piątek, 24 lipca 2020

Gen zła: "Córka nazisty" M. Czornyj


Ktoś powiedział, że historię piszą zwycięzcy, ale nie miał racji.
Historię piszą ocalali.

Max Czornyj, Córka nazisty, Filia, Poznań 2020.




Dzięki uprzejmości wydawnictwa Filia miałam okazję przeczytać najnowszą powieść autorstwa Maxa Czornyja, która swoją premierę będzie miała już za kilka dni: 29.07.2020 roku. Koniecznie zapamiętajcie tę datę, bo na takie książki warto czekać. Nie był wybór w ciemno, ponieważ i tak sięgnęłabym po tę historię – może jest trochę tak, że niektóre książki są nam po prostu przeznaczone.  

Córka nazisty to któraś z kolei powieść Czornyja, która trafiła w moje ręce; pomijam oczywiście te wciąż czekające na swoje pięć minut, a zajmujące zaszczytne miejsce na regale – tuż obok biurka, zawsze pod ręką... Tym razem jest jednak inaczej, bo nie czekałam ani chwili, bo tematyka zupełnie inna, bo ciekawość tej odmienności totalnie mnie zaintrygowała. Pełna wspomnień, zapisków ze starego notatnika, wsparta codziennością, która wciąż wymyka się spod kontroli. Powiem Wam, że w takim wydaniu Maxa Czornyja to ja jeszcze nie znałam, ale bardzo przypadła mi do gustu ta wyjątkowa odsłona.

Gen zła


Max Czornyj wychodzi do czytelnika z pytaniem: Czy istnieje coś takiego jak gen zła, który przekazywany jest wraz z poczęciem, i czy to właśnie on determinuje nasze działania, wyznaczając miejsce w świecie i historii? Autor porusza interesujący temat, bo czy dzieci powinny żyć w poczuciu winy z powodu decyzji podjętych przez rodziców? Czy ktokolwiek powinien brać odpowiedzialność za grzechy, których nie popełnił? Jest nad czym myśleć, a ilu ludzi, tyle różnych opinii...



Jestem złym człowiekiem. Mimo że robiłam sporo dobrego,
odziedziczyłam gen zła i nic nie mogę na to poradzić.


Greta to osiemdziesięciolatka dotknięta alzheimerem. Kobieta każdego dnia stara się rozprawić ze swoją przeszłością, chwytając umykające, wyblakłe wspomnienia, lecz żadna próba pogodzenia się z własnym pochodzeniem nie przynosi pożądanego efektu. Greta wyrzuca sobie, że w jej żyłach płynie krew zbrodniarza, uparcie utrzymując, że nie ma wyjścia z tej sytuacji  jest skaza na swój los. Wciąż żyje też w ogromnym, przytłaczającym poczuciu winy, bo choćby bardzo chciała, nie potrafi wyrzec się miłości do rodzica. Kobieta czuje się współodpowiedzialna za krzywdy, które dotknęły ofiar wojny, stara się zatem im zadośćuczynić, wspierając właściwe organizacje.


Grecie pomaga odzyskać spokój młoda psychoterapeutka Alicja, która w trakcie sesji stara się wydobyć z kobiety wspomnienia, by mogła się z nimi uporać. Spotkania nie przynoszą jednak oczekiwanych efektów, nie pomagają rozmowy, wyzwania i prośby – umyka najważniejsze, które zostaje wyparte lub zapomniane – do czasu... Pewnego dnia w ręce córki nazisty trafia tajemniczy brulion, który zmieni wszystko. Greta oddaje się lekturze z poczucia obowiązku, by oddać hołd poległym, by opowieść o bólu pewnej małej dziewczynki, Anny, nie została zapomniana.

Najlepiej byłoby wejść w nicość z marszu i bez zastanowienia. Jednak przecież były tysiące takich, którzy nie chcieli robić już nawet kroku.


Podróż, w którą wybierze się Greta, będzie niesamowitym przeżyciem – prawdziwą próbą odnalezienia odkupienia. Czy kobieta wyjdzie z tej walki z przeszłością zwycięsko, czy znów jej schorowany umysł przejmie kontrolę nad codziennością?

Przeszłość to dziś


Przyznam szczerze, że Córka nazisty to intrygująca powieść z wielu powodów: po pierwsze zaskakuje nowa odsłona twórczości Maxa Czornyja, którego znamy raczej z kryminalnych klimatów, choć ta opowieść również – może właśnie w szczególności? – do lekkich nie należy; po drugie historia wciąga niemal od pierwszej strony, by utrzymywać uwagę czytelnika do samego końca i tak naprawdę nie wiemy, czego można się po niej spodziewać;  po trzecie – co zrobiło na mnie piorunujące wrażenie – finał tej opowieści wbija w fotel. Autor bardzo sprawnie i z ogromnym wyczuciem wprowadza nas w ciężki nastrój, odsłaniając tragiczne skutki wojny. Warto w tym miejscu wspomnieć, że odbiła ona piętno na wszystkich, a ile ludzkich istnień, tyle różnych historii. 

Córka nazisty to przejmująca opowieść, która wzrusza na każdym kroku  wielki dramat wielu bohaterów, pułapka przeszłości, labirynt, z którego nie ma wyjścia. Zmusza do refleksji, wymagając od czytelnika ciągłego poszukiwania odpowiedzi na wciąż pojawiające się pytania. Ta historia nie daje spokoju – jestem przekonana o tym, że długo jeszcze pozostanie w mojej pamięci, a pomimo tego wiem, że za jakiś czas do niej powrócę, by sprawdzić, czy nic mi nie umknęło. Autorowi udało się zagrać na moich emocjach, a przy tym ukazać różne oblicza dramatu – to ważne, ponieważ możemy towarzyszyć zarówno córce nazisty, jak i ofierze.



Budowa utworu jest bardzo atrakcyjna. Wejdziemy w teraźniejszość osiemdziesięcioletniej kobiety, by chwilę później odpłynąć w gąszcz – często niejasnych – wspomnień. To jednak nie wszystko, ponieważ dostajemy też możliwość przeczytania pamiętnika młodej dziewczyny, która doświadczyła okrucieństwa wojny – autor nie szczędzi tu okrucieństwa, ale powiem Wam, że nie ma w tym przesady, bowiem nie sili się na zbędny turpizm. I to się ceni. 

Akcja rozwija się z wolna, by w pewnym momencie nabrać rozpędu, przy czym nieustannie trzyma w niepewności, w oczekiwaniu. Powieść jest dopieszczona w każdym szczególe, bohaterowie pełnokrwiści, a finalnie każdy z elementów trafia na swoje miejsce, by pozostawić czytelnika w szoku. To lubię.

Nie mam tej historii nic do zarzucenia – jest dokładnie taka, jaka powinna być: pełna sprzecznych emocji, zamglonych wspomnień i trudnego do przełknięcia, naszkicowanego dziecięcą ręką obrazu wojny, która nie oszczędziła nikogo. W finalne znajdujemy odpowiedzi na niedające nam spokoju pytania, a  opowieść z pewnością nie przejdzie bez echa – jest zdecydowanie warta każdej poświęconej na lekturę minuty. Córkę nazisty polecam z czystym sumieniem – to jedna z tych historii, nad którymi warto się pochylić.