wtorek, 3 marca 2020

Inny poziom wynaturzonego wtajemniczenia: "Książka, której nigdy nie przeczytasz" W. Orzeł




Tak to już bywa, że aktorzy na scenie życia popełniają omyłki. Są to mimowolne gesty, które uważny obserwator może z łatwością wychwycić.


Wiktor Orzeł, Książka, której nigdy nie przeczytasz, Papierowy Motyl, Warszawa 2020.




Ile wiecie o tzw. Generacji (Pokoleniu) Y? Domyślam, że niektórym termin może być obcy, ale już jego znaczenie obserwujcie każdego dnia. Znacie ludzi, których niemal każdy krok ocieka cyfryzacją czy technologią, żyją (dzięki dostępowi do sieci) globalnie, są ponad miarę pewni siebie i nieco przeciągają wejście w dorosłość, wciąż siedząc na głowie rodziców? Znacie tych, którzy są pewni, że świat i przyszłość zależy właśnie od nich? Nie istnieją sztywne ramy czasowe, które określałyby rok narodzin tych młodych, zapatrzonych w siebie ludzi, choć umownie przyjmuje się, że narodzin tej nowej generacji można upatrywać z początkiem lat 80' (starsi przedstawiciele – to o mnie!) do mniej więcej 1997 roku (potem mamy już do czynienia z pokoleniem cyfrowym, internetowym). Odnajdujcie w sobie te cechy?


Teoria jest, a praktyki poszukamy dziś w powieści pt. Książka, której nigdy nie przeczytasz, której autorem jest Wiktor Orzeł. Dzięki uprzejmości autora i wydawnictwa Papierowy Motyl miałam okazję przeczytać książkę, która zaskoczyła mnie tym, że mnie zaskoczyła.

Życie na krawędzi


Głównym bohaterem Książki, której nigdy nie przeczytasz jest Zenon – młody człowiek, o którym możemy wiele powiedzieć, choć niestety nasze opinie nie będą pochlebne. To typowy, wręcz jaskrawy przykład przedstawiciela młodego Pokolenia Y.

Życie Zenona jest niemalże usłane różami: mieszka z rodzicami, którzy sponsorują wszystkie jego zachcianki, jego codzienność to wieczna impreza – od knajpy do knajpy, oczywiście z Szoferem na każde skinienie – wypchana po brzegi alkoholem i narkotykami. Nic nie musi, a właściwie wszystko może. Mężczyzna wydaje się mieć wszystko, a jednak wygląda, jakby nie miał w życiu niczego – nawet nie można powiedzieć, że poszukuje sensu istnienia, ponieważ on po prostu żyje od chwili do chwili z mocno skonkretyzowaną ideą na celowniku. 

Jestem jebanym wrakiem, ale jeszcze nie zwinąłem żagla, jeszcze wypłynę. Tak sobie myślę.

Zenon ma jednak marzenie, które wielokrotnie wizualizuje sobie w ciągu dnia, a mianowicie pragnie on być wielkim pisarzem. Pisze książkę, choć raczej można uznać, że pięknie pozuje na autora, który mocno zakotwiczył się w procesie twórczym. Mężczyzna wie, jak się sprzedać – obraz jego osoby i działalności jest wymuskany do granic możliwości.

Co musiało się wydarzyć, by od tego idealnie wyeksponowanego mirażu przejść do  konkretu? By trzymać w rękach dzieło swego burzliwego życia i w końcu stać się sławnym? Przed Zenonem długa i pełna zawirowań podróż – droga nietuzinkowego artysty przekonanego o swojej zajebistości do celu.

Gorzki posmak iluzji


Książka, której nigdy nie przeczytasz to powieść, w której nieco na bok odłożymy akcję, a dokładniej przyjrzymy się portretom wewnętrznym bohaterów. Spojrzymy na problem młodych ludzi, którzy chcą i właściwie mogą mieć wszystko, a jednak zapętlili się w sobie na tyle, że nie są zdolni ruszyć i wreszcie coś ze sobą zrobić; trzeba jednak przyznać, że doskonale się kamuflują, są mistrzami w tworzeniu iluzji. Gwarantuję Wam, że ich nie polubicie, bo właściwie wszyscy są irytującym odpadem, ale to wcale nie przeszkadza w lekturze, a wręcz dodaje jej gorzkiego posmaku.



Nie działania postaci, ale ich motywacje i myśli stanowią motyw przewodni tego utworu. Dzieje się tu, owszem, jednak to tylko punkty kontrole, które odhaczamy w drodze do sedna. Trzeba przyznać, że autor bardzo dokładnie, krok po kroku wprowadza nas w zblazowany, zniekształcony świat przedstawiony, który (o dziwo!) jest przy tym szalenie realny – ludzki, choć wyniesiony na inny poziom wynaturzonego wtajemniczenia. Odkrywa przed nami te zakątki ludzkiego umysłu, do których niekoniecznie chcemy się zapuszczać, a przy tym drażni, droczy się z nami, nieustannie ciągnąc swoich bohaterów w dół. I kiedy już myślimy, że więcej się nie da, Orzeł pokrywa te nasze wyobrażenia grubą warstwą mułu.

Wspomniałam o tym, że Książka, której nigdy nie przeczytasz mnie zaskoczyła. Powiem Wam, że autor zrobił tu kawał dobrej roboty, ponieważ czyta się ją z zaciekawieniem (ale i z odrazą), a mimo braku mocno zarysowanej fabuły i wysunięcia na pierwszy plan wewnętrznych przeżyć bohaterów, mocno intryguje i trudno się od niej oderwać. Poza tym jest napisana z wielkim wyczuciem, a nagromadzenie epitetów, synonimów i uzasadnionych wulgaryzmów sprawia, że tekst nie jest miałki.

Bardzo chętnie zobaczyłabym autora w nieco innym wydaniu, bo niewątpliwie ma potencjał, który warto wykorzystać. Jeśli wydałby thriller psychologiczny – proszę, proszę, proszę – to czuję, że byłaby to jedna z lepszych książek, które trafiły w moje łapki. Tymczasem trzeba przyznać, że Książka, której nigdy nie przeczytasz to udany twór – taki niestandardowy, który intryguje, irytuje i podjudza. Pogratulować!