wtorek, 31 marca 2020

O wszystkim i o niczym: "A ja żem jej powiedziała" K. Nosowska





Nie masz wpływu na Słońce. Jeśli Słońce cię wkurwia - masz problem. Rozwiąż go w sobie, nie trać czasu na wykrzykiwanie w niebo, zmień reakcję.

Katarzyna Nosowska, A ja żem jej powiedziała..., Wielka Litera, Warszawa 2018.





Katarzynę Nosowską znają chyba wszyscy; to jedna z tych wokalistek, która zdecydowanie wyróżnia się na polskiej scenie muzycznej, a przy tym daleka jest  to daje się zaobserwować  od wyskakiwania każdej z lodówki. Wiemy, że jest, ale nie afiszuje się, nie musi. Jeśli nie znacie twórczości tej piosenkarki, szczerze polecam Wam nadrobienie tego małego przeoczenia.


A ja żem jej powiedziała Katarzyny Nosowskiej to jedna z tych książek, które trudno zamknąć w jakichś konkretnych, sztywnych ramach. To taka przyjemna paplanina o wszystkim i o niczym. Dość optymistyczny przerywnik.


A ja żem jej powiedziała...


Jako że nie ma teraz problemu z dostępem do Empik Go, a zatem w propozycjach książkowych można przebierać (polecam, spora baza e-booków i audiobooków), zdecydowałam się w końcu na wysłuchanie audiobooka. Nie przepadam za taką formą czytania, bo jednak trzeba się na tym słuchaniu skupić, ale uznałam, że mogę spróbować  polerowałam żywicę, więc takie manualne zajęcie nie wymagało ode mnie większego zaangażowania, a więc włączyłam sobie tę książkę.

Dlaczego właśnie Nosowska? Po pierwsze A ja żem jej powiedziała... czyta sama autorka  i bardzo dobrze, bo któż inny nadałby się do tego lepiej? Po drugie skusił mnie czas, bo to niecałe trzy godziny, a tyle  uznałam po przekalkulowaniu  jestem chyba w stanie wytrzymać, spiąć poślady i posłuchać. I udało się, owszem. I nawet nie było tak źle, kiedy ktoś czytał dla mnie  tak dla odmiany  chociaż przyznaję, że jestem wolę być w tym przypadku samowystarczalna.

A ja żem jej powidziała...  to dziwny twór. Po co powstał? Nie mam zielonego pojęcia, bo wydaje mi się, że teraz każdy może napisać coś w ten deseń  poddać rozważaniom jakiś wybrany skrawek otaczającej nas rzeczywistości, przywołać kilka tych zabawnych czy smutnych wydarzeń wieku dziecięcego, wspomnieć o rozmowie z tym czy tamtym i jakoś się do tego odnieść. Prawda? Wy też byście tak potrafili. Nie wiem tylko, czy dalibyście radę zrobić to w tak błyskotliwy sposób.

  
Tak sobie myślę, że mogłabym żyć bez znajomości tej książki, ale jednocześnie cieszę się, że jej wysłuchałam, bo okazała się bardzo przyjemnym przerywnikiem w codzienności. Kilka razy zdarzyło mi się nawet parsknąć śmiechem, a głos autorki umilił mi żmudną pracę  myślę, że gdyby czytał to ktoś inny, nie byłoby już tak kolorowo.

Czy polecam? Myślę, że można sięgnąć po tę książkę  to jakby zbiór felietonów na niepowiązane ze sobą tematy, każdy z 51 rozdziałów jest o czymś innym, więc myślę, że każdy znajdzie tu coś dla siebie. Wydźwięk tych rozważań jest słodko-gorzki z potężną nutką ironii i refleksji. Autorka ma do siebie olbrzymi dystans, którego niewątpliwie można jej pozazdrościć, a może po prostu się tego nauczyć? Czytając (lub słuchając), wielokrotnie uznacie, że też tak macie, myślcie podobnie, Was również spotkało coś podobnego. Myślę, że można znaleźć tu pociechę, punkt zaczepienia czy materiał do dyskusji. Można wyciągnąć z tych słów, mieszaniny tematycznej, czarnego humoru coś dla siebie.

Nie mówię nie, ale mam takie poczucie, że naprawdę mogłabym obejść się bez tej lektury. Przesłuchanie tej książki utwierdziło mnie jednak w przekonaniu, że audiobooki nie są dla mnie  nie wyobrażam sobie słuchania głosów przez 12, 24 czy 36 godzin, a nawet 6 wydaje mi się już nie do ogarnięcia. Ważne, że spróbowałam  znowu, kolejne podejście zaliczone  i po prostu dam sobie z tym spokój. 

Znalazłam nawet wpis na blogu (stary, ale wciąż aktualny) dotyczący właśnie audiobooków. Chociaż minęło już kilka lat, zdania nie zmieniłam. Zachęcam Was do dyskusji na ten temat, bo może kochacie, wielbicie i życia bez nich nie widzicie?