niedziela, 26 kwietnia 2020

Każdy ma jakąś swoją prywatną szajbę: "Ptasiek" W. Wharton




Może wariaci to tacy ludzie, którzy wszystko widzą tak, jak jest, tylko udało im się znaleźć sposób, żeby z tym żyć.

William Wharton, Ptasiek, przeł. J. Kozak, wyd. V (dodruk), Dom Wydawniczy Rebis, Poznań 2005.



Uwielbiam czytać nowości, chociaż w ostatnim czasie wybieram je trochę rozważniej, nie rzucając się na każdą kuszącą premierę. Sięgam raczej po te, które w jakiś sposób mnie zaintrygują, teraz trudniej mnie nabrać. Są jednak takie utwory, po które sięgam z dziką przyjemnością, a które do nowości absolutnie nie należą. Co więcej to takie tytuły, które już raz stanęły na mojej czytelniczej drodze. Czasem wracam, a zagłębiając się ponownie w powieść już znajomą, zawsze mam nadzieję odkryć w niej coś nowego. 

Ptaśka autorstwa Williama Whartona czytałam po raz pierwszy, kiedy miałam jeszcze naście lat. Pamiętam, że wówczas ta historia zrobiła na mnie oszołamiające wrażenie  chłonęłam każde słowo i choć nie było to wtedy łatwe, starałam się wszystko sobie poukładać w tej mojej nastoletniej głowie. Szczerze mówiąc, nie pamiętam już, o czym wtedy myślałam, jak mocno ta opowieść na mnie wpłynęła, wiem natomiast, że jej echo zagnieździło się gdzieś w środeczku, bo wróciłam do niej niemal bez lęku przed rozczarowaniem... Powiem Wam, że to była cudowna wyprawa do przeszłości.

 Człowiek w poszukiwaniu sensu


Poznali się, gdy mieli po kilkanaście lat. Al  włoski zawadiaka tłamszony przez całe życie przez okrutnego ojca, chłopak interesujący się niemal wszystkim  i Ptasiek. Chłopiec-ptak całe życie marzył o tym, by móc oderwać się od ziemi, a swoje pragnienia wielokrotnie próbował przekuć w rzeczywistość, nie interesowało go właściwie nic poza tym. Tych dwóch przyjaźniło się od zawsze, choć dorosłość, która pchnęła ludzkość w objęcia wojny, sprawiła, że ich drogi na jakiś czas rozeszły się. Ponowie spotykają się już jako mężczyźni. Al  inwalida z roztrzaskaną szczęką, który ma nadzieję, że nie wyślą go ponownie na front, a przy okazji liczy na to, że uniknie psychiatryka  i Ptasiek, który całe dnie spędza w jeden z sal w szpitalu psychiatrycznym.

Zadaniem Ala jest wyciągnięcie Ptaśka ze stanu, w którym się bez reszty zatracił. Mężczyzna opowiada przyjacielowi o wszystkim tym, co wspólnie przeżyli. Wraca do przeszłości, przypominając sobie czasem zabawne, często szalone czy niebezpieczne wydarzenia z ich wspólnego życia. Alfonso nie mówi o sobie teraz. Ptasiek nie mówi wcale.

Kiedy weteran przedstawia ich wspólną opowieść, starając się wyciągnąć przyjaciela z ptasiej kreacji (w którą nie wierzy), Ptasiek snuje swą własną historię  ta toczy się wewnątrz jego umysłu. Następuje tu zderzenie tego, co realne z marzeniem o lataniu, snem we śnie i niemożnością zgodzenia z się z tym, co człowieka otacza. 

 Dokąd to wszystko prowadzi?

Niesamowita opowieść o poszukiwaniu sensu



Gdyby zapytać mnie o książkę, której akcja toczy się w szpitalu psychiatrycznym, z pewnością nie wymieniłabym Ptaśka, choć rzeczywiście wchodzimy do szpitalnej sali. Dlaczego? Czytając tę powieść, czułam jakbym była gdzieś daleko, nie w czterech ścianach, ale gdzieś poza tym wszystkim, co zamknięte. Szpitalna sala jest tu jedynie punktem wyjścia  bazą, z której wypuszczamy się w świat. Wyjście wcale nie jest takie trudne  raz w podróż do przeszłości zabiera nas Al, a chwilę potem w oniryczną wyprawę ruszamy z Ptaśkiem. Te wypady nie pozostają w nas bez echa. 

Ptasiek to przede wszystkim powieść o marzeniach, które może odrobinę wyrwały się spod kontroli, bo co dzień grały pierwsze skrzypce w życiu młodego chłopaka, zajmując każdą jego myśli i napędzając do działania. Kiedy jednak można powiedzieć o człowieku, że jest szalony? Czy przykucnięty mężczyzna udający ptaka, to już szaleniec? A może prawdziwym szaleńcem jest ten, który skrywa swoje lęki przed światem, wciąż udając, że wszystko jest w najlepszym porządku?

Każdy ma jakąś swoją prywatną szajbę. Jak z nią włazi w paradę zbyt wielu ludziom, mówią na niego wariat.

Czy szaleństwo może być piękne? Ptasiek to bardzo specyficzna powieść, która niewątpliwie wielokrotnie ociera się o turpizm  autor w żadnym wypadku nie żałuje czytelnikowi obrzydliwości i naturalistycznych opisów, poza tym możecie poczuć się nieco nieswojo, gdy przyjdzie Wam wejść w pragnienia chłopca-ptaka. A jednak... kurde, coś w tej historii hipnotyzuje i często te elementy, które są tak paskudne (odrobinę wymiękłam przy prezerwatywie) i nie do przyjęcia, fascynują i kuszą swoją niecodzienną urodą. Z jednej strony ujrzymy szaleńca i z niesmakiem przyjrzymy się jego działaniom, ale z drugiej poznamy historię chłopca, któremu można pozazdrościć siły marzeń i niesamowitej wytrwałości w dążeniu do ich realizacji. Spotkanie z Ptaśkiem na pewno nie będzie Wam obojętne, to będzie elektryzujące spotkanie.

Nie ma takiej absurdalnej rzeczy, której by człowiek nie zrobił, próbując nadać życiu jakiś sens.


Co niewątpliwie zachwyca w tej powieści? Myślę, że to jeden z najdoskonalszych obrazów przyjaźni, z jakimi spotkałam się w czasie moich literackich wypadów. Sposób, w jaki ten motyw został wykreowany przez autora, zachwyca, a przy okazji ściska czasem w dołku... Nie wiem, czy znajdziecie gdzieś drugą taką parę przyjaciół, śmiem twierdzić, że nie. I w sumie nie jest ważne, czy spotkamy Ala i Ptaśka, kiedy jako dzieciaki uciekają z domu, łapią gołębie czy suną na rowerze po wysypisku śmieci, czy kiedy już jako dorośli mężczyźni wypełniają sobą przestrzeń szpitala psychiatrycznego. To bez znaczenia.


Muszę nauczyć się żyć z lękiem. Lęk jest wbudowany w człowieka i nie ma sensu z nim walczyć. (...) Lęku nie należy się wstydzić. Jest równie naturalny jak zabawa albo ból. Muszę nauczyć się z tym żyć.

Są takie książki, w których aż roi się od cytatów, które chciałoby się zapamiętać, dokładniej przemyśleć czy podrzucić komuś  ku przestrodze, z miłości, dla refleksji, z premedytacją albo tak po prostu. W tej książce zaznaczyłam ich wiele i z pewnością wiele razy do nich wrócę.

Jak wpłynęła na mnie ta opowieść? Zatopiłam się w niej, choć czasem te ptaśkowe wynurzenia były ciut przydługie i mocno dziwne. Popłynęłam jednak i dałam się porwać niezwykłej historii przyjaźni, a na końcu (choć już kiedyś Ptaśka czytałam) dałam się zaskoczyć wyznaniem Ala. Przywiązałam się do dziwactw, rozmyślałam nad tym, ile człowiek w stanie w stanie zrobić, z czego zrezygnować, by osiągnąć swój cel. Ja tak nie potrafię, nie byłabym w stanie osiągnąć takiego poziomu głębi.

Ptaśka polecam, bo jedna z najbardziej niezwykłych, choć już nie pierwszej świeżości, powieść, jaką przeczytałam. Jest niesamowita, niebanalna i mocno kontrowersyjna, jest po prostu inna niż wszystko to, z czym dotychczas miałam do czynienia. Na moi regale znalazłam jeszcze kilka powieści Whartona, zatem możecie się za jakiś czas kolejnej recenzji. Nie czytałam wszystkich, bo na przykład Spóźnieni kochankowie czy W księżycową jasną noc wciąż czekają na swoją kolej, nie pamiętam, bym przeczytała Ala, więc może to właśnie kontynuacja będzie kolejna? Zastanawiam się też nad powieść pt. Tato, którą poznałam też wieki temu... Jedno jest pewne: będzie czytane!