wtorek, 17 marca 2020

Piekielny przybytek w kiepskim wydaniu: "Psychopaci" S. Seager




Szpital psychiatrii sądowej nie jest normalnym szpitalem dla psychicznie chorych. Tu pacjenci są nie tylko osobami chorymi psychicznie, ale też przestępcami.


Stephen Seager, Psychopaci, przeł.J.S. Zaus, Filia, Poznań 2020.



Wątek szpitali psychiatrycznych kręci mnie chyba od zawsze. Uwielbiam powieści, których akcja zahacza o takie miejsce, a możliwość zerknięcia do poturbowanego ludzkiego umysłu jest niemalże czytelniczą ucztą. Chętnie sięgam po tego typu powieści, ale rzadko mam okazję zapoznać się z literaturą faktu  postanowiłam to zmienić i przyjrzeć się pracy lekarza, któremu przyszło pracować w szpitalu psychiatrycznym. Nie byle jakim, bo aż roi się w nim od przestępców wszelkiej maści.

Psychopaci autorstwa Stephena Seagera to wynurzenia doktora, który stanął jedną nogę w piekle, w Gorman State zwanym powszechnie Gomorą.

Witamy w Gomorze



Wysokie mury, zamknięta przestrzeń, przejście bezpieczeństwa. Wewnątrz seryjni mordercy, chorzy psychicznie lub takowych udający. Rzut krzesłem, duszenie, zaostrzone elementy, moletowanie. Strach o swoje życie w rytm kolejnego oddechu. W Gomorze króluje przemoc i ma się doskonale!

Lekarz trafia do zamkniętego szpitala, w którym ma świadczyć pracę. Na dzień dobry dostaje w łeb. Kilka szwów. Z jednej strony chęć rezygnacji dopada go już na starcie, ale z drugiej trzeba za coś żyć, a w planach przecież przeprowadzka. 

Ciężkie chwile mieszają się tu z jaśniejącymi promyczkami nadziei i przyjemności: wspólne ratowanie życia czy turniej koszykówki pozwalają sądzić, że wszystko się ułoży. Ale czy na pewno?

Tym razem możemy spojrzeć na szpital psychiatryczny wypchany niemal po brzegi przestępcami. To nie więzienie, bo strażnika nie uświadczysz i właśnie dlatego trzeba mieć oczy dookoła głowy. Czasem jednak i to za mało.


I co ja robię tu u u ?


Psychopaci to książka, z którą wiązałam spore nadzieje. Wydawało mi się, że skoro czeka na mnie relacja z pierwszej ręki, skoro mam okazję poznać refleksje psychiatry, który siedział w tym szambie, to po prostu musi być petarda. Smuteczek, nawet marnych zimnych ogni nie było...

Książka jest bardzo źle napisana i w ogóle nieciekawa. Autorowi widocznie zabrakło pieniędzy, więc postanowił sprzedać swoją historię, pod bardzo porządnym hasłem  każdy jest ciekaw, tej historii, której wcześniej nie opowiedziano! Ja byłam szalenie. O ile wstęp jeszcze intryguje, o tyle cała opowieść jest żenująca. Czasem odnosiłam wrażenie, że psychiatra w ogóle nie wie, po kiego grzyba znalazł się właśnie w tym miejscu, co zresztą daje się odczuć i o czym nieustannie nam przypomina.

Relacje międzyludzkie (te w szpitalu ograniczają się do strachu)  w Gomorze, domu, panujące między pracownikami  są spłycone do granic możliwości. Dziwi mnie to, bo przecież temat poczytny i z pewnością wywołujący ogrom różnych emocji, tarć, spięć czy cokolwiek... A tu nic.

Jedynym pozytywem tej książki  a zawsze staram się znaleźć w literaturze coś dobrego  to np. klasyfikacja psychopatów (osób potencjalnie psychotycznych) czy omówienie zachowań paranoików. Tego typu naukowe wstawki (niemal encyklopedyczne) przeczytałam z zaciekawieniem.

Jeśli liczycie na wgląd w rozmowy z psychopatami, to będziecie bardzo zawiedzeni   brak, zupełny i permanentny brak. Kiedy sięgam po literaturę faktu, oczekuję konkretów (oczywiście wzbogaconych subiektywnymi odczuciami)  w tym przypadku mam po prostu słabą opowieść doktorka, który kursuje między szpitalem (choć wcale nie chce tu być) a domem, w którym zresztą też nie dzieje się nic, ZUPEŁNIE NIC ciekawego. 

Mnie ta książka zupełnie nie porwała i myślę, że warto sięgnąć po coś innego. Na Psychopatów Seagera szkoda czasu.

Na koniec mam dla Was cytat:



Ingrid zbadała rozcięcie, zatamowała krew i zdecydowała, żeby świeży szef pozostał odsłonięty.


Ja nie mam więcej pytań.