sobota, 14 marca 2020

Przeczesując umysł: "W labiryncie" D. Carrisi


Nie istnieje ludzkie działanie, które nie pozostawiłoby śladów. (...) Nie istnieje zbrodnia doskonała, istnieją tylko niedoskonałe śledztwa.

Donato Carrisi, W labiryncie, przeł. K. Malinowski, Albatros, Warszawa 2020.




Ostatnio z motywem zaginięcia spotkałam się w czasie lektury Skazy Roberta Małeckiego. Zastanawiałam się wówczas, gdzie podziewają się ci, którzy zniknęli z radarów swoich rodzin, jakim cudem policja czy inne służby nie są w stanie odgadnąć miejsca ich pobytu  w końcu na przestrzeni lat technologia poszła tak mocno do przodu, że powinno być to przynajmniej realne. Nie wyobrażam sobie, że miałabym nie wiedzieć, co się dzieje z moimi najbliższymi. Jestem sobie jednak w stanie uzmysłowić, jakim wielkim obciążeniem dla rodzin jest zniknięcie jednego z jej członków. Chyba tak to już jest, że wolelibyśmy wiedzieć, co się naprawdę wydarzyło  poznać nawet najgorszą prawdę  niż żyć w ciągłym zawieszeniu, mając nadzieję, że wszystko się jeszcze ułoży. Żyć nadzieją?

Można się pogodzić ze śmiercią: po jakimś czasie miejsce bólu zajmują wspomnienia. Gdy jednak nie wiesz, co się stało z osobą, którą kochasz, pozostają ci tylko wątpliwości.

Tym razem sięgnęłam po książkę pt. W labiryncie, w której pojawia się motyw zaginięcia ciągnącego się latami. Po 15 latach ofiara zostaje wrócona światu.

Dorwać pocieszyciela


Młoda kobieta budzi się w szpitalu. Nie pamięta, kim jest, co się stało, nie wie też, gdzie się znajduje. Dopiero po pewnym czasie zaczynają wracać do niej obrazy – szare ściany, ciche szmery, uporczywe zapachy i emocje, których nie potrafi początkowo sprecyzować. 

W podróży do wnętrza siebie towarzyszy jej doktor Green, który krok po kroku przeprowadza Sam przez labirynt umysłu, twierdząc, że tylko sięgając dna, możliwe będzie wydobycie z więzionej przez lata odpowiedzi. Wskazówki uzyskane w ten sposób mają być pomocne przy schwytaniu oprawcy.

Sadystyczny pocieszyciel nie znajduje zadowolenia w zabijaniu: zadawanie śmierci jest dla niego czymś marginalnym.

W tym samym czasie pewien detektyw, który dawno temu zajmował się sprawą zniknięcia dziewczyny, bierze sprawy w swoje ręce. Nie ma nic do stracenia, więc podejmuje przeróżne, często absurdalne kroki, by odkryć tajemnicę. Nie cofnie się przed niczym, by dorwać skubańca, który wciąż pozostaje na wolności. Czasu ma niewiele, ale jego determinacja sięga zenitu.

Wchodzące w tę opowieść, czytelnik musi być gotowy na wszystko. Z jednej strony będzie towarzyszył zagubionej kobiecie, która nie do końca czuje się na siłach, by stanąć do walki   powrócić do labiryntu (tak nazywa miejsce swojego przetrzymywania), nawet w myślach. Z drugiej strony ruszymy w duszne miasto, zerkając w niemal każdą dziurę, by dotrzymać kroku detektywowi. Zapewniam Was, że będzie się działo.

Finał petarda


W labiryncie to jedna z lepszych książek (thrillerów psychologicznych), które przyszło mi czytać w tym roku, a warto  zaznaczyć, że kilka mam już na czytelniczym koncie. Dawno nie wciągnęłam się w żadną opowieść tak, jak było w przypadku tego tytułu. Nie mogłam oderwać się od tej książki, bo była dla mnie jednym wielki poszukiwaniem prawdy. I wiecie... żadnej prawdy nie odkryłam, bowiem to, co się zadziało w finale tej opowieści, totalnie wywróciło wszystko do góry nogami. Mogę śmiało uznać, że takiego zakończenia kompletnie się nie spodziewałam.

Książkę czyta się bardzo szybko, a prosty język tej powieści sprzyja przyjemnemu pochłanianiu lektury. Trudniej powiedzieć tu coś więcej o bohaterach (poza detektywem), ponieważ idealnie wtapiają się w akcję

Co mnie szczególnie zainteresowało? Pomijając już sam motyw przewodni – grzebanie w ludzkim umyśle, przeczesywanie umysłu ofiary  pojawia się tu wiele ciekawostek, którym z pewnością przyjrzę się za jakiś czas bliżej. Na szczególną uwagę zasługuje przede wszystkim tzw. narracja lustrzana, która szalenie mnie ciekawi! Nie powiem Wam, o co chodzi, ale podsunę definicję (z W labiryncie, rzecz oczywista):

Narracja lustrzana jest techniką, którą znano już w dziewiętnastym wieku, ale przez krótki czas była również modna w latach czterdziestych dwudziestego wieku (...). Wykorzystuje się ją ciągle w pewnych powieściach graficznych, żeby ukryć uboczny wątek lub podtekst. Często wydawca o tym nie wie, przeważnie są to studenckie żarty rysowników. Istnieją kolekcjonerzy, którzy uwielbiają polowania na te "anomalie".

Słyszeliście cokolwiek na ten temat? Muszę pogrzebać w źródłach, by dowiedzieć się, czy taka technika faktycznie istnieje. Fascynująca sprawa!

Przechodząc do podsumowania, mogę powiedzieć tylko tyle: przeczytajcie! Książka jest naprawdę interesująca i ze względu na prowadzone śledztwo, i grzebanie w zranionym umyśle, i wszelkich okoliczności towarzyszących. Nie wiem, jak to się stało, że wcześniej nie znałam w ogóle twórczości autora – to ogromne przeoczenie! Z pewnością zapoznam się z jego innymi powieściami i to już wkrótce. Znacie książki tego włoskiego pisarza? Doszłam do wniosku, że rzadko sięgam po włoską literaturę, trzeba to zmienić! Paszcza mi się cieszy sama na myśl o kolejnych przygodach, które dopiero przede mną!