czwartek, 30 kwietnia 2020

Rzecz o wieloświatach: "Mroczna materia" B. Crouch



Dopóki wszystko się nie wywróci, nie mamy pojęcia, co posiadamy, jak delikatnie i doskonale wszystko jest ze sobą powiązane.

Blake Crouch, Mroczna materia, przeł. P. Wieczorek, Zysk i S-ka, Poznań 2016.



Są takie książki, które wciągają nas już od pierwszych stron i potrafią utrzymać naszą uwagę aż do samego końca. Ostatnio rzadko trafiałam na takie powieści, od których nie mogłabym się oderwać, które zajmowałyby moje myśli w międzyczasie (kiedy niestety trzeba oderwać się od lektury, bo przecież obiad sam się nie zrobi), które tak zachwycają. Chyba po prostu trzeba mi było porządnej, pokręconej fantastyki z dobrym wątkiem miłosnym i ciekawymi rozwiązaniami. 

Mroczna materia to książka, na którą trafiłam zupełnym przypadkiem. Blake Crouch w ogóle był nieznanym mi autorem, chociaż to nazwisko gdzieś już mi kiedyś mignęło. W każdym razie chwyciłam tę powieść bez większego przekonania, ale z malutkimi oczekiwaniami, bo opis wydawcy zdołał mnie zaintrygować. Czasami taki strzał w ciemno okazje się strzałem w dziesiątkę. Książkę z przyjemność uznaję za najlepszą przeczytaną przeze mnie historię w kwietniu.


Rzecz o wieoświatach


Kochający mąż i ojciec, wykładowca fizyki na uczelni, trochę niespełniony, odrobinę zmęczony życiem mężczyzna zostaje porwany przez zamaskowanego napastnika, który zadaje mu bardzo ważne, choć z pozoru banalne pytanie: Czy jesteś szczęśliwy? 

Nigdy nie pojawia się ostrzeżenie, że wszystko zaraz się zmieni, zostanie nam odebrane. Nie istnieje żaden alarm zbliżeniowy, alarmowa lampka, że stoi się nad przepaścią. Może własnie to czyni tragedie tak bardzo tragicznymi. Nie samo wydarzenie, ale sposób, w jaki przebiega: cios bez ostrzeżenia, trafiający jak grom z jasnego nieba, gdy najmniej się tego spodziewamy. Bez chwili na unik czy skulenie głowy.

Nasz główny bohater, Jason, dostaje strzał w żyłę, po czym traci świadomość. A potem? Mężczyzna budzi się w zupełnie innym świecie, gdzie przywitano go ze wszystkimi honorami. A jednak naukowiec nie poznaje tych ludzi, tego laboratorium i nie ma najmniejszego pojęcia, czego wszyscy od niego chcą. Szybko ulatnia się z tego obiektu i dopiero teraz zaczyna się prawdziwa jazda, bo okazje się, że jego syna nie ma i nigdy nie było na świecie, żona wcale nie jest jego żoną, a on nie uczy studentów, ale jest megaważną osobistością w świecie nauki.

O co w tym wszystkim chodzi, z czym i kim będzie się musiał zmierzyć Jason i dokąd zaprowadzi go tajemnicza kabina, którą sam (podobno) wynalazł? Warto poświęcić trochę czasu i wysilić nieco szare komórki, by zrozumieć, jak bardzo życie naszego bohatera stanęło na głowie. Podróż, którą podejmie kochający mąż, by odnaleźć swoją wielką miłość, będzie niesamowita, wciągająca i zaskakująca. 

Wciągnięta w wir


Mroczna materia to niezwykła książka, która wciągnęła mnie od samego początku, a z każdym kolejnym rozdziałem było tylko lepiej. Autor pokazał mi światy, które wielokrotnie mnie zaskakiwały, a przedstawił je w sposób niezwykle plastyczny i (za każdym razem) odmienny. Czasem odnosiłam wrażenie, że podążam w zupełnie nieznane rejony ludzkości, a innym razem czułam się swojsko, choć wciąż towarzyszył mi pewien niepokój. Nie miałam pojęcia, jaki będzie finał tej opowieści i chyba nawet nie wpadłabym na zakończenie zaproponowane przez autora – logiczne, ciekawe i intrygujące.

Żyjemy w zupełnej nieświadomości faktu, że jesteśmy elementem rzeczywistości znacznie większej i dziwniejszej, niż jesteśmy to sobie w stanie wyobrazić.


Książkę czyta się jednym tchem  oderwałam się od lektury tylko po to, by zrobić ten nieszczęsny obiad i szybko wrócić do Mrocznej materii. Wszystko mi zagrało w tej powieści, a przeszkadzał tylko fakt, że tak szybko dotarłam do końca. Początkowo trudno zorientować w sytuacji, z którą nasz bohater musi się zmierzyć, ale krok po kroczku i wszystko staje jasne, a człowiek zaczyna się zastanawiać, jak sam postąpiłby w podobnej sytuacji.

O ile wątki miłosne przeważnie mnie nie kręcą, o tyle ten zaprezentowany w historii sprawia, że ona się kręci i wciąż nabiera rozpędu. Powiem Wam, że bardzo podobało mi się takie ujęcie miłości i potrzeba odnalezienia ukochanej. Poza tym tak sobie myślę, że może w innym świecie ci, których kochamy też byliby nam przeznaczeni? Podobny wątek znajdziecie w tej opowieści, ale nie powiem Wam nic więcej, miejcie po prostu w pamięci, że gdzieś tam (ale nie wiecie, w którym miejscu) jest ktoś, kogo kochacie nad życie i zrobicie wszystko, by do niego dotrzeć.

To jednak nie wszystko, bo w końcu czym byłaby dobra powieść, gdyby nie niosła jakiegoś ważnego materiału do roztrząsania w wolnej chwili. Tu będziemy mieli okazję zmierzyć się nie tylko z tym, co fantastyczne, niezrozumiałe i pokręcone. Autor wielokrotnie odnosi się do pojęcia szczęścia, a zapewniam Was, że w trakcie tej lektury nie raz i nie dwa złapiecie się na tym, że zaczniecie rozkładać swoje życie na czynniki pierwsze i zastanawiać się na tym, czy i Wy jesteście szczęśliwi, czym jest szczęście i czy bylibyście gotowi zmienić coś w swoim istnieniu, by zmienić całkowicie jego bieg. Chcielibyście wiedzieć, jak wyglądałoby Wasze życie, gdybyście podjęli inne decyzje w kluczowych momentach?

Mogłabym dyskutować na temat tej książki godzinami, ponieważ to jedna z tych powieści, które po prostu trafiły idealnie w moje czytelnicze potrzeby. Akcja była wartka i ciekawa, bohaterowie (szczególnie Jason) świetnie skonstruowani, każdy kolejny rozdział zaskakujący, a finał okazał się być zwieńczeniem i ukoronowaniem całości. Podobała mi się ta podróż po wieloświatach, czekające na mnie dziwy, które odnajdywałam za każdym razem, za kolejnymi drzwiami. Tak powinno być.

Na pewno przeczytam wszystko, co wyjdzie spod pióra autora, a kolejną historią, za którą wezmę się już wkrótce będzie Rekursja. Brzmi tajemniczo? Jasne! Na pewno dam znać, czy Crouch i tym razem czymś mnie zaskoczył.