środa, 29 kwietnia 2020

O smokach, olbrzymach i magicznych krainach, czyli opowiadania J.R.R. Tolkiena


Są rzeczy, które nie mogą na zawsze pozostać własnością jednego człowieka ani też przechodzić z ojca na syna. Są tylko użyteczne na pewien czas.

J.R.R. Tolkien, Rudy Dżil i jego pies, Kowal z Podlesia Większego, przeł. M. Skibniewska, il. P.D. Baynes, wyd. II, Iskry, Warszawa 1989.



Tolkiena kojarzycie na pewno, ale czy czytaliście kiedyś opowiadania, które wyszły spod pióra tego pisarza? Przyznaję, że ja wzięłam się za nie dopiero teraz, chociaż książeczka odleżała swoje na mojej półce. Rzecz jasna, nie mam pojęcia, skąd się tam wzięła... W tym malutkim zbiorze opowiadań mieszczą się dokładnie dwie opowieści, o których chciałam Wam dziś opowiedzieć w kilku słowach. 


Rudy Dżil i jego pies


Jeśli brakuje Wam w życiu smoków czy olbrzymów, a do tego cenicie sobie opowieści, w których aż roi się od zwrotów akcji  ta historia jest stworzona właśnie ku Waszej uciesze. 

Autor przenosi nas do niewielkiej wioski, w której ludzie żyją spokojnie do czasu, aż na ich ziemiach pojawia się zagubiony olbrzym (raczej niemądry i nieco przygłuchy). 


Rozsądny człowiek nigdy nie wierzy temu, co pies szczeka. Psy przyłapane na włóczędze albo na kradzieży łżą jak najęte.

Stwór został zauważony przez psa, który szybko poinformował o nieproszonym gościu swojego właściciela. Dżil z początku mu nie uwierzył, ale w końcu zebrał się w sobie, naładował broń i ruszył w stronę giganta niszczącego jego zagrodę. Mężczyzna trafił przypadkiem, olbrzym postanowił poszukać drogi do swojej krainy. Tym sposobem wieśniak został bohaterem, bo przegnał niebezpieczeństwo, a olbrzym? Cóż, opowiedział podobnym sobie, że odnalazł wspaniałe ziemie, ale upierdzielił go wielki giez (z tym skojarzył strzał). 

Wszystko byłoby dobrze, gdyby wieśniak nie zaczął nagle obrastać w piórka, a relacji olbrzyma nie podsłuchał pewien chciwy smok...

W tym miejscu historia dopiero zaczyna się rozkręcać, bo jeszcze niezwykłych zwrotów akcji przed nami. Warto zauważyć, że opowiadanie liczy zaledwie 45 stron, a dzieje się o wiele więcej, niż w opasłych powieściach.

Macie ochotę na trochę dobrego humoru i odrobiny drwiny z opowieści o wielkich rycerzach? 




Kowal z Podlesia Większego

A może brakuje Wam w życiu nie smoków, ale odrobimy magii? W takim przypadku warto wkręcić się w lekturę drugiego opowiadania  tu czarów, dziwów i sekretów nie brakuje.



W Podlesiu Większym urządzano raz na dwadzieścia cztery lata niezwykły festyn, który zwano "Biesiadą grzesznych dzieci". Była to niezwykła impreza, na którą zapraszano tylko nielicznych gości  tylko 24 dzieci. Okazja ta wymagała specjalnego poczęstunku, a co może smakować lepiej niż Wielki Tort? Każdy Kuchmistrz miał tylko raz w życiu okazję, aby się wykazać i poczęstować dzieci czymś niezwykłym, ponieważ żaden z nich nie piastował swej funkcji tak długo, by popisać się swoim dziełem dwukrotnie.

Są rzeczy, które nie mogą na zawsze pozostać własnością jednego człowieka ani też przechodzić z ojca na syna. Są tylko użyteczne na pewien czas.


Miłym zwyczajem było wrzucanie do Wielkiego Toru świecidełek  pieniążków, drobiazgów  które miały cieszyć dziecko, które wygrzebało taką błyskotkę ze swojego kawałka ciasta. A co by było, gdyby do masy dodać niezwykłą, bo zaczarowaną Gwiazdkę, która zmieni życie jednego z chłopców? 

Tolkien wprowadzi nas do Krainy Czarów, a przy tym udowodni, że nie ma sensu spierać się ze światem fantazji, bo... no właśnie, nie powiem Wam, dlaczego lepiej tego nie robić, ale wierzcie mi  tak będzie dla Was lepiej.

Odrobina alegorii? W tym magicznym wydaniu sprawdza się doskonale, przy czym opowiadanie połykamy w błyskawicznym tempie. Może i ta historia nie jest już tak naszpikowana akcją (jak w przypadku poprzedniej), ale i tak wiele się tu dzieje.

Przyjemna opowiastka, która wprowadzi nie tylko dorosłych, ale przede wszystkim dzieci w świat magii.

***

Opowiadania powstały około 1950 roku, a jednak niczego im nie brakuje. Nadal cieszą i bawią, wciąż ciągną czytelnika w ten pełen magii, niezwykłości i przewrotności losu nastrój. Mnie się bardzo podobało, więc polecam. Jeśli taki zbiorek trafi w Wasze ręce, poświęćcie mu chwilę albo dwie.