poniedziałek, 2 marca 2020

Dramaty przeszłości, ciężar teraźniejszości: "Skaza" R. Małecki


Całe życie składa się z przypadków (...)

Robert Małecki, Skaza, t. 1, Czwarta Strona, Poznań 2018.



Zastanawia mnie od dłuższego czasu, ile kryminalnych spraw nie znalazło w ciągu wielu, wielu lat rozwiązania. To trochę przerażające, że są takie zdarzenia, których nie dało się wyjaśnić kiedyś (powiedzmy, że w minionym wieku), ale i teraz, kiedy technologia i techniki dochodzenia do prawy mocno ewoluowały. Chyba jednak najbardziej interesuje mnie temat osób, które zaginęły – przecież ci ludzie gdzieś muszą być...

Dobry kryminał to dla jeden z wyznaczników (u mnie obok dobrej kawy i chwili spokoju) udanego czytelniczego wieczoru. Chyba tak to już bywa, że kryminalne opowieści najlepiej przyjmuje się po zachodzie słońca. W poszukiwaniu dobrej historii pytałam Was na Facebooku o Wasze typy – takie pewniaki must read – książki, którym warto poświęcić dłuższą chwilę, by czerpać z nich ogrom przyjemności. Wśród wielu propozycji pojawił się cykl o Bernardzie Grossie autorstwa Roberta Małeckiego. Czy Skaza okazała się jest warta uwagi?


Dwa w jednym


Zacznijmy od tego, że przypadkowe znalezienie trupa nie należy od najprzyjemniejszych doświadczeń. Kiedy jednak okazuje się, że ciała są dwa, zlokalizowane w jednym miejscu (dzieli je właściwie niewielka odległość i zamarznięta tafla wody), robi się już całkiem niemiło, bo przecież nie tak wyobrażamy sobie zakończenie akcji ratunkowej (trzeba uściślić, że niezwiązanej z denatami). 

Bernard Gross z pewnością nie spodziewał się takiego "dwa w jednym"... Początkowo wszystko wskazuje na to, że mężczyzna i nastolatek nie mają ze sobą nic wspólnego, a jednak policjant nie daje za wygraną, nie chce zakończyć śledztwa, bo coś w środeczku podpowiada mu, że te dwie sprawy muszą mieć wspólny czynnik. Detektyw postanawia rozruszać nieco mieszkańców miasteczka i wyciągnąć z nich informacje – szybko dowiaduje się, kim był nastoletni chłopiec, ale tożsamość zaniedbanego bezdomnego wciąż pozostaje pod znakiem zapytania. Okazuje się, że dotarcie do konkretów to nie lada wyczyn – mieszkańcy  niczego mu nie ułatwiają, ślady prowadzą donikąd, nic nie jest jasne.

Gdy do tej kryminalnej sprawy dorzucimy osobiste problemy detektywa, sprawę zaginięcia sprzed lat oraz klimat niewielkiej społeczności, gdzie wszyscy znają się choćby z widzenia – robi się ciekawie.

Dramaty przeszłości, ciężar teraźniejszości


Skaza to kryminał, w którym znajdziecie cząsteczki dramatu społecznego wplecione w powieść obyczajową. Mamy tu właściwie wszystko, czego nam trzeba: dwie wypełniające się płaszczyzny czasowe (sprawę z 2008 roku i nowe dzieje – rok 2018), głównego bohatera poturbowanego przez los, który próbuje ułożyć sobie życie, zagadkę – dwie, a właściwie trzy niewiadome, pozornie ze sobą niepołączone, duszny klimacik niewielkiego miasteczka, gdzie wszyscy się znają, choć oczywiście nikt nic nie wie (albo nie powie) oraz regularne dramaty życia codziennego.

Musiałam dać się tej książce wciągnąć, co nie nastąpiło od razu – potrzebowałam trochę czasu, by wkręcić się w fabułę, chwilę rozważałam, czy na pewno mam ochotę na historię w takim klimacie. Dałam jednak tej powieści szansę i w miarę bezproblemowo dotarłam do finału, co w sumie zaskakujące, bo ponad 500 stron pochłonęłam w dwa wieczory.

Szczególnie nie daje mi spokoju jeden fakt: Gross niemal od samego początku jest przekonany o tym, że nie może być mowy o przypadku, co dziwne, bowiem wszystkie poszlaki wskazują na to, że sprawy nie mają ze sobą nic wspólnego. Ten się zaparł i uparcie szuka śladów. Dobrze, że się nie poddał, ale trochę nie potrafię sobie tego wytłumaczyć.

Dużą rolę odgrywa w tej powieści wątek obyczajowy oraz codzienność detektywa – wiemy, co i jak jada, z kim się spotyka (to w sumie ta mało interesująca odsłona), ale też poznamy jego stosunki z synem czy przyjrzymy się problemom z żoną (wątek rodzinny jest interesujący ze względu na tragedię z przeszłości oraz ciężar dźwigany przez bohatera w teraźniejszości). Poza tym będzie co nieco o romansie, pomówieniach, podejrzeniach i kombinacjach.

Nie rozumiem przesadnych zachwytów nad tą powieścią – moim zdaniem to dobry kryminał, ale nie przyprawił mnie o szybsze bicie serca ani nie poczęstował spektakularnym zakończeniem. Jestem jednak w stanie pojąć, że każdy szuka w książkach czegoś innego i znajduje (lub nie) coś interesującego (w swoim odczuciu). Moim zdaniem było po prostu dobrze, jednak na tyle, że mam ochotę kontynuować podróż z Bernardem. Już wkrótce.

Skaza to dobry kryminał, który potrafi wciągnąć, choć brak mu spektakularnych rozwiązań – akcja toczy się sprawnie, ale nie w zawrotnym tempie, więc mamy chwilę na oddech i własne przemyślenia. Zakończenie może i nie zaskakuje, ale wynika z całości i idealnie wpasowuje się w klimat powieści – realne, konkretne, możliwe. Jednym słowem powieść jest dobra – na tyle, że warto poświęcić jej kilka wieczorów, a do tego zachęca do kontynuowania przygody z cyklem.