czwartek, 30 kwietnia 2020

Mokre plaśnięcie: "Potępiona" B. Fitas


Może to być dość dziwaczne, ale zdarza się, że lepiej jest umrzeć, niż żyć dalej.

Bartłomiej Fitas, Potępiona, Dom Horroru, Wrocław 2019.



Lubicie horrory? Ja uwielbiam, choć sięgam po ten gatunek stosunkowo rzadko  przeważnie to thriller wygrywa w potyczce o moją uwagę. Niemniej, kiedy jakiś tytuł przykuje moją uwagę, staram się wpleść go w moje czytelnicze plany. Tak też stało się z Potępioną autorstwa Bartłomieja Fitasa  książką wrocławskiego wydawnictwa Dom Horroru (poznanego przeze mnie przy okazji lektury Nawiedzonej waginy), którą upolowałam na Legimi. Opis wydawcy brzmiał naprawdę zachęcająco, więc musiałam przeczytać  nie było innej opcji.

Kiedy wszystko idzie nie tak


Rodzice Kacpra giną w wypadku samochodowym; nikt z najbliższych chłopca nie może się nim zająć, zatem maluch trafia ostatecznie do Domu Dziecka Sióstr Bożego Miłosierdzia. Wcześniej był w innym miejscu, które traktował jak dom, więc zderzenie z tutejszą rzeczywistością i przede wszystkim z siostrą Ezechielą będzie prawdziwym wyzwaniem. Kobieta trzyma przybytek mocą ręką, przy czym nie szczędzi dzieciakom kar  właściwie oberwać lub stracić możliwość zjedzenia posiłku można z każdego powodu, a czasem i bez wyraźnej przyczyny.

A teraz wróćmy do początku wielkiego końca albo finału wielkiego początku. W domu dziecka znaleziono posadzkę pokrytą krwią i strzępami ciał. Straszny smród! Nigdzie nie widać przebywających w tym obiekcie dzieci ani sióstr zakonnych i w gruncie rzeczy trudno dotrzeć do tego, czy ktokolwiek przeżył, bo z tych wszystkich resztek zrobił się dość krwawy koktajl. Minął już miesiąc od tej masakry, a detektywi wciąż nie potrafią odpowiedzieć na pytanie, co tak właściwie zaszło. W akcie desperacji (wykorzystali wszelkie inne dostępne środki) decydują się nawet na współpracę z jasnowidzem, który nie stroni od alkoholu.

I to też nie wszystko, bowiem rodzina jednego z policjantów zaczyna się nieco przerzedzać  kolejni członkowie padają jak muchy (albo ćmy) w dość nietypowych okolicznościach.

Pytanie do Was jest takie: o co tu chodzi? No i kim jest ta tajemnicza ONA potępiona, która nieco narozrabiała w tej historii?


Mokre plaśnięcie


Jeśli miałabym opisać tę książkę w dwóch słowach, myślę, że "mokre plaśnięcie" będzie idealne. Tutejsze flaki, posoka i strzępy mózgu dotknęły niejednej posadzki, a gdyby dodać do tego ogromu obrzydliwości wszędzie osiadające (bardzo tajemnicze, ale na pewno złowieszcze) ćmy... wtedy dopiero zaczyna się robić ciekawie, bo w końcu same wnętrzności to nie wszystko. Gdyby nie te skrzydlate robale, całość byłaby jeszcze słabsza, niż jest w rzeczywistości.

O ile lubię, kiedy powieść ocieka krwią, o tyle tu całość opiera się na przemocy i flakach. Smuteczek, bo czasem można czegoś nie dopowiedzieć, by było po prostu ciekawiej i bardziej intrygująco. W Potępionej wszystko dostajemy na tacy.

To jednak nie jest najgorsze... Matko, jak ta książka jest napisana. Już pomijam wszechobecne błędy interpunkcyjne  przecinki pojawiają się tu jakby przypadkowo (brak ich po imiesłowach, a potem nagle wyskakują w środku zdania  ot tak), język jest bardzo kolokwialny, a do tego znalazłam błąd ortograficzny. Nie wiem, czy ktoś w ogóle pokusił się o przygotowanie tej powieści do użytku. To szalenie irytujące, a przecież jakość tekstu ma ogromny wpływ na przyjemność czytania. Przyznaję, że niestety ten aspekt mocno mnie nadwyrężył, wymęczył. Już pomijam fakt, że dom był podobno zamknięty na cztery spusty, a detektywni weszli do niego bez żadnego problemu. Bywa.



Inna sprawa to porównania. Nie wiem, co tam siedzi autorowi w głowie, ale niektóre zdecydowanie warto pominąć. Do moich "ulubionych" zaliczam poniższe:


  Już idę, proszę siostry  powiedział. Starał się mówić tak, aby w jego głosie nie było słychać strachu. W rzeczywistości brzmiał jak niewinne "cześć kochanie" faceta, któremu inna kobieta robi laskę, podczas gdy jego żona wraca wcześniej do domu.



Łapiecie? Mnie zajęło chwilę, zanim to sobie poskładałam w całość, a potem wyobraziłam, jak w końcu mógł brzmieć ten głos. Nie wiem do dziś i nie wiem, co to ma do rozmowy z zakonnicą.

Co dobrego? Książkę, jeśli przymknie się oko na wszelkie językowe niedociągnięcia, czyta się szybko. Zakończenie nieco mnie zaskoczyło  nie udało mi się poskładać w całość wszelkich podpowiedzi, więc finał okazał się dla mnie intrygujący. Dość dobrze wypada również charakterystyka niektórych, bo nie wszystkich, postaci. Bohaterowie są (w większości) charakterystyczni i charakterni, a Kacper w szczególności. Poza tym jakimś cudem nie odłożyłam tej książki, bo ciekawiło mnie zakończenie, więc uznam, że autor w jakiś sposób mnie zaintrygował swoją opowieścią.

Biorąc pod uwagę wszystko, o czym wspomniałam, z przykrością odradzę Wam ten horror, bo po prostu na rynku książki można znaleźć coś o wiele lepsze, a dobry finał niestety nie ratuje całości.