wtorek, 4 lutego 2020

Niewygodne pytania i nieuniknione odpowiedzi: "Miś Gabiś przegania onkostrachy" M. Sawicka-Żukowska



Czy to jakiś straszny potwór
Ten szalony zły nowotwór?
Czy to jakiś groźny stwór
Ten uparty, smutny gbur?


Małgorzata Sawicka-Żukowska, Miś Gabiś przegania onkostrachy, il. G. Michalczuk, Od deski do deski, Warszawa 2019.





4. lutego obchodzimy Światowy Dzień Walki z Rakiem – to jeden z tych dni, na które wcześniej w ogóle nie zwracałam uwagi, bo były poza mną; nie miałam z tematem nic wspólnego i nie odczuwałam potrzeby zgłębiania go. Odkąd moja córa zachorowała, nasz czytelniczy repertuar poszerzył się o publikacje, które traktują o chorobie. W szpitalu pani psycholog podsunęła nam kilka naprawdę pomocnych tytułów, ale z czasem zaczęłyśmy poszukiwać literatury w podobnym klimacie na własną rękę. Miś Gabiś przegania onkostrachy autorstwa Małgorzaty Sawickiej-Żukowskiej to książka, która sama nas znalazła. Wydawnictwo Od deski do deski sprawiło nam taki cudowny, bardzo wartościowy prezent. 


Niewygodne pytania i nieuniknione odpowiedzi




Literatura odgrywa bardzo ważną w procesie leczenia – nastawia na to, co się stanie, pomaga zrozumieć, co się dzieje, robiąc to w wyważony, przystępny dla dziecka sposób. Jest niezbędna, bo kiedy wchodzi się do szpitala, nie ma się tak naprawdę zielonego pojęcia o tym, czego można się spodziewać. 

Im dziecko jest młodsze – i nie biorę tu pod uwagę tych najmniejszych, które dopiero co puściły brzuszek mamy i już muszą zmagać się ze straszną chorą – tym trudniej poprowadzić z nim rozmowę. Chociaż, w sumie w żadnym przypadku nie jest to proste... W każdym razie małe dziecko, które jest już w stanie się z nami porozumiewać i ma świadomość własnego ciała, jest po prostu ciekawe. Ono chce wiedzieć, więc pyta, a my musimy stanąć na wysokości zadania (to jest dopiero wyzwanie, kiedy samemu się wszystkiego jeszcze nie poukładało w głowie) i odpowiedzieć mu w taki sposób, by zrozumiało – dopasować wiedzę i słownictwo do jego wieku oraz możliwości poznawczych. W żadnym wypadku nie można zostawiać takich pytań bez odpowiedzi. To nie jest tak, że możemy zbyć niewygodne pytanie milczeniem lub obrócić je w żarcik. Tu potrzebna jest wiedza, bo ona naprawdę pomaga przetrwać albo chociaż nie dokłada niepokoju wynikającego z niewiedzy... Niewiedza jest paskudna.

Ewa miała 7 lat, kiedy zachorowała. Początkowo nikt nie miał pojęcia, co jej dolega, więc zaczął się proces dochodzenia do sedna – diagnozowanie. Córa na początku nie pytała o nic – tak była przerażona wszystkim, co się wokół niej działo, i wszystko tłumiła w sobie. Biegałyśmy z badania na badanie i w sumie razem dowiadywałyśmy się, o co w nich chodzi. Może byłam ignorantką, bo o ile RTG czy USG są czymś znajomym, o tyle już np. rezonans magnetyczny czy punkcja szpiku były dla mnie czarną magią. Ta wiedza nie była mi do niczego potrzebna. Kiedy dostaliśmy diagnozę, wszystko się zmieniło, bo nagle stanął przed nami potwór, z którym trzeba było się zmierzyć – już nie jakiś niekształtny problem, ale konkret. Ile wiecie na temat ostrej białaczki limfoblastycznej? Jakie macie pojęcie o procedurach, ludziach, którzy pracują w klinikach onkologicznych i zasadach, jakim trzeba się podporządkować? My nie wiedzieliśmy zupełnie nic. Powiem więcej, ja nawet nie miałam pojęcia, gdzie we Wrocławiu znajduje się taka klinika. Potem przyszło nam zamieszkać w niej na prawie 8 miesięcy (została takim naszym drugim domem, który pomagał nam wrócić do tego pierwszego).



W tym czasie wszystko się zmieniło: chemia, badania, punkcje, narkozy, broviac, motylki, aplazja, pompy, kable, transfuzje, osocze, kriopercypitat – niezrozumiały bełkot? Cóż, dla nas była to codzienność, którą musiałyśmy bardzo szybko opanować, bo nie było po prostu innej opcji. Był to zatem okres bardzo intensywnego przyswajania wiedzy (przeze mnie) i przekazywania jej w odpowiedniej formie, ale też wspólnego poszukiwania odpowiedzi na przeróżne i zaskakujące pytania dziecka.


Miś Gabiś przegania onkostrachy



Kim jest Miś Gabiś i co robi w szpitalu? Gabiś to pluszak, który towarzyszy dzieciom w ich codziennych zmaganiach z chorą – przegania smutki, pomaga rozwiązać problemy i tłumaczy wszelkie medyczne zawiłości. Wspiera małych pacjentów, podnosi ich na duchu i zrozumiały dla dzieci sposób, tłumaczy, z czym będą musiały się zmierzyć.

Miś Gabś bierze małego wojownika za rączkę i prowadzi go do nieznanego dotąd świata. Staje się przewodnikiem, dając wsparcie i dzieląc się dobrym słowem z nierzadko przestraszonymi dziećmi. Pomaga odnaleźć się w nowej rzeczywistości.


W książce otrzymamy odpowiedzi na 23 trudne pytania. Dowiemy się m.in. czym są: chemioterapia, punkcja czy cewnik centralny. Miś oprowadzi nas po szpitalnych zakątkach (zabierze do zabiegówki, świetlicy czy szkoły) oraz zapozna z pracującymi tam ludźmi – przybliży, czym się zajmują oraz czego można się po ich spodziewać.



Każdy ma swoją historię



Być może tego typu literatura nigdy nie znajdzie się w kręgu Waszych zainteresowań – życzę Wam, byście nie musieli poszukiwać tytułów. Warto jednak mieć Misia Gabisia na uwadze, kiedy w Waszym otoczeniu wydarzy się podobna sytuacja. I mam na myśli nie tylko swoje osobiste dziecko, ale również jego kolegów i koleżanki, dla który temat jest czystą abstrakcją. Warto podsuwać zdrowym dzieciom tego typu tytuły, by mogły zrozumieć, co czują ich waleczni towarzysze, którzy muszą zmagać się z chorobą. To doskonały sposób na uwrażliwienie młodego człowieka na potrzeby innych, to krok ku rozbudzeniu empatii – przede wszystkim empatii.



Każda onkologiczna historia jest inna, ale niektóre elementy są stałe u większości pacjentów. Książka zawiera te najważniejsze, najbardziej "popularne" zagwozdki, nad którymi zastanawiają się dzieciaki. Myślę, że każdy mały czytelnik (wraz z opiekunami) znajdzie w Misiu Gabisiu odpowiedzi na nurtujące go pytania – przynajmniej na większość z nich.

Odpowiedzi na pytania zostały ujęte w formie wierszyków – krótkich, skondensowanych i rymowanych utworów, które czyta się płynnie i – mimo oczywistego obciążenia – z lekkością. Język został świetnie dopasowany do zdolności poznawczych małych dzieci. Myślę, że już czterolatek odnajdzie się w tym temacie, chociaż wierszyki można też czytać z młodszymi dzieciaczkami. Nie są długie, ale zajmujące. Zawierają ogólną wiedzę na temat szpitalnej rzeczywistości i w przypadku starszych dzieci będą stanowiły doskonały wstęp do trudnych rozmów – od czegoś trzeba zacząć, a mogę Was zapewnić, że to wcale nie jest takie proste.

Treść wierszyków została skonsultowana z psychologiem (Aleksandra Zaremba), co jest w tym przypadku ważne, bo wiadomo – musi być rzetelnie, ale też odpowiednio podane, z wyczuciem, bez szkody – korzystnie. 

Ta książka nabiera jeszcze większego znaczenia, gdy zaznaczymy, że ilustracje, które znajdziecie w Misiu Gabisiu, są dziełem Gabrieli Michalczuk, którą autorka książki spotkała na swojej zawodowej drodze. Gabrysia była pacjentką dr n. med. Małgorzaty Sawickiej-Żukowskiej.

Reasumując, Miś Gabiś przegania onkostrachy to wyjątkowa opowieść ujęta w formie wpadających w ucho wierszyków, które z pewnością pomogą przetrwać małym pacjentom onkologicznym. Kiedy ten sympatyczny misiek do nas trafił, byłyśmy już po intensywnym leczeniu szpitalnym – mniej więcej w połowie naszej drogi – zatem wszystkie te onkostrachy zostały już przez nas oswojone. Chciałabym, żeby ta niepozorna książeczka trafiła do wszystkich klinik onkologicznych w całej Polsce, bo wierzę że taki misiowaty Przewodnik pomoże niejednemu maluchowi (i rodzicowi) poradzić sobie w tym trudnym czasie. Miś Gabiś to wartościowa publikacja, którą warto upolować.