niedziela, 22 marca 2020

Obrót o 180 stopni: "Nie ufaj nikomu" K. Croft



Czasami ludzie popełniają okropne błędy...
To nie zawsze znaczy, że są źli.

Kathryn Croft, nie ufaj nikomu, przeł. E. Kleszcz, Burda Książki, Warszawa 2018.




Jak radzić sobie ze stratą? Z pewnością na to pytanie nie ma żadnej dobrej i satysfakcjonującej odpowiedzi; na pewno też nie istnieje taki złoty środek, cudowne lekarstwo, które pomogłoby uporać się z ogromem bólu, drążącym wnętrzności po ukochanej osobie. Tracimy najbliższych w przeróżnych okolicznościach  to taka beznadzieja, której nie jesteśmy w stanie przewidzieć. Co jednak w sytuacji, gdyby dało się to przewidzieć? Sprawa wydaje się fatalna, gdy dochodzi do nas, że mogliśmy temu zaradzić, bo w końcu istnieją  no przecież muszą istnieć  jakieś sposoby, by odciągnąć kogoś od popełnienia samobójstwa. W takich chwilach bierze się pod lupę każdy wykonany gest, wypowiedziane słowo, rzucone spojrzenie i w nim upatruje tego znaku, którego być może wcześniej się nie widziało.


Cathryn Croft zapozna nas z kobietą, która przez wiele lat musiała sobie radzić z samobójczą śmiercią męża. Nie ufaj nikomu to powieść, w której sprawa jest jednak bardziej skomplikowana, niż się początkowo wydaje, a pięć lat walki z przeszłością w jednej chwili trafia szlag.


Dogonić przeszłość



Mia od dłuższego czasu próbuje posklejać swoje życie – odkąd jej mąż popełnił samobójstwo, ale też na jaw wyszedł jego romans ze studentką, która potem znika w tajemniczych okolicznościach (na pewno ten wyuzdany drań pozbawił ją życia!). Codzienność zrozpaczonej żony, matki i kobiety, która na nowo stara się zaufać mężczyźnie (spotyka się z pewnym przyjemniaczkiem) staje się nie lada wyzwaniem. W takich okolicznościach nic nie jest proste, a już na pewno nie ta chwila, gdy wszystko, w co się dotąd wierzyło i z czym się pogodziło, zostaje zburzone w jednej chwili.


Mia jest psycholożką. Tak sobie myślę, że psycholog zawsze ma pecha, bo przecież musi trafić na jakiegoś niezrównoważonego psychicznie gotowego na wszystko szaleńca. W tego typu historiach oczywiście musi się trafić taka persona, która wywraca względnie poukładane życie pani psycholog do góry nogami. Do kobiety trafia Alison, która twierdzi, że Zach (mąż Mii) wcale nie popełnił samobójstwa, ale został zamordowany. 

I co w takiej sytuacji ma począć wstrząśnięta wdowa? Zostawić ten temat i całą przeszłość za sobą, by w spokoju budować teraźniejszość? Nie ma takiej opcji! Kobieta próbuje zrozumieć, dojść do prawdy, a może przy okazji oczyścić imię męża i swojej rodziny? Z pewnością każde postanowienie da się zrealizować, ale sprawę utrudnia fakt, że pacjentka, która zasiała to kiełkujące w sercu ziarenko niepewności, wcale nie zamierza współpracować.

Mia będzie musiała wyjść ze swojej twardej i szczelnej skorupki, by komuś zaufać. Czy dobrze zrobi? Cóż... Tego się nie domyślicie.


Obrót o 180



Nie ufaj nikomu to dziwna książka – mam z jej oceną spory problem, a lista "za" i "przeciw" wydaje się mniej więcej równa. Z jednej strony mamy dość flegmatyczną opowieść, której należałoby nadać nieco szybszego tempa, bo czasem po prostu nuży. Jednak z drugiej strony, kiedy już się coś dzieje, to na całego. Historia jest nieco powolna, ale na niemal każdym jej etapie autorka kpi sobie z czytelnika i koncertowo wyprowadza go w pole. To jedna z tych powieści, która zaskoczyła mnie wielokrotnie – kilka razy źle obstawiłam sprawcę, a gdy miałam już pewność, że dobrze wnioskuję, okazało się, że znów byłam w błędzie. Jeśli lubicie czasem poczuć się malutcy, to ta intryga z pewnością nieco poskromi Wasze detektywistyczne zdolności. Ja poległam.

Nie ufaj nikomu to opowieść na dwa głosy. Przemówi do nas młoda studentka zauroczona swoim profesorem oraz Mia, która tu i teraz zmaga się z problemem. Kobiety są sobie obce, jednak ich historie w pewien swoisty, bardzo subtelny sposób stykają się. Może sposób narracji nie jest nowatorski ani nie zaskakuje, a jednak idealnie wpasował się w ogólny koncept. Książkę czyta się szybko, bo wciąga, i z lekkością, ponieważ jest dobrze napisana (choć nie pozostaje bez wad). 

Czy można polubić główną bohaterkę? Szczerze Wam powiem, że nie wiem – próbowałam i zdecydowanie mi to nie wyszło. Naprawdę chciałam jej współczuć albo chociaż kibicować, ale w sumie jej starania pozostały gdzieś poza mną, ponieważ skupiłam się na całokształcie. Mia jest dość irytującą postacią, a do tego nieco wtapia się w tło – nie jest jedną z tych sylwetek, które zapadną Wam w pamięć, ale też warto zaznaczyć, że wcale nie musi taka być.

Po pierwszym i udanym spotkaniu z twórczością Croft z pewnością sięgnę po kolejne jej powieści. Jestem ciekawa, czy każda z zaproponowanych przez nią historii jest tak przewrotna i zaskakująca. Nie ufaj nikomu niewątpliwie należy do książek, które potrafią wybić z rytmu i zostawić z takim poczuciem czytelniczej bezsilności typu: ja tu główkuję i do niczego nie dochodzę! Czasem to miłe  dać się tak wpuścić w maliny.