wtorek, 25 lutego 2020

Ile wiesz o swoich współlokatorach?: "Poznaj swoje bakterie" N. Temple, C.Whitlock




Czy nam się to podoba czy nie, 
na zewnątrz i wewnątrz naszych ciał żyją biliony bakterii.



Nicola Temple, Catherine Whitlock, Poznaj swoje bakterie, przeł. U. Gardner, Insignis, Kraków 2020.


Gdyby ktoś zaproponował Wam przeczytanie książki na temat bakterii, zastanawialibyście się długo? Zapewne nie wszyscy lubią wiedzieć, co tam w nich siedzi, i z lekkim niesmakiem czy przestrachem odrzuciliby taką propozycję. A ja? Ja nie zastanawiałam się nawet przez chwilę! Bakterie przez długi czas były u nas tematem na topie, a wszystko się zaczęło się od słów pani doktor, która stwierdziła, że "mamy różne dziwne bakterie". Być może szaremu człowieczkowi nie podaje się nazwy, bo w sumie i tak niewiele by z tego zrozumiał... W każdym razie, kiedy dostałam od wydawnictwa Insignis propozycję zrecenzowania książki pt. Poznaj swoje bakterie (Nicola Temple, Catherine Whitlock) nie wahałam się, bo lubię wiedzieć, bo potrzeba mi było własnie takiego kompendium wiedzy dla bakteryjnego szaraka, który chciałby dokładniej orientować się w temacie swojego (i nie tylko) ciała.

One są!


Nie ulega wątpliwości, że lepiej jest poznać wroga, bo wtedy wiadomo mniej więcej, w jaki sposób można go pokonać. Co więcej, warto również dowiedzieć się, które z bakterii są po naszej stronie oraz co można zrobić, by mnożyć te dobroczynny, a pozbyć się (lub zapobiegać) tych niesprzyjających. 


Poznaj swoje bakterie to właśnie taka książka, która wprowadza laika w temat. Zaczynając od samego początku, dowiemy się, czym w ogóle są te bakterie, skąd się biorą, ile dla nas znaczą (co im zawdzięczamy) i jak wielkiej szkody mogą narobić, gdy sobie nas upatrzą. Dowiemy się, jak można niwelować niebezpieczeństwo – musicie wiedzieć, że możemy tu całkiem dużo zdziałać  oraz z czym to wszystko się wiąże. Poza tym dowiemy się, jak wyglądają, w co się łączą (nazywamy skupiska), jak mutują. To jednak nie wszystko: będzie o alergiach, odporności i infekcjach. Temat ruszony "po całości".



Książka podzielona została na kilka rozdziałów, a te z kolei na działy. Wśród nich możemy wyróżnić te, które odnoszą się do części naszego ciała  przejdziemy przez oczy (tak, wg najnowszych badań tu oko wcale nie jest sterylne), jamę ustną,  układy oddechowy, pokarmowy i moczowo-płciowy, ale zerkniemy nie tylko do wnętrza, bowiem przyjrzymy się również tym bakteriom, które żyją na powierzchni ciała.

W każdym dziale (na mapie naszego ciała) przedstawiono naszych współlokatorów, z uwzględnieniem tego, gdzie i jak żyją, jakie zakażenia bakteryjne mogą nam się przytrafić, jak działają te dobre bakterie oraz jak unikać tych złych, a dbać o pozytywne. 


Mamy również okazję przyjrzeć się bliżej konkretnym bakteriom i dowiedzieć, kiedy i jak zostały odkryte  poznamy też ich akta sprawy (pięknie skojarzenie), czyli dowiemy się, co mogą zdziałać w naszym ciele. A mogą naprawdę sporo...

Ta świetna książka kierowana do szerokiego grona odbiorców powinna podsycić zainteresowanie opinii publicznej współczesną nauką oraz jej zastosowaniami. Najwyższa pora wprowadzić w życie teorie mogące pomóc wielu osobom i wpłynąć na całą ludzkość.


Poza czystko naukowym spojrzeniem na bakterie czytelnik dostaje również wiele dobrych rad i konkretne wskazania, jak działać, by uniknąć tego czy tamtego zakażenia oraz co robić, by "przyciągać" te dobre bakterie  warto tu zaznaczyć, że bez wielu z nich źle by się z nami działo, zatem warto wprowadzić kilka zmian w swoim życiu, by zadbać o godne życie dla naszych sojuszników. 

Co ważne, treści zawarte w książce mogą stanowić pewną podpowiedź, jednak nie mogą zastąpić porady medycznej. Warto zwrócić na to uwagę, bowiem nikt ani nic  nawet tak dobra książka  nie zastąpi wizyty u specjalisty, a jedynie może podpowiedzieć, stać się motorem napędowym naszych działań. Sprawa oczywista, choć naprawdę warto o tym pisać, bo sama znam wykształconych ludzi, którzy nachapią się dobrych rad z podobnych publikacji, często sobie szkodząc. Moja rada: nie podchodzimy do tego bezkrytycznie. 



Książka jest bardzo ciekawa. Wiem, że brzmi to co najmniej abstrakcyjnie, bo jak bakterie mogą być atrakcyjne, ale wierzcie mi, że czyta się ją z niekłamaną przyjemnością. Początkowo podejrzewałam, że dostanę coś w rodzaju encyklopedii  hasło, opis i lecimy dalej. Okazało się, że ta publikacja ma do zaoferowania znacznie więcej: konkrety, ciekawostki, wskazówki. To swoisty przewodnik po świecie bakterii, ale też  nie da się ukryć  po ludzkim ciele. Poza tym karty z odkryciami są fascynujące! Dowiedziałam się na przykład, w jaki sposób powstała penicylina  od razu przypomniały mi się czasy studenckie, kiedy po powrocie z domu do wynajmowanego mieszkania odkryłam coś dziwnego w słoiku zostawionym samemu sobie. Wiecie, nadal nie wiem, co tam wyrosło...



Intuicyjnie


Wracając jednak do książki, czas powiedzieć co nieco o obsłudze. Często mówi się, że jakaś strona czy program są intuicyjne, co oznacza, że po prostu bezproblemowo potrafimy się w nich odnaleźć  działamy bez większego zastanowienia, bo wszystko jest pod ręka  tam, gdzie spodziewamy się to znaleźć, gdzie powinno być. Takie właśnie skojarzenie naszło mnie, kiedy zaczęłam się wczytywać w Poznaj swoje bakterie. Początkowo myślałam, że będę zaznaczać sobie interesujące mnie zapiski, jednak odpuściłam już na wstępie. Ta publikacja jest tak dobrze skomponowana, że bez trudno odnajdujemy te materiały, które nas interesują. Sporym ułatwieniem jest również zawarty na końcowych stronach indeks, który pomaga nam odnaleźć konkretne zagadnienia między kartami. uwielbiam indeksy! 



Wiadomo, że w trakcie lektury coś może nam umknąć. W moim przypadku (od zawsze) kuleje zapamiętywanie definicji. W książce te ważniejsze znajdziecie pod postacią słowniczka, który pomoże szybko i bezproblemowo przyswoić sobie znaczenie danego słowa. Wychodzę z założenia, że uczenie się definicji mija się z celem, bo ważniejsza jest umiejętność wyszukiwania informacji, ale przyznaję, że taka podpowiedź na końcu to spore ułatwienie, kiedy niektóre zagadnienia wciąż przewijają się w treści.



Książka jest bogato ilustrowana. Powiem Wam, że biorąc pod uwagę fakt, że popatrzymy trochę na bakterie  jest ładna. Te obrazy bardzo pomagają w umiejscowieniu czerpanych z treści informacji w konkretnych miejscach. Już pomijam fikuśne wizerunki (bardzo kolorowe) naszych cichych współlokatorów  niemal każde zagadnienie poparte jest jakimś obrazem. 

Jeszcze kilka słów o autorkach, bo to przecież istotne, kto w ogóle podjął się takiego dziwnego tematu. Whitlock to autorka książek naukowych, biolożka z doktoratem z immunologii. Temple jest biolożką i ekolożką. Glenn Gibson (przedmowa) jest profesorem Uniwersytetu w Reading, gdzie stoi na czele katedry mikrobiologii z żywności i zajmuje się badaniami mikroflory jelitowej. Po takiej ekipie można spodziewać się naukowego bełkotu, a jednak w tym przypadku jest inaczej. Treści są przystępne i zrozumiałe dla przeciętnego czytelnika, który styka się z tematem pierwszy raz. Czasem tłumaczenie jest wręcz łopatologiczne. Nie da się nie zrozumieć, o czym jest mowa.

Chyba nie muszę nikogo przekonywać, że Poznaj swoje bakterie to świetna publikacja? Mnie bardzo przypadła do gustu, mojej córce również się spodobała (tu zachwytów na ilustracjami było mnóstwo: Mamo, patrz, jakie piękne!). Jest elegancko wydana i intuicyjnie skonstruowana. To swoisty przewodnik po naszym ciele i zbiór wskazówek, które warto wziąć pod uwagę.

Leczenie zostawmy lekarzom, ale myślę, że warto posiadać jakąś wiedzę o swoim ciele i zacząć własnie od tego, czego gołym okiem nie widać. Tu Poznaj swoje bakterie sprawdzi się idealnie.