piątek, 1 maja 2020

Coś się tu poplątało: podsumowanie kwietnia


Kwietniowe podsumowanie to coś więcej niż blablanie o niczym, to chaotyczny, ale megapozytywny miks wszystkiego, co w tym miesiącu najlepszego. 




Marcowe podsumowanie zakończyłam, wyrażając przekonanie, że na pewno będę czytać, bo przecież inaczej się nie da. Okazuje się, że zaskoczyłam samą siebie, bo nie miałam w ogóle ochoty na lekturę. Jak czytam każdego dnia, tak teraz nie czytałam kilka dni z rzędu. Zamiast tego obejrzałam kilka głupawych filmów i ze dwa mądrzejsze, ułożyłam puzzle (zaraz Wam pokażę, co mi wyszło!), upiekłam co nieco (podrzucę przepis na chleb idealny) i ogólnie odrobinę się odgraciłam, a do tego postarzałam o rok.

Na szczęście coś tam przeczytałam, więc zapraszam Was dziś na podsumowanie kwietnia. Zaczynamy od recenzji książek przeczytanych w 2019 roku, czyli moich zalegajek.



Zalegajki




Każde marzenie może stać się koszmarem
(horror
)

Nowy kierunek
(literatura obyczajowa z wątkiem fantastycznym
)

Nie było tego wiele, ale cieszę się, że coś ruszyło do przodu. Mam nadzieję, że w maju recenzowanie zalegajek okaże się nieco łatwiejszym zadaniem, bo musicie wiedzieć, że jeszcze sporo takich powieści przede mną. Nie wiem tylko, czy wziąć się za najsłabsze tytuły, czy opowiedzieć o tych naprawdę wartych uwagi, czy wszystko dokładnie zmiksować. Zobaczymy, i tak pewnie wyjdzie jak zawsze, czyli impulsywnie. 


Przeczytane w kwietniu



Interpretator dźwięków
(thriller)

Sytuacja bez wyjścia
(literatura obyczajowa)

O smokach, olbrzymach i magicznych krainach
(fantastyka)

Każdy ma jakąś swoją prywatną szajbę
(literatura obyczajowa)

Nieograniczona potęga
(science fiction)

Proza życia
(zbiór anegdotek)

Życie wśród Martwych
(thriller)

Mokre plaśnięcie
(horror)

Rzecz o wieloświatach
(science fiction)

W kwietniu udało mi się przeczytać 9 książek i przyznam bez bicia, że z liczbą stron też nie zaszalałam. Myślę sobie, że czasem po prostu warto zrobić przerwę, by potem wrócić z nową mocą i na większym głodzie. Wśród tych tytułów najsłabsza okazała się Potępiona, którą z powodzeniem można przyrównać do kinowego horroru klasy B. Z kolei najlepszą lekturą jest Mroczna materia, w której absolutnie wszystko mi zagrało  przeczytałam ją z ogromną przyjemnością i na jedynym wydechu.

Cieszę się, że wróciłam do Ptaśka, bo czytałam go dawno temu, a teraz miałam okazję wejść w tę opowieść na nowo  w moim dorosłym ja. Ta historia wciąż zachwyca, intryguje i robi wrażenie. 

Oczywiście klikając w każde zdjęcie lub podpis, przeniesiecie się do osobnych recenzji, do czego Was zachęcam. 

Tu od razu dodam, że sposób osób, które komentują wpisy na blogu, będę wybierać raz w miesiącu (przy okazji każdego podsumowania) jedną, do której poleci niespodzianka. Co Wy na to? Chciałabym rozruszać nieco bloga, a poza tym to zmotywuje mnie w końcu do odpisywania na Wasze komentarze. Gdzieś po drodze zagubił mi się ten dobry odruch dyskutowania o książkach, więc mam zamiar go reanimować (albo po prostu na nowo odszukać). No i pięknie dziękuję tym wszystkim, którzy komentują wpisy. To bardzo miłe, szalenie ważne i... uwielbiam Was! 

Wszelkie oczy, krzesła, stoły czy ławki, które znajdziecie na fotografiach, są dziełem mojego męża. Cieszymy się z nich z córą, jak małe dzieci  Ewka wykorzystuje je do zabawy z Barbie, ja podkradam do zdjęć. Plan na maj? Mam obiecany mikroregalik na moje mikroksiążeczki. Nie mogę się doczekać!

Autorski Przysłówek



W kwietniu miałam ogromną przyjemność gościć na blogu pierwszą kobietę, która zdecydowała się podjąć wyzwanie i wzięła udział w AP. Powiem Wam, że przeczytałam ten wywiad z dziką radochą, a moja sympatia dla autorki wzrosła! Zachęcam do przeczytania: K.C. Hiddenstrom <= klik.

Kogo najchętniej widzielibyście w tej odsłonie? Czekam z niecierpliwością, aż spłyną do mnie wywiady z osobami, autorami, których zdążyłam już dorwać. Będzie się działo.

Same fajne sprawy


Jest mi bardzo miło podzielić się z Wami informacją, że mój blog objął patronatem kolejną część mataszkowych przygód. Tym razem Tomasz Stochmal zabierze nas do Krakowa (uwielbiam to miasto).


Jeśli Wasze dzieci nie znają jeszcze tej sympatycznej rodzinki, to zapewniam, że warto nadrobić. O wszystkich tomach przeczytacie tutaj => mataszkowe przygody.





Wciąż w obiegu jest Książka, której nigdy nie przeczytasz. Zachęcam Was do udziału w zabawie, chociaż wiem, że czasy raczej nie sprzyjają takim przedsięwzięciom. Mam jednak nadzieję, że skusicie się na Book Tour z tą książką. 


Książka, której nigdy nie przeczytasz trafiła już w łapki kilku osób, które świetnie bawiły się w trakcie lektury (i procesu twórczego!). Zachęcam Was do udziału, a po szczegóły zapraszam tu => Zapisy Book Tour. Możecie też zgłaszać się na priv na Facebooku lub pisać na maila (puchatka85@gmail.com). Mam nadzieję, że ten tytuł jeszcze trochę powędruje, zanim trafi z powrotem do autora.




Pisałam Wam we wstępie do tego posta, że ułożyłam ostatnio puzzle. I wiecie, naprawdę nie przeżywałabym tego układania, gdyby nie fakt, że do końca życia będę miała wstręt do Minionków. 


A tak na serio, szczerze polecam Wam puzzle z Clementoni, akurat z tej serii. W sprzedaży są jeszcze emotki, Marvel i, uwaga!, dalmatyńczyki czy błazenki (to już z pewnością zakrawa na mission impossible). Polecam, świetny zabijacz czasu, do tego trenażer cierpliwości i wyzwalacz emocji: ten niepokój, czy na pewno żaden malutki puzzelek nie zaginął w akcji.




W ostatnim miesiącu wzięłam się na dobre za pieczenie. Chciałabym bardzo podzielić się z Wami wszystkimi zdjęciami, ale... niestety wypieki znikają w zastraszającym tempie. Ze starszych wpisów mogę Wam polecić:


Ostatnio na moim stories mieliście okazję upolować przepis na idealny chleb (dostałam od przyjaciółki rewelacyjny przepis). Wiem, że wielu z Was nie zdążyło, bo docierają do mnie głosy, że takie rzeczy powinny być przekazywane w wersji trwałej (stories znikają przecież, Puchatko!). Poniżej znajdziecie przepis. Bawcie się dobrze i zróbcie od razu dwa... i dajcie znać, jak wyszło. Zawsze wychodzi.




foto bez filtra

Składniki

· Zaczyn: 50 ml ciepłej wody, 25 g żywych drożdży, 1 łyżeczka cukru, 2 łyżeczki mąki pszennej 



· 300 ml letniej wody 

· 500 g mąki pszennej 500-700 

· ½ szklanki płatków owsianych 

· 1 łyżeczka soli 

· 1 łyżka oleju 

· ½ łyżki octu winnego, balsamicznego lub spirytusowego




Przygotowanie


1. Robimy zaczyn. Rozkruszone drożdże zalewamy letnią wodą (50 ml) i mieszamy z cukrem i mąką. Zostawiamy na ok. 20 minut. 

2. Do misy wysypujemy przesianą mąkę, połowę wody (150 ml) i pozostałe składniki. 

3. Pozostałą ilość wody (150 ml) dodajemy w takcie urabiania ciasta. 

4. Ciasto można wyrabiać ręcznie lub w robocie planetarnym (końcówka z hakiem; ok. 2 minut). 

5. Ciasto wyjmujemy, formujemy kulę i przykrywamy dużą misą do wyrośnięcia na ok. 20 minut. 

6. Po tym czasie odpowietrzamy – składamy kilkakrotnie w kopertę (albo przez chwilę boksujemy) :) 

7. Znów formujemy kulę i przykrywamy do wyrośnięcia. 

8. W tym czasie wstawiamy naczynie żaroodporne (śr. 22 cm lub podłużne) do piekarnika i nagrzewamy do 230°. 

9. Po 30 minutach wyrośnięty chleb wkładamy do gorącego naczynia, nacinamy ostrym nożem, spryskujemy wodą, posypujemy mąką i przykrywamy pokrywką. 

10.Pieczemy 40 minut w temperaturze 230°, następnie zdejmujemy pokrywkę i pieczemy 15-20 minut. 

11. Chleb wyjmujemy z naczynia i odkładamy na kratkę w celu ostudzenia.


Mam bardzo ambitny plan, żeby w maju zacząć działać z własnym zakwasem. Jeszcze nigdy nie robiłam, ale mam ogromną ochotę spróbować coś pokombinować, więc jeśli macie sprawdzony przepis, to poproszę.







W maju będziecie mieli okazję wygrać książki  szykuję dla Was kolejny konkurs  ale musicie dać mi chwilę na ogarnięcie klimatu. W każdym razie cieszę się, że wreszcie zaczęłam korzystać z usług kuriera, bo umówmy się, paczkomat jest cudowny, ale dostarczenie ośmiu przesyłek to spore wyzwanie.




Cieszę się, że kwietniowy cykl tak bardzo przypadł Wam do gustu, a sygnały typu "świetnie się bawiłam", "dziękuję za oderwanie od codzienności" były dla mnie dużym, ale megapozytywnym zaskoczeniem! Ja też świetnie się bawiłam, a przy tym odbyłam mnóstwo niesamowitych rozmów, na wszelkie tematy! Chyba właśnie tego chciałam, kiedy zakładałam blog  rozmowy o książkach i nie tylko, jakiejś takiej przyjemnej bliskości. Teraz o takową trudno (okropnie brakuje mi ludzi!), więc miło jest, kiedy przynajmniej wirtualnie wszystko hula, jak należy.




Kochani, mam nadzieję, że dotrwaliście do końca tego wpisu i wyciągniecie z tego wszystkiego coś dla siebie. Co najbardziej się Wam spodobało? Czego było za dużo, a czego zabrakło? Liczę na Wasze głosy, bo chciałabym dopasować te podsumowania tak, by cieszyły Was tak samo, jak cieszą mnie. 


Mam nadzieję, że Wasz kwiecień był bardziej zaczytany niż mój. Chętnie zerknę na Wasze podsumowania miesiąca – uwielbiam takie wpisy, więc nie krępujcie się i promuje w komentarzach. Nie mam absolutnie nic przeciwko temu. 

Życzę Wam zaczytanego maja, spokoju (chociaż odrobinki) i zdrowia – przede wszystkim, bo o resztę można zawalczyć.




Ściskam majówkowo!