niedziela, 10 maja 2020

Dusza to tajemniczy twór: "Nigdy i na zawsze" A. Brasheres



To niezwykłe, jak wiele z siebie pokazujemy każdemu mijanemu człowiekowi, który zechce nam się przyjrzeć.


Ann Brasheres, Nigdy i na zawsze, przeł. A. Gralak, Otwarte, Kraków 2010.




Dwie połówki pomarańczy, związek dusz i te sprawy nie są Wam obce? Wierzycie w miłość "na zawsze" i mimo wszystko, bo czujecie, że ktoś jest Wam po prostu przeznaczony, a los wciąż stawia ukochaną osobę na Wasze drodze? A co powiedzieć na taki splot dusz, który potrafi przetrwać miejsce i czas  całe wieki? Chcielibyście, by ktoś kochał Was tak mocno, że wszystkie swoje żywoty poświęca temu, by Was odnaleźć, przytulić, kochać? Pewnie tak, ale wyobraźcie sobie, czy byłoby tak cudnie, gdybyście nie mieli o tym zielonego pojęcia? 

Nigdy i na zawsze autorstwa Ann Brasheres to książka, z lekturą której zwlekałam bardzo długo, bo kilka lat. Jakoś nie było okazji, by w końcu wziąć się za tę opowieść, choć przyznaję, że miałam ochotę na taką lekturę. W końcu książka doczekała się swoich pięciu minut (czy tam trzech godzin) i już dziś mogę Wam powiedzieć, że to nie to...

Dusza to tajemniczy twór


Daniel kocha ją od wieków i nie ma w tym żadnej przesady, bowiem za każdym razem, kiedy dusza chłopaka odradza się w nowym ciele, jego myśli uporczywie kierują się w stronę tej wybranej. Czasem ich wcielenia się zazębiają, innym razem nie potrafi jej odnaleźć. Kiedy jednak jest blisko i próbuje przekonać ją do swojej miłości, opowiedzieć ich wspólną historię  ona nie wierzy. Mężczyzna posiada dar, dzięki któremu pamięta wszystkie swoje poprzednie życia, a dodatkowo jest w stanie rozpoznać dusze, z którymi wcześniej (na jakimś etapie jego wędrówki) coś go łączyło  błogosławieństwo i utrapienie.


Żyję od ponad tysiąca lat. Umierałem niezliczoną ilość razy. Zapomniałem, ile dokładnie. Zakochałem się i moja miłość trwa nadal. Ciągle szukam swojej ukochanej. Ciągle ją pamiętam. Noszę w sobie nadzieję, że pewnego dnia ona też mnie sobie przypomni.


Ona nie ma świadomości tego, że się odradza  każde jej nowe istnienie jest zupełnie odrębnym życiem. Nie pamięta przeszłości i siebie w innych czasach, nie kolekcjonuje wspomnień, nie ma świadomości przeszłości, nie pamięta również Daniela, choć ten za każdym razem obiecuje, że ją odnajdzie.

Czy miłość w końcu zwycięży, a tych dwoje spotka się w jednym miejscu i czasie, czy ona wreszcie uwierzy w jego słowa i uwierzy w widziane w snach obrazy czy emocje?

Wracając do dusz, warto w tym miejscu wspomnieć, że nie tylko Lucy czy Daniel wędrują w czasie. Ich los połączony jest z pewnym człowiekiem, którego napędza siła zemsty oraz złość. Ten nie cofnie się przed niczym, by odebrać, co należy do niego.

Taka powieść o miłości


Rzadko czytam romansidła, ale w przypadku tej książki szczególnie zainteresowała mnie ta wizja odradzania się w kolejnych epokach, motyw Pamięci i próba dotarcia do tej, która nie ma pojęcia o tej wielkiej miłości. I jeśli szukacie tylko tego, to będziecie zadowoleni, bo niestety głębi w tym wszystkim nie znajdziecie.

W ogóle nie poruszyła mnie ta historia... Liczyłam na mocne emocje, a dostałam taki wymuszony melodramatyzm, z którego właściwie nic nie wynika. Finał tej opowieści jest nie do przyjęcia w takiej wersji, w jakiej zaproponowała to autorka, ponieważ nie ma drugiego... Tu kontynuacja byłaby bardzo na miejscu. 




Tragizm mamy, owszem, ale ujęty w pustosłowiu. On kocha, ona nie pamięta, on obiecuje, ona o nim myśli, on szuka, ona się zastanawia i właściwie tyle. Nie można tu też mówić o wartkiej akcji, ponieważ ta wlecze się niemiłosiernie, a z czasem całość zaczyna działać na nerwy - do głosu dochodzi znużenie. Miałam jednak nadzieję na spektakularne zakończenie, bo wszystko  wolno, bo wolno, ale jednak  sugerowało porządnego kopa emocjonalnego.  

W powieści pojawiło się kilka ciekawych motywów, np. wątek miłości w rodzinie (bardzo pobieżny) czy oddanie ponad wszystko (nie wspominałam o tym, że to pierwsza miłość i od razu takie wielkie zakochanie) oraz sposoby przeżywania życia  ich kreacji  ten wybór, czy żyjemy dla innych, czy dla siebie i które życie jest bardziej wartościowe.

Wśród pozytywów można wymienić jeszcze łatwy w odbiorze i nieskomplikowany język, który pozwala bardzo dokładnie zrozumieć proponowane przez autorkę mechanizmy rządzące światem przedstawionym. Tu właściwie nic nie jest skomplikowane (poza związkiem głównych bohaterów), więc powieść czyta się bez większych tarć (bardzo dobre tłumaczenie), choć  jak wspomniałam wcześniej  bywa nużąco.

Niestety nie mogę powiedzieć, że ta powieść w jakikolwiek sposób mnie zachwyciła, chociaż potencjał miała ogromny. Nie wiem, czy Was Nigdy i na zawsze zainteresuje... Myślę sobie, że na rynku książki jest tyle świetnych i powalających tytułów, że ten można sobie spokojnie odpuścić, ponieważ to (mimo całego zamysłu) dość banalna historia. Może gdybym była młodsza co najmniej o połowę, ta opowieść jakoś mocniej  uderzyłaby we mnie i celniej trafiła w serducho.