wtorek, 19 maja 2020

Czy my się znamy?: "Wyrwa" W. Chmielarz


Tak łatwo stać się kimś innym z kimś innym.

Wojciech Chmielarz, Wyrwa, Marginesy, Warszawa 2020.


Uwielbiam thriller psychologiczne! To jeden z moich ukochanych gatunków, po który sięgam zawsze z pewną dozą nieśmiałości, bo nigdy nie wiem, czego się spodziewać, ale też z ogromnymi oczekiwaniami. Często właśnie te oczekiwania są dla mnie zgubne, a zamiast wielkiego wow pozostaje jedynie rozczarowanie. Nie lubię.

Książki autorstwa Wojciecha Chmielarza biorę jednak w ciemno, bo wśród trzech tytułów, z którymi się wcześniej zapoznałam, nie znalazł się żaden, który znacząco by mnie rozczarował. Opowiem Wam na pewno w odpowiednim czasie o Ranie czy Żmijowisku (te moje sławne #zalegajki), ale już na przykład recenzję Zombie znajdziecie na blogu (klik). Inne tytuły wciąż czekają na mojej półce (upolowałam co nieco na WTDK w 2019) i wkrótce, tak podejrzewam albo chociaż mam taką nadzieję, wezmę je w obroty.

Zanim to jednak nastąpi, opowiem Wam o Wyrwie  najnowszym thrillerze psychologicznym, którego opis mocno mnie zaciekawił, bo w końcu nie na co dzień ginie w wypadku matka Twoich dzieci, a Ty tracisz w jednej chwili grunt pod nogami.

Czy my się znamy?


Zaczniemy z grubej rury. W wypadku samochodowym ginie Janina. Wiadomo, ludzie tracą życie w ten sposób każdego dnia, ale chyba nie do końca zastanawiamy się nad tym, w jaki sposób funkcjonują potem poszkodowane rodziny. Mało kto żyje w próżni, więc odchodząc, zostawia się w tych, z którymi splotły się nici naszej codzienności. Maciej, świeżo upieczony wdowiec, musi teraz powiedzieć swoim córkom, że mamusia do nich nie wróci i spróbować posklejać jakoś rodzinne życie, co w obecnej sytuacji wydaje się niemal niemożliwe. Poza tym trzeba powiedzieć jeszcze teściom, a wiadomo, że rodzice nigdy nie powinni chować swoich dzieci i w sumie nie jest istotne, w jaki są one wieku.

Nie ma nic gorszego niż ten moment, kiedy mówisz własnym dzieciom, że ich matka nie żyje.

Owszem, to nigdy nie jest łatwe, a problem urasta do rangi "nie do przejścia", gdy na jaw wychodzą pewne niewygodne fakty. Okazuje się, że żona była nie w tym regionie Polski, w którym być powinna. Na domiar złego ukrywała w szafie seksowy komplet bielizny, a poza tym ostatnio małżeństwo dość mocno się od siebie oddaliło. Idąc dalej tym niepokojącym torem, napotkamy kolejne małe i wielkie sekrety Janiny, a do najważniejszych należy chyba ten, że miała kochanka. I być może to dałaby się jeszcze jakoś wyjaśnić, wytłumaczyć, przepracować, gdyby Maciej nie zabił swojej żony. Zresztą, nie tylko on czuje się winny śmierci Janiny.

Nie będę Wam wiele odpowiadać (nie zdradzę więcej, niż znajdziecie w opisie wydawcy), ale warto w tym miejscu zaznaczyć, że wdowiec i kochanek staną w końcu oko w oko i, co w sumie oczywiste, ich życie diametralnie się zmieni. Obaj będę musieli odpowiedzieć sobie na pytanie: jak dobrze znali kobietę, którą kochali?

Ni mniej, ni więcej


Wyrwa to lekko muśnięty dramat rodzinny, w którym utrata matki schodzi na nieco dalszy plan, natomiast na pierwszym pojawia się kobieta, która miała swoje tajemnice i mężczyzna niemogący się z tym wszystkim pogodzić  żądny odpowiedzi, potrzebujący wyjaśnienia. Tragedia przekuta została w zagadkę, a jej rozwiązanie z może zaskoczyć. Mnie zaskoczyło.

Główny bohater wciągnie nas nie tylko w poszukiwanie prawdy o życiu żony, ale pokaże też początki rodzącego się między nimi uczucia, a także wprowadzi w życiowe zakręty codzienności. Większość tej opowieści poznamy z punktu widzenia Macieja, a tylko niektóre z rozdziałów (głównie te dotyczące kochanka) podsuwa nam wszechwiedzący narrator. Oczywiście o wiele bardziej przejmująca jest historia męża, choć i spojrzenie na pewne fakty z dystansu okazuje się niezbędne dla rozwoju akcji.


Człowiek, każdy człowiek, ma swoją wytrzymałość.


Po lekturze Wyrwy odczuwam pewien niedosyt... Wydaje mi się, że autor mógł pociągnąć nieco wątek dramatu rodzinnego i emocji, które targają dziećmi czy rodzicami zmarłej  zrobił to, owszem, ale nie z przytupem. Choć początek był naprawdę poruszający i przejmujący, z czasem rozpacz ogółu schodzi na dalszy plan, a wchodzimy już tylko w obsesję poznania prawdy. Nie uroniłam ani jednej łzy, ale za to dałam się wkręcić w kolejne działania głównego bohatera i byłam ciekawa rozwiązania tej tragicznej w skutkach zagadki, chociaż akcja nieco się wlecze i czasem wieje tu nudą...

Kilka rzeczy mi tu nie zagrało. Z pewnością na główny plan wyłania się akcja z dziewczyną i oblężeniem domu aktora. Wiecie, poczułam się trochę jak na dzikim zachodzie  cała scena (i kilka jej podobnych) była po prostu mocno przerysowana, więc niestety mocno straciła na wiarygodności. 

Książkę czytało mi się dobrze, sprawnie. Poznałam tę historię w jeden, przekuty w noc, wieczór. Trzeba przyznać, że mimo niespiesznego tempa, autor potrafi utrzymać uwagę czytelnika, a stosowane przez niego zabiegi sprawiają, że od tej historii trudno się oderwać. Wyjaśnienia zagadki w podanej przez autora formie absolutnie nigdy nie wzięłabym pod uwagę, ale (co ważne) tu wszystko zagrało, jak należy, i zaskoczyło, jak powinno. Nie było może efektu "wow", ale było w porządku, bez rozczarowania. Chyba właśnie to było moją pierwszą myślą  w porządku, ni mniej, ni więcej.

Wyrwa może bardzo przypaść Wam do gustu, jeśli szukacie skomplikowanej tajemnicy, którą łączy wielu bohaterów. Gdy niestraszne Wam szarżowanie, a wiejskich gangsterów pożeracie na śniadanie (bez popity!), to z pewnością tu znajdziecie kilka podpowiedzi, jak sobie radzić z takimi elementami. To jednak nie wszystko, bo dostaniecie interesującą instrukcję pt. "Jak obchodzić się z ukochanym swojej ukochanej"  myślę, że pewne podjęte przez bohaterów decyzje mogą Was mocno zaskoczyć. Poza tym książkę czyta się dobrze  bez większych tarć i z odpowiednim do tempa rozwoju tej historii zainteresowaniem, no i być może spojrzycie na swoją drugą połówkę w nieco inny, bardziej podejrzliwy sposób... Wiecie, ryzyko musi być!