niedziela, 12 lipca 2020

Być swoją własną samozagładą: "Pamiętnik narkomanki" B. Rosiek


Niekiedy mam wrażenie, że przegrałam swoją walkę o życie, chociaż żyję. Nie ma dla mnie ratunku, bo pozostało mi tylko poczucie bezsensu trwania wśród żywych.

Barbara Rosiek, Pamiętnik narkomanki, wyd. XXV, Marwit Druk, Warszawa 2019.



Problem narkomanii jest i pewnie jeszcze długo będzie obecny w naszej cywilizacji. Czytałam już kilka książek, które odnosiłyby się do tego wątku – a może raczej wyznania autorów, których codzienność kręciła się właśnie wokół ćpania – ale najczęściej były to opowieści odległe; gdzieś tam, gdzieś daleko od rodzinnego podwórka. Lektura takiej opowieści zawsze jakoś boli, nigdy natomiast nie skutkuje jałową emocją – działa, wycieńcza, zaskakuje, pozostawia pewien niesmak, ale i jest swoistym centrum poszukiwania nadziei. Rzadko sięgam po dzienniki, autobiografie, pamiętniki i tego typu literaturę, a po narkomańskie zwierzenia jeszcze rzadziej, bo – co tu dużo mówić – to nigdy nie jest łatwa i przyjemna przeprawa. 



Przyznam, że wybór cytatu, którym chciałam wprowadzić Was w Pamiętnik narkomanki autorstwa Barbary Rosiek, sprawił mi wiele trudności. Spędziłam sporo czasu nad poszukiwaniem tego, który chyba najlepiej oddałby treść zapisków, ale to zadanie nieco mnie tym razem przerosło, bo właściwie cytować można w tym przypadku większość zapisków. Ten pamiętnik jest prawie jak poezja... Postawiłam zatem na szczęśliwy traf. Otworzyłam książkę na losowej stronie i spisałam te słowa, które zaznaczyłam wcześniej zakładką indeksującą. Okazało się, że są tak samo dobre, jak dobre byłyby wszystkie inne. Dlaczego? Taki właśnie jest Pamiętnik... to zbiór ulotnych myśli, cichych wyznań, dramatycznych napięć.


Być swoją własną samozagładą



Ile wiemy o narkotykach? Zapewne nasze pojęcie na ten temat jest nieco większe, niż znajomość tematu w latach siedemdziesiątych. Wtedy wiedzieli głównie narkomani, ewentualnie ci, którzy starali się ich wyciągnąć z nałogu, organizując terapie, odsyłając do zakładów psychiatrycznych czy otwierając ośrodki odwykowe. Dziś wiemy więcej, ale musiało minąć wiele czasu i zgasnąć wiele żyć, by wzrosła nasza świadomość.

Niewątpliwie do podniesienia tej świadomości przyczyniła się Barbara Rosiek, która Pamiętnikiem narkomanki wprowadza czytelnika w narkotyczny świat, ale też odsłania przed nim swoje wnętrze, pokazując, co dzieje się nie tylko z ciałem, ale przede wszystkim z duszą ćpuna. 

Barbra zaczęła ćpać, kiedy miała trzynaście lat. Pierwsze wagary, pierwsze spotkanie z fascynującym chłopakiem, który obiecuje wyzwolenie, i pierwszy zastrzyk, który wszystko zmienia. Przykładna córka, zdolna uczennica, pokorna istota, która z uporem maniaka próbuje dosięgnąć dna. Nie wie, czego tak naprawdę pragnie, wie, dokąd może zaprowadzić ją wybrana droga – przygląda się temu, kiedy z czasem śmierć zaczyna zbierać żniwo w jej najbliższym otoczeniu. 


Ból istnienia jest do wytrzymania. 
Nie do wytrzymania jest ból nieistnienia.


Rosiek w bezkompromisowy sposób wprowadza nas w piekło uzależnienia, którego dna zdążyła dotknąć. Będziemy towarzyszyć jej wiele lat – od czasów nastoletniego poszukiwania, po chwile dorosłego zagubienia – by zrozumieć, dostrzec, pochylić się nad jej bólem i przerazić bezmyślnością.


Historia, jakich wiele?



Myślę, że historia Basi narobi Wam niemałego zamieszania w głowie. Podczas lektury wielokrotnie będziecie kibicować dziewczynie, zaciskać szczęki, uronicie jakąś łzę i zatrzęsie Wami gniew. Pamiętnik... to taka dawka sprzecznych emocji, której nie da się przyjąć na raz, dlatego też czytanie tej książki zajęło mi prawie tydzień – nie mogłam przyjąć więcej w krótszym czasie, a lekturę przeplatałam nieco bardziej pogodnymi treściami (no dobra, może też niełatwymi, ale jednak zatapiając się w fikcji, nie myślałam tak uporczywie nad rzeczywistością). 

Na pewno uderza nas fakt, że akcja tych narkomańskich wybryków dzieje się w tak dobrze znanym nam świecie – na pewno kojarzycie Częstochowę czy Warszawę... To już nie jakiś Berlin – jak to miało miało miejsce w My, dzieci z dworca ZOO - ale nasze podwórko, nasza rzeczywistość. Barbara Rosiek napisała, że ćpun zawsze pozna swego, kiedy osoba nie będąca w temacie (nawet rodzic!), może ciągle żyć w nieświadomości. To porażające! Z jednej strony trudno uwierzyć w tę niewiedzę, ale z drugiej? – czy sama widziałabym, czy miałabym pewność? Książka rodzi wiele pytań, ale czy dostarcza jakichś odpowiedzi?

Książkę trudno jest ocenić... Nie mam tu na myśli oceny dziewczyny, która dala się wciągnąć, jej wyborów czy pragnień, ale historię. Powiem Wam, że My, dzieci z dworca ZOO to powieść w identycznym klimacie, która zrobiła jednak na mnie większe wrażenie, ponieważ była bardziej dosadna, mocniejsza, pełna społecznego dramatu. Chyba tym właśnie różni się od Pamiętnika... Niby obie dziewczyny ćpały, zaczęły w podobnym wieku, jednak Barbara, trzymała się najmocniej nie przyjaciół, ale swojego wewnętrznego świata. Jej opowieść jest zatem bardzo osobista, pełna rozważań, pragnień i niechęci, a przy tym (w moim odczuciu) oziębła, daleka, jakby poza tym wszystkim. To zbiór chwil, które przeminęły.


Pamiętnik narkomanki złożony jest z treściwych zapisków, które pojawiają się pod kolejnymi datami (marzec 1973-październik 1988). Natomiast wpisy dotyczą życia Barbary Rosiek, począwszy od trzynastego roku życia, kiedy to była uczennicą siódmej klasy podstawówki, po dorosłość i związane z nią życie zawodowe (osiągnęła naprawdę wiele i z żalem myślę o tym, czego mogłaby dokonać, gdyby nie ćpanie). W trakcie tej wędrówki poznajemy autorkę, przyglądamy się jej przemianom (albo też ich brakom), umieramy i wracamy do życia, by nadal nie wiedzieć, jak żyć. 

Pamiętnik narkomanki to z pewnością lektura obowiązkowa – ku przestrodze, by zaspokoić ciekawość, by poznać, zrozumieć, potępić? Warto przeczytać, a nawet – tak uczyniłam – wrócić do niej po latach, by sprawdzić. Powiem Wam, że ta opowieść zrobiła na mnie teraz o wiele słabsze wrażenie niż kiedyś. Czytałam tę książkę, kiedy byłam nastolatką i wtedy przeżywałam te treści. Dziś? Dziś uważam, że warto znać, przyswoić, ale w pewnych dawkach, niełapczywie, z uwagą. Oczywiście emocji nie zabraknie, ale ta historia nie wstrząsnęła moim światem.

Barbara Rosiek zmarła w kwietniu bieżącego roku. Miała sześćdziesiąt lat...