wtorek, 12 maja 2020

Jeden zgon i sześcioro podejrzanych: "Ktoś tu kłamie" J. Blackhurst



Większość ludzi nie ma mrocznej przeszłości, która wraca, żeby ich prześladować. 

Jenny Blackhurst, Ktoś tu kłamie, przeł. M. Gębicka-Frąc, Albatros, Warszawa 2020.


Wrastamy z czasem w miejsce, w którym mieszkamy. Wciąż widujemy te same twarze, ukradkiem rejestrujemy zachowania i przyzwyczajenia naszych sąsiadów, często wchodzimy z nimi w interakcje, czasem zawiązujemy ciasne, bardzo przyjacielskie relacje. Mamy dzieci w podobnym wieku, które chodzą do tej samej szkoły w rejonie, chodzimy do tych samych osiedlowych sklepików i zdarza się, że walczymy wspólnie o jakąś sprawę dotyczącą naszej małej społeczności. Trudno się w takich sytuacjach nie angażować, nie sposób się z tego wypisać. Oczywiście można żyć obok, po swojemu, bez zbytniego wsiąkania w towarzystwo, ale czy nie warto dać coś od siebie, by zyskać swoje miejsce w misternie utkanej sąsiedzkiej sieci?

    Dziś zabieram Was na pewne zamknięte osiedle Severn Oaks, gdzie każdy zna każdego, wszyscy wszystko o sobie wiedzą, a do tego większość z mieszkańców doskonale odnajduje się w takim sąsiedzkim sosie. Jenny Blackhurst podpowiada nam jednak, że nawet życie, które toczy się na takim ekskluzywnym osiedlu, pozostawia wiele do życzenia. Dlaczego? Odpowiedź jest bardzo prosta: zdarzył się okropny wypadek, ale Ktoś tu kłamie, więc już na wstępie możemy się domyślać, że nic nie jest takie proste.

Jeden zgon i sześcioro podejrzanych


    Imprezy halloweenowe na cudownym, luksusowym osiedlu to wielkie lokalne wydarzenie. Pewne dobrze sytuowane małżeństwo urządza wspaniałe przyjęcia, na które zaproszeni są wszyscy sąsiedzi, a nie ma ich wielu, bo to ledwie kilkanaście domów. Na jednym z takich posiedzeń dochodzi do wielkiej tragedii  jedna z uczestniczek wypada z domku na drzewie i traci życie. Śledztwo wykazało, że był to po prostu nieszczęśliwy wypadek. 

    Kilka miesięcy później mieszkańcy osiedla znów będą musieli wrócić do tego koszmaru, a przy tym każdy będzie musiał zmierzyć się z własnymi demonami. Dlaczego? Wszystko za sprawą tajemniczej wiadomości na Facebooku  zapowiedzi podcastera, który planuje w kolejnych tygodniach powrócić do sprawy i udowodnić, że śmierć kobiety nie była przypadkowa. Sugerując morderstwo, zapowiada, że zdradzi kilka niewygodnych sekretów, które mogły stanowić motyw. 

    W gronie imprezowiczów zawrzało. Wiadomo, że każdy ma jakieś grzeszki  niektórzy skrywają potężne tajemnice  zatem wszyscy z zapartym tchem śledzą kolejne, pojawiające się raz w tygodniu podcasty i... i dopiero wtedy się dzieje.

Znów ten sąsiedzki sos


Ktoś tu kłamie z pewnością przypadnie do gustu fanom Wielkich kłamstewek (Liane Moriarty) czy Ktoś, kogo znamy (Shari Lapena) albo telewizyjnego serialu Gotowe na wszystko. Mamy tu zamknięte osiedle, połączoną licznymi tajemnicami społeczność, kotłowanie, plotkowanie, kombinowanie i właściwie każdy z każdym i na każdego. Rozpatrując to w telegraficznym skrócie, można uznać, że wszyscy kiszą się we wspólnym sosie.

    Zaproponowana przez autorkę intryga nie jest bardzo wymagająca, należy raczej do lżejszej odsłony thrillera, a fabuła kręci się głównie wokół szeptów i podejrzeń oraz strachu, bo w końcu nikt nie chce, by jego sekrety wyszły na jaw. Trudno tu mówić o wartkiej akcji czy jej zaskakujących zwrotach... nie, raczej całość przebiega w dość spokojnym, miarowym tempie  powoli, ale do celu. Początkowo, co prawda, poczujemy lekkie mrowienie i chwilową fascynację, ale ten stan nie utrzyma się długo, a finał tej historii może sprawić delikatny zawód. Mnie nie zaskoczył, nie powalił, nawet nie przyprawił o szybsze bicie serca. 

    Mimo wszystko powieść daje się czytać i szybko przeczytać, choć można oszaleć, kiedy robi się kolejne podejście do następnego drewnianego dialogu  kto tak mówi? Zabrakło mi (w sumie najbardziej) jakiegoś tarcia między bohaterami, prawdziwych emocji i ciętych ripost. A tu wszystko tak sobie płynie i sunie i nawet, kiedy sytuacja wymagałaby jakiegoś nieobliczalnego zachowania, bohaterowie raczej nie wczuwają się w rolę. 

    Na szczególną uwagę zasługuje tu sam pomysł! Bardzo podobały mi się wstawki podcastów, które chyba najbardziej z całej tej plątaniny wątków popychały akcję do przodu. To najciekawsze i najprzyjemniejsze fragmenty tej opowieści. Intrygujące, zaskakujące i podane w porządny sposób  bez tego kija w tyłku, który niewątpliwie towarzyszył każdemu z bohaterów... Myślę, że gdyby w powieści nie znalazło się takie właśnie jasne, pociągające światełko, nie doczytałabym tej książki do końca, co więcej nie potrafiłabym zapewne wskazać żadnego innego konkretnego (wiele takich być może zaginęło w treści) pozytywu.

    Powieść na pewno znajdzie swoich zwolenników, bo w gruncie rzeczy pomysł jest dobry, a podcastowe dodatki ciekawe. Znajdzie też przeciwników, bo nie do takiej jakości przyzwyczaiła nas autorka, a poza tym brak tu napięcia, które wyznaczałoby rytm lektury. Myślę, że znajdzie się wiele innych książek (np. te wspomniane wyżej), które zrobią na czytelniku większe wrażenie i pozostawią w nim coś więcej niż przeświadczenie, że nie był tak źle. Można spróbować i być może, jeśli podejdziemy do sprawy bez większych oczekiwań, dać się jednak zaskoczyć. Tego Wam życzę.