niedziela, 8 marca 2020

Życie w paranoi: "Żona mordercy" R. Caine



Dla większości ludzi jeden dzień opóźnienia może nic nie znaczyć, ale w naszym przypadku może być kwestią życia lub śmierci.

Rachel Caine, Żona mordercy, przeł. K. Markiewicz, t. 1, Filia, Poznań 2018.


Wierzycie w zbiegi okoliczności? Mnie czasem zaskakuje, kiedy pewne myśli i rozmowy zgrywają się w czasie z historiami, w których obecnie siedzę. Wyobraźcie sobie taką sytuację: czytam Żonę mordercy autorstwa Rachel Caine – weszłam w tę historię, przeżywam jej początek, bo przecież to niesamowite, że niektóre okropieństwa mogłoby nigdy nie ujrzeć światła dziennego, gdyby nie przypadek... Czytam sobie spokojnie tę opowieść, nie mogąc uwierzyć, a tu nagle mój mąż mówi: "Wiesz, kochanie, musimy mieć domek. Chciałbym mieć garaż, żebym mógł się w nim zamykać i sobie coś tam robić". Książkę oczywiście doczytałam bez problemów, ale nad wyprowadzką, to ja się poważnie muszę zastanowić! 

Potwór w domu


Kiedy kierowca, który stracił panowanie nad kierownicą, uderza w dom, niszcząc ścianę garażu, nikt nie podejrzewa, co kryje się za ścianą... To jedno niefortunne uderzenie uruchamia falę oskarżeń, strachu i nienawiści. Tu na jaw wyszła sprawa mordercy, który swoje ofiary zamykał w garażu (żona i dzieci nie mieli o niczym pojęcia – tak dobrze się ukrywał, skubany), a wszystko wyszło na jaw zupełnym przypadkiem.

Gina nie może uwierzyć w to, co się stało. Nie może pojąć i wybaczyć sobie, że niczego nie dostrzegła ani nie usłyszała, nie może też przejść do porządku dziennego nad faktem, że każdej nocy zasypiała i budziła się w łóżku mordercy, że ten potwór, który zadawał kobietom niewyobrażalny ból, jest ojcem jej dzieci. Trudno uwierzyć, że mogła przegapić coś tak istotnego, zatem od razu została aresztowana i oskarżona o współudział (sprawy nie ułatwiły zeznania wścibskiej sąsiadki), a jednak potem została oczyszczona z zarzutów.

Mimo uniewinnienia życie kobiety i dzieci zmieniło bieg – niewielu uwierzyło w jej naiwność, biorąc to raczej za próbę uniknięcia sprawiedliwości. Zrozpaczona i przerażona postanawia wziąć sprawę w swoje ręce i uciec – zmienia tożsamość swoją i dzieci, przenosi się z miejsca na miejsce. Właściwie nigdzie nie zostaje na dłużej, bo wszędzie dopadają ją stręczyciele... Ma jednak cichą nadzieję, że w Stillhouse Lake odnajdzie w końcu upragniony spokój, który nieodłącznie utożsamia z bezpieczeństwem. 

Gwen (nowe imię żony mordercy) wie jednak, że nie może nikomu zaufać, a jej codzienność kręci się głównie wokół przestrzegania procedur bezpieczeństwa. Komuś jednak uda przebić się przez ten wysoki mur niepokoju. Czy kobieta dobrze zrobiła, że zaufała? Dotychczas jedyną osobą, z którą utrzymywała ciągły kontakt, był tajemniczy Absalom (jej przepustka do anonimowości).

Słuszna paranoja?


Chyba powinnam zaznaczyć, że bardzo trudno jest mi ocenić tę książkę. Z jednej strony wątki są ciekawe – poziom ludzkiej nieświadomości, siła nienawiści i czyny, do których zdolni są zwykli ludzie i siła matczynej miłości oraz ogólnie sama zbrodnia, bo w końcu o morderstwo tu chodzi – z drugiej bohaterowie im nie podołali.

Gina (Gwen) skupia się głównie na zapewnieniu bezpieczeństwa sobie i dzieciom – wciąż powtarza, że nie może nikomu ufać, nie jest bezpieczna, nie może zdradzić żadnego faktu ze swojej przeszłości. Dom uzbroiła (ma nawet schron na wypadek nieprzewidzianych zdarzeń), jest alarm, broń za pasem, fałszywe tożsamości i oczy dookoła głowy. Rodzina żyje w ciągłym strachu, choć tak naprawdę kobieta mogłaby zacząć żyć na nowo.

Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że moja paranoja jest częścią wielkiego, obezwładniającego pragnienia, aby już nigdy więcej nie oddać nikomu kontroli.



Gina tak naprawdę wciąż jest Giną. Co prawdą nabrała trochę nowych cech, jednak w obliczu niebezpieczeństwa (a to jest nieuniknione, póki jej mąż siedzi w więzieniu i wysyła jej listy) nie potrafi sobie odpuścić. I tak biadoli non stop o bezpieczeństwie – wciąż, ciągle i niemal na każdej stronie, co znacznie spowalnia w pewnym momencie akcję, która zaczyna się wlec. Ta książka to swoisty pamiętnik głównej bohaterki  matki, żony, wojowniczki  która wprowadza nas do swojego świata.

Generalnie Gwen jest mocno irytującą bohaterką. Jeśli weźmiemy pod uwagę jedynie jej monologi, możemy uznać, że ten kryminał podchodzi pod powieść psychologiczną – jedną myśl będziemy wielokrotnie obracać na wszystkie strony. Jej zachowania są często irracjonalne i wiele takich codziennych spraw czy relacji ją zaskakuje. To aż dziwne. Mimo wszystko – gdyby pominąć ciągłe rozterki kobiety i jej obsesję na punkcie ukrywania się, zagrożenia – książkę czyta się naprawdę nieźle. Zaciekawiła mnie na tyle, że sięgnęłam po kolejny tom. 

Recenzję kontynuacji pt. Mój ojciec jest mordercą znajdziecie *tutaj*. Czytając tę książkę, odniosłam wrażenie, jakby pisała ją zupełnie inna osoba.