej żony, a wiele śladów prowadzi właśnie do tej pary, która zresztą próbuje ukryć pewien wspólny sekrecik. Odrobinę to zagmatwane, ale wszystko w końcu się wyjaśnia. Być może zbyt późno?


Ciężka przeprawa



Niektórzy pisali, że wciąga od początku, inni, że mniej więcej w połowie zaczyna się akcja, a jeszcze inni, że końcówka jest warta wszystkiego. Naprawdę bardzo chciałam dać tej książce szansę, nie mogło być inaczej. Doczytałam, choć przyznaję, że lektura tej powieści zajęła mi 5 dni – w moim przypadku to sporo jak na średniej długości historię. Było po prostu tak nudno, że musiałam robić sobie przerwy, ale brnęłam dzielnie ku temu finałowi. I co? Powiem Wam, że ta historia rozczarowuje po całości. 

Nic o mnie nie wiesz jest przewidywalna, a do tego początkowe rozdziały (no, jakieś 3/4 objętości) to nic niewnoszące biadolenie na dwa głosy. Z jednej strony mamy kobietę, która całą aptekę ma we krwi – do tego stopnia wkręciła się w branie, że jest w stanie wiele zrobić, by zdobyć leki, a poza tym ciężko jej trzymać poziom, bo w końcu tyle chemii w obiegu robi swoje. Z drugiej strony jest mężczyzna, który wkręcił się w romans, ale tłumaczy się z tegoż tak namiętnie, że aż prawie mi było mi go żal... Do tej podstawy dodajmy kolejne sekrety cięższego kalibru i tak ciągnie się to i ciągnie, aż dochodzimy do mety. Dopiero wtedy możemy odetchnąć i z satysfakcją przyznać, że dobrze, że już po wszystkim. Cieszę się, że moje spotkanie z Rebeccą i Paulem nie trwało dłużej, naprawdę. Nie polubiłam ich wcale, kompletnie. W sumie żaden z bohaterów tej powieści (poza małżeństwem nie było ich wielu) nie dał się polubić. 

Większość kręci się wokół codzienności w na pozór idealnym małżeństwie. On coś tam działa w ciągu dnia, ona udaje, że działa, a potem spotykają się w domu i udają, że wszystko jest w porządku, chociaż w myślach układają najczarniejsze scenariusze. I tak dzień po dniu poznajmy tę parkę, by dość szybko zrozumieć, o co tu właściwie chodzi. Większego zaskoczenia nie będzie, a ten sielsko-kłamliwy nie wciągnął mnie na tyle, by wybaczyć te ciągnące się w nieskończoność flaki z olejem.


Wciągający thriller psychologiczny
dla fanów "Wielkich kłamstewek" i "Zaginionej dziewczyny".



Z opisu wynikało, że historia powinna spełniać moje oczekiwania, bo i Wielkie kłamstewka i Zaginioną dziewczynę przeczytałam z zapartym tchem. Z kolei Nic o mnie nie wiesz to zupełnie inna liga, gdzieś na końcu łańcucha... dyndająca.

Nie wiem, czy warto dodać coś jeszcze. W każdym razie, jeśli lubujecie się w akcji, która rozwija się z wolna i kręci głównie wokół sekretów, to ta książka może przypaść Wam do gustu. Dla mnie to było zbyt rozlazłe i za mało spektakularne. Może i w powieści znajdziecie kilka takich momentów, kiedy coś się dzieje, ale czy warto przebijać się przez całość dla tych kilku lepszych chwil? Wybór pozostawiam Wam. Ja uznaję książkę tego duetu za najsłabszy tytuł, po który sięgnęłam w lutym. Nie wiem też, czy nie znajdzie w najmniej lubianych powieści w podsumowaniu na koniec roku; czas pokaże.