piątek, 12 czerwca 2020

Nieudany eksperyment: "Starość aksolotla" J. Dukaj


(...) cała nasza współczesna kultura jest niczym więcej niż chaotycznym i zacinającym się pierwszym z eksperymentów.

Jacek Dukaj, Starość aksolotla, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2019.


Kolejna postapokaliptyczna wizja świata przed nami. Tym razem pomysł ciekawy, nietuzinkowy  nie ma tu mowy o wielkich powodziach czy ataku zombie  to wszystko wina słoneczka! 

Skąd w ogóle pomysł na przeczytanie tej książki? Może Was zaskoczę, bo to do mnie trochę niepodobne, ale oglądałam ostatnio pierwszy sezon serialu pt. Kierunek w noc  bardzo zaciekawił mnie opis, więc wsiadłam na rowerek stacjonarny i przeleciałam, a właściwie przejechałam wszystkie dostępne odcinki. Właśnie tam mignął mi tytuł tej powieści, a że na drugi sezon pewnie przyjedzie mi poczekać, to sięgnęłam po. Starość aksolotla, która na tyle zafascynowała twórców Netflixa, by zechcieli nakręcić coś na jej podstawie. Zatem, prowadzona niesamowitą ciekawością  Co będzie dalej?!  wzięłam się za e-booka. A tu zonk!

Nieudany eksperyment


Kiedy okazało się, że białko ścina się na słońcu, a wszelka materia organiczna poddaje się rozpadowi, ludzkość nie miała wiele czasu na zastanowienie się nad swoim losem  brakowało jej dróg ucieczki, choć wśród tych, które wydały się mieć rację bytu, pozostały dwie: powietrza oraz w sieć. Znalazło się kilka samolotów, które okrążały kulę ziemską, uciekając przed promieniami słońca, jednak my (w przeciwieństwie do twórców serialu) skupimy się na tej drugiej drodze ucieczki.


Nie można mieć tyle szczęścia, co ludzkość, i nie dostać w końcu kowadłem w łeb.


Nielicznym udało się przekopiować do cyfrowego świata  przestrzeni, która zapewnia nie tylko możliwość komunikowania się z innymi przedstawicielami naszego gatunku (w nieco odmiennej, mocno zrobotyzowanej wersji), ale też zapewnia długowieczność. Główny bohater, Grześ, żyje odtąd w blaszanej puszcze, choć myślami jest przy swych biologicznych potrzebach. Zastanawia się nad kondycją społeczeństwa, które nie może (nie chce? nie potrafi?) osiągnąć wyższego stopnia zaawansowania  niczym ten tytułowy aksolotl (larwalna wersja stworzenia, która nigdy nie osiąga pełnej dojrzałości). 

Wszyscy to czujemy, nawet jeśli się nie przyznajemy (...)
 Że coś z nas wyrwano, że czegoś nam brakuje.

W tym nowym postapokaliptycznym świecie nie brakuje rodzących się podziałów, poszukiwania nowych rozwiązań na istniejące już wcześniej (w ludzkim życiu) potrzeby. Dukaj z brutalną bezwzględnością unicestwia nie tylko znany nam świat, ale też  całą cywilizację.

Opornie, aż do bólu


Pomysł jest wspaniały, naprawdę, ale lektura tej książki to mordęga... Zacznijmy jednak od początku. Jeśli myśleliście, że skupimy się na samym momencie wielkiej zagłady ludzkości, to bardzo się mylicie  o tych morderczych promieniach przeczytamy jedynie w początkowej fazie, która szybko ustępuje miejsca rzeczywistości "po". Nie przyjrzymy się bolesnemu rozkładowi naszego świata  nie ma na to czasu  ale niemal od razu przetransferujemy się do innego świata. Szkoda.

W tej cyfrowej wersji rzeczywistości nie czeka nas wiele dobrego  można nawet pokusić się o stwierdzenie, że to kiepski początek końca. Wszelkie działania do niczego nie prowadzą, a ludziom brakuje poczucia fizyczności oraz  co chyba oczywiste  zastanawiają się nad zagadnieniem duszy: czy udało się przenieść po kablu chociaż jej odłamek i czy nowy (zapuszkowany, mechaniczny, cyfrowy) człowiek jest wciąż człowiekiem, czy już tylko martwą skorupą? Dukaj stawia przed czytelnikiem mnóstwo pytań, na które przeważnie nie udziela odpowiedzi, pozostawiając go w ciągłym niedopowiedzeniu.

Ta książka byłaby świetna, naprawdę, gdyby nie była napisała w tak cholernie oporny, naszpikowany dziwnymi neologizmami sposób. I o ile w innych powieściach te nowe słowa wpisywały się w treść, o tyle tu zupełnie nie pomagają w jej odbiorze... Język jest mocno zmechacony, naładowany nieoczywistościami, a przy tym wszystkim  co przyznaję ze smutkiem  tu się właściwie nic ciekawego nie dzieje. Odniosłam wrażenie, jakby autor stanowczo odgrodził mnie od tego świata, nie pozwalając mi go pojąć, jakbym była po prostu zbyt ludzka, by to zrozumieć. Starość aksolotla naszpikowana jest przypisami, które mają pomóc w wyjaśnieniu wielu zjawisk, rzeczy, działań. Do tego znajdziecie tu ilustracje odnoszące się do tekstu  nic wymyślnego, ale w pewnym sensie ułatwiają nieco lekturę.

Rozumiem doskonale zamysł tej powieści, jednak trudno jest delektować się upadkiem ludzkości, kiedy tego po prostu nie czujesz... Z tej całej cyfrowej wersji bije ogromny smutek, ale nie potrafię współczuć, bo jestem megapoirytowana tym, co nie-ludzie sobą prezentują. Poza tym to było aż do bólu nudne...

Myślę, że trzeba być naprawdę ogromnym fanem gatunku i samego Dukaja, by wynieść z tej powieści to, co widocznie wynieść by z niej należało. Mnie się nie udało, chociaż lubię wymagające i niebanalne treści. Jestem rozczarowana tym, co tam zastałam. Nie odczułam żadnej przyjemności z tej czytelniczej przygody, a doczytałam książkę do końca (niewielkie rozmiary), by móc z czystym sumieniem napisać, żebyście trzymali się od niej z daleka; chyba że potraktujecie to jako eksperyment (być może w Waszym przypadku będzie on udany). Cenię sobie twórczość autora (Lód czy Inne pieśni bardzo mi się podobały, choć też nie należały do łatwych lektur), ale tym razem to zupełnie, kompletnie i totalnie nie moja bajka, mimo że wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały inaczej.