sobota, 6 czerwca 2020

Milcząca malarka: "Pacjentka" A. Michaelides


Niewyrażone emocje nigdy nie umierają. Zostają zakopane żywcem, aby powrócić później w znacznie gorszej postaci.


Alex Michaelides, Pacjentka, przeł. A.K. Wyszogrodzka-Gaik, W.A,B., Warszawa 2019.

Kiedy ostatnim razem (albo czy w ogóle) odwiedziliście jakąś galerię sztuki? Kiedy, przeglądając internetowe zasoby, zatrzymaliście się na chwilę, by przyjrzeć się jakiemuś obrazowi? Podejrzewam, że dla większości nie jest to pierwsza potrzeba, niezbędna do życia konieczność. Warto jednak od czasu do czasu zawiesić oko na jakimś płótnie i zastanowić się, co autor miał na myśli. Być może za jego malowidłem stoi jakaś historia? Być może to właśnie obraz jest tajemnicą, której warto poświęcić ułamek swojej uwagi?

Pacjentka Alexa Michaelidesa nie przeszła bez echa. Powieść została okrzyknięta Książką Roku 2019 wg użytkowników portalu Lubimy Czytać, poza tym okazała się Bestsellerem Empiku. Nie da się ukryć, że Pacjentka stała się nieoczekiwanym thrillerem zeszłego roku  była na językach  rekomendacje, które krzyczą do nas z okładki: "Thriller idealny", "Wyrafinowany thriller" tylko podsycają ciekawość potencjalnego czytelnika, a pochłaniacza thrillerów na pewno. Co mnie skusiło? Z pewnością nie okładkowe zapewnienia  te staram się zwykle omijać z daleka  ale tego szpitala psychiatrycznego nie mogłam sobie podarować!

Milcząca malarka


Zapraszam Was do szpitala psychiatrycznego o podwyższonym rygorze. Co prawda zamieszkuje go wiele osobliwości, którym z pewnością warto by poświęcić trochę więcej czasu, jednak my udamy się do tajemniczej pięknej malarki i spróbujemy coś z niej wyciągnąć. Nie będzie to łatwym zadaniem, bowiem kobieta  odkąd strzeliła w twarz swojego męża fotografa  milczy. Musimy zdać się zatem jedynie na swoją intuicję albo... zacząć studiować z uwagą jej jedyne wyznanie  wyjątkowy autoportret o tajemniczym, wypisanym jasnoniebieskimi greckimi literami tytuł: ALKESTIS.

Na szczęście nie zostaniemy z tym sami, bo pewien psychoterapeuta aż się pali do tego, by stanąć oko w oko ze znaną malarką  zdaje się, że całe życie czekał na tę właśnie okazję, że to najlepsze, co mu się dotychczas przytrafiło. Co więcej, Theo Faber czuje się na to gotowy, bowiem jest przekonany, że własnie on rozkruszy mur milczenia i dowie się, dlaczego Alicia nic mówi.

Czy pewne niewygodne fakty można po prostu przemilczeć? Okazuje się, że brak wyjaśnienia nie może stanowić doskonałej linii obrony, ale z pewnością wprowadza aurę tajemniczości wokół zbrodni i głównej podejrzanej. Czterdziestodwuletni mężczyzna spróbuje odkryć mroczne tajemnice pacjentki, a przy tym otworzy przed czytelnikiem te drzwi, które zdecydowanie powinny zostać zamknięte. Jaka jest prawda i którymi ścieżkami podążymy, by ją odkryć? 


Wymowne milczenie?

Biorąc pod uwagę fakt, że Pacjentka jest debiutancką powieścią Michaelidesa, można podejrzewać, że o autorze usłyszymy jeszcze wielokrotnie. Patrząc na to z tej strony, trzeba po prostu uznać, że mimo pewnych mankamentów powieść jest dobra – może nie powalająca, ale przyzwoita na pewno.

Narratorem Pacjentki jest psychoterapeuta  Theo  który prowadzi nas przez tę historię. To jednak nie wszystko, bowiem jego opowieść przeplata się z zapiskami z pamiętnika Alicii Berenson. Kary z pamiętnika wprowadzą nas w emocje, które targały malarką na kilka chwil przed tragedią  można zatem uznać, że i nasza główna zainteresowana również w jakiś sposób próbowała przekazać swoją historię. Obie te formy podania treści zgrabnie ze sobą współgrają, chociaż warto tu zaznaczyć, że nie uzupełniają się. Pierwsze zapiski datowane są na 14 lipca, natomiast do morderstwa doszło 25 sierpnia  w najgorętszy dzień roku.

Pacjentka nie jest, wbrew zapewnieniom, thrillerem idealnym. Lektura bywa w pewnym momencie nużąca, akcja ani o kroczek nie posuwa się do przodu. Z pewnością na uwagę zasługuje fakt, że intryga zawiązuje się już na samym początku  od razu dostajemy konkretne informacje  nie wiemy tylko, do czego nas to wszystko zaprowadzi. Finał powieści jest dobry  przemyślany, choć wbija w fotel, dobry, ale nie zapada w pamięć na tyle, by nie odłożyć myśli o tej książce na bok. Momentami wiało nudą... Niestety znajdziecie tu mnóstwo zapychaczy, które chyba miały urozmaicić tę opowieść, ale w moim odczuciu nieco przyćmiły to, co naprawdę można było wysunąć na pierwszy plan. Nie można jednak odmówić Pacjentce miana "wyrafinowanej"  być może coś w tym jest.


Łapanie znikających płatków śniegu przypomina trochę chwytanie szczęścia. W miejsce posiadania natychmiast pojawia się pustka.

Pacjentka jest poniekąd historią o miłości, choć nie zabraknie tu również fascynacji  to właśnie ona prowadzi mężczyznę do szpitala psychiatrycznego, to ona nakręca do działania. W treści znajdziemy relacjonowany przez psychoterapeutę przebieg terapii  spotkań z Alicią hucznie nazwanych psychoterapią, bowiem kobieta w ogóle nie wykazuje chęci do współpracy. Mówi zatem głównie Theo  docieka, opisuje, rozkminia, zastanawia się, interpretuje. Nam pozostaje jedynie wyciągnąć coś z jego rozważań albo poszukiwać prawdy w pamiętniku pacjentki.

Czy Pacjentka jest taką dobrą książką, jak zwykło się o niej mówić? Zapewne powieść przypadnie do gustu wielbicielom pokręconych opowieści, ale czy zaskoczy, powali i zmiażdży? Nie wydaje mi się. Historię przeczytałam ze średnim zainteresowaniem i prawdę mówiąc, gdyby nie zakończenie można by uznać ją za dość pospolitą. Nie było efektu wow, nie pojawiły się fanfary, konieczność zbierania szczęki z podłogi ani nawet fajerwerki. Ot, taki thriller jak wiele innych  ciekawy, ale bez szału. Nie znalazłam w Pacjentce tego czegoś, ponieważ zabrakło mi głębszych emocji. CO jednak zasługuje na uwagę, to możliwość zastanowienia się nad pojęciem szaleństwa: gdzie leży granica i kogo za nią umieścimy?