poniedziałek, 11 maja 2020

Vis maior: "Zadra" R. Małecki

Kryminał polski


Ludzi, częściej niż miłość, potrafi połączyć tragedia.

Robert Małecki, Zadra, t. 3, Czwarta Strona, Poznań 2020.


Niedokończone sprawy, które ciągną się za nami latami, potrafią nieźle namieszać w życiu. Z jednej strony czasem jest lepiej wiedzieć  poznać nawet najgorszą prawdę, by móc w końcu zaznaczać spokoju, ale z drugiej strony, nie znając prawdy, można karmić w sobie nadzieję. W sumie trudno orzec, co jest gorsze  własnie ta tląca się nadzieja (która pozwala myśleć, że wszystko się jakoś ułoży, odwlekając ostateczność) czy jednak trudna do przełknięcia, ale kończąca pewien rozdział prawda. I myślę sobie, że trzeba znaleźć się w takiej sytuacji, by w ogóle móc się nad tym głębiej zastanawiać, a poza tym to każdy jest inny, więc właściwie nie ma tu żadnego dobrego rozwiązania...

    Ponownie wchodzimy w cykl z Grossem i znów mamy do czynienia z zaginięciem  stara sprawa, niemal spisana na straty  oraz z bieżącym problemem, o którym zaraz opowiem szerzej. Zadra autorstwa Roberta Małeckiego to trzeci tom przygód detektywa Bernarda. Pierwsze wrażenie po lekturze? Trzyma poziom! Warto w tym miejscu zaznaczyć, że wszystkie części cyklu są ze sobą połączone, dlatego najlepiej jest zacząć od Skazy, przez Wadę, a dopiero potem dojść do Zadry.

Vis maior


    Zaczynamy niemal tam, gdzie skończyliśmy poprzednią przygodę  kwiaty jeszcze nie zdążyły zaschnąć, wino wciąż czeka na otwarcie. I niestety poczeka, bowiem w gęstym lesie w podchełmżyńskim Grodnie znaleziono kości  czaszkę i kawałek nogi. Początkowo podejrzewano, że znaleziska pochodzą z mogił Żydówek, które były chowane nieopodal, ale szybko wychodzi na jaw, że kości na pewno należą do męskiego osobnika. Nie trzeba wiele czasu, by dojść do reszty ciała, choć odnalezienie zwłok nastręcza tym razem sporo problemów, bowiem te zostały bardzo dobrze ukryte. Co więcej, od razu założono  wszystko na to wskazuje  że mężczyzna popełnił samobójstwo. Jednak Gross znów ma przeczucie i jak się zapewne domyślacie  nie myli się, że coś tu nie gra.

    Okazuje się, że zwłoki należą do mężczyzny, który wiele lat wcześniej stracił siostrę  zniknęła i wszelki ślad po niej zaginął. Czy te dwie sprawy są ze sobą połączone? Można oczywiście podejrzewać, że zrozpaczona matka rodzeństwa miała po prostu pecha  los wyjątkowo ją doświadczył. Jednak... cóż, mężczyzna ginie w rocznicę zaginięcia siostry, a z czasem wychodzą coraz to nowsze fakty, które prowadzą do kolejnych tropów, czasem w ślepe zaułki. 

    Poza bieżącym śledztwem będziemy mieli okazję przyjrzeć się nieco dość nietypowej współpracy dwóch kobiet, które nie powinny się dogadywać, starej teczce znalezionej za wanną, a poza tym kwitnącemu uczuciu i poczuciu beznadziei. Wejdziemy w świat bohaterów jeszcze mocniej, poznając kolejne jego ciemne i mroczne zakamarki.

Poziom utrzymany


    Kiedy myślę sobie o cyklu z Bernardem Grossem w roli głównej, od razu nasuwa mi się jedno: wyrównany poziom i, przy okazji, zero nudy. Każda z części dotyczy innej sprawy i choć wszystkie odnoszą się do zaginięć (te stanowią przeważnie sprawy sprzed lat), to jednak motyw wykorzystywany jest różnorodnie i po prostu nie nuży, a mógłby. W każdym tomie znajdujemy inne rozwiązania i odnoszę wrażenie, że z części na część śledztwa są coraz ciekawsze i bardziej zagmatwane  autor wnosi je na nowy poziom.

    Książkę czyta się z przyjemnością  nie ma tu żadnych tarć, wszystko trzyma się przysłowiowej kupy, a rozległe, malownicze opisy miejsca akcji pozwalają mocno zakorzenić się w fabule. Wydaje mi się, że w pierwszym tomie (Skaza) było nieco więcej zbędnych zapychaczy, tu takowych brakuje  wszystko na plus. Język powieści jest zróżnicowany i bogaty. Co prawda trudno tu mówić o smakowaniu stylu, bo wiadomo, że przesadna poetyckość byłaby tu nie na miejscu, ale za to jest adekwatnie do sytuacji  gdzie trzeba, tam ktoś rzuca mięsem, kiedy można  pojawiają się nieco subtelniejsze wyznania.

    Teraz może odrobinę o bohaterach. Tym razem zwróciłam szczególną uwagę na dwie panie, które mnie oczarowały  to bohaterki drugoplanowe, krótkie epizody, a jednak utkwiły mi mocno w pamięci: matka dziewczynki i babcia na klatce. Myślę, że kiedy dojdziecie do tych fragmentów, zrozumiecie, o co mi chodzi. Czego mi brakuje? Cóż, myślę sobie, że można by dać większe pole działania Raszei  to pani patolog, która z pewnością podzieliłaby się z nami niejednym smaczkiem. Owszem, bohaterka dostaje od czasu do czasu swoje pięć minut, ale... ciągle mi mało! 

    Fabuła? Jest ciekawie, wszystko elegancko przylega, aż w końcu klei się w bardzo zwartą całość. Odrobinę domyśliłam się, w czym tkwi haczyk, a jednak nie potrafiłam rozszyfrować wszystkiego. Nie wiedziałam, jak przyporządkować zwłoki do obrazu, który otrzymałam. Nijak nie mogłam rozwiązać tej zagadki, a dodatkowe utrudnienia  np. w postaci współpracującej wdowy  wyprowadziły mnie daleko w pole. Bardzo cieszy mnie, że jednak to, co brałam za pewnik, nie było wcale takie oczywiste. Dałam się nabrać.

    Wydawało mi się, że Zadra będzie ostatnim tomem, a jednak autor mnie zaskoczył, bo zakończenie tej powieści zostawia otwarte drzwi do kontynuacji. Nie ma mowy, żeby takowa miała się nie ukazać! Nie mogę się już doczekać kolejnej sprawy, a podejrzewam (wnioskuję), że teraz dojdziemy do naprawdę skomplikowanego śledztwa, a do tego nie obejdzie się bez emocjonalnego kopa, przynajmniej mam taką nadzieję. Nie pozostaje nic innego, jak czekać na wielki powrót Bernarda Grossa. Przeczytam kolejny tom na pewno!