wtorek, 14 lipca 2020

Tak rodzi się szaleństwo: "Żywica" A. Riel


Miło jest pomyśleć o czymś jasnym,
kiedy wokół panuje ciemność.

Ane Riel, Żywica, przeł. J. Cymbrykiewicz, Zysk i S-ka, Poznań 2020.



Jak tam z Waszym chomikowaniem? Odkładacie rzeczy na później, chowacie je po kątach i upychacie w zakamarkach, bo przecież wszystko się kiedyś do czegoś przyda albo "się naprawi"? Zawsze zastanawiałam się, z czego wynika potrzeba takiego zbieractwa, które z czasem wymyka się spod kontroli. Być może to przeświadczenie o oszczędności albo wyidealizowana wizja drugiego życia przedmiotów? A może chodzi o przeświadczenie, że lepie mieć, nie mieć czegoś, czegokolwiek, bo to przedmioty nas w jakiś sposób definiują? A może gromadzenie, często nałogowe, wynika z tego, że kiedyś wiele rzeczy było niedostępnych, a teraz wszystko jest na wyciągnięcie ręki, więc z trudem można oprzeć się pokusie? Nie wiem, choć myślę sobie, że pewnie każdy powód jest dobry, a przestrzeń – choć nie z gumy – stara się jakoś dopasować i przyjmować więcej.


Refleksja dotycząca zbieractwa naszła mnie w trakcie lektury Żywicy Ane Riel. Od razu w ruch poszło mgliste wspomnienie programu o ludziach chomikujących, który kiedy obejrzałam. Zastanawiałam się, w jaki sposób można żyć wśród tylu przedmiotów, tonąć w nich, a przy tym być w stanie odnaleźć to, czego się potrzebuje – albo w ogóle pamiętać, że coś takiego się posiada... Daleko, oj bardzo daleko mi do idei minimalistycznych przestrzeni, ale niektóre zbiory potrafią wprowadzić mnie w konsternację.


Tajemnica Głowy


Rzecz dzieje się w Danii, a właściwie w Głowie, do której dostęp jest nieco utrudniony. Tajemnic tego miejsca bronią sterty śmieci, do których chorobliwie przywiązany jest ojciec rodziny. Wstępu na posiadłość zakazuje tabliczka, która odstrasza potencjalnych poszukiwaczy sensacji, ale i tych, którzy zabrnęli tu przypadkowo. 

Głowa to bezpieczne miejsce, jak każdego dnia utwierdza ojciec w przekonaniu swoją kilkuletnią córkę. Dziecko nie zna innego życia, a pełni szczęścia upatruje przede wszystkim w możliwości przebywania z rodzicem, szczególnie w lesie, wśród zapachu żywicy. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że rodzice zgłosili śmierć swojej córki – dla jej dobra – a już pierwsze zdania powieści sugerują, że coś tu jest nie tak... w końcu nie na co dzień dziecko jest świadkiem morderstwa. 


Liv przemyka korytarzami wyznaczonymi  przez śmieci – te walają się wszędzie, tworząc solidne zapory, które bronią prywatności rodziny. W tym labiryncie szaleństwa znajdziemy wiele niespodzianek, m.in. monstrualnych rozmiarów matkę spędzającą milczący czas w sypialni na górze, warsztat pachnący drewnem, niepokojące portrety i cichych współtowarzyszy tej rodzinnej tragedii.

Dzieją się tu rzeczy, które nigdy nie powinny mieć miejsca, a jednak Głowa jest sprytnie ukryta przed ludzkim wzrokiem. Choć rodzinę uważa się za dziwną, nie budzi ona większych podejrzeń, a dramatyczne wydarzenia – te jawne – stanowią doskonałe wyjaśnienie alienacji, zatem nikt tu niczego nie podejrzewa, nie szuka. Do czasu.

Tak rodzi się szaleństwo


Żywica to powieść, której właściwie niczego nie brakuje: jest bardzo skondensowana, wypełniona retrospekcją, listami i spojrzeniem na całość tego, co się dzieje, z innej perspektywy. Historia jest wciągająca – porywa już od pierwszego zdania! – trzyma w napięciu do końca, zaskakuje, mierzi i miażdży finałem. Moim zdaniem jest świetna i warta każdej nieprzespanej minuty. 

Duńska autorka doskonale nakreśliła portret psychologiczny każdego domownika – wejdziemy w takie zakątki ludzkich umysłów, które powinny powinny zostać ukryte przed wzrokiem. Wszystko idealnie współgra, przeplata się, wyjaśnia z czasem, a motywacje bohaterów robią wrażenie. Poznamy matkę, która żyje jakby poza wszystkim – ciałem na pewno jest daleko – ojca wraz z jego zafascynowaniem śmiercią i śmieciem, a przy tym naznaczonego tragedią, oraz kilkuletnią dziewczynkę, która nie zna innego życia – dla niej wszystko, co dzieje się na Głowie, jest normą. Każdy ma swoje tajemnice, podejrzenia, pragnienia i cel. Kiedy ta "normalność" zetknie się z tym, co pojmujemy jako "normalne", katastrofa wisi w powietrzu. Ciągły stan zagrożenia, bezustanne błądzenie w domysłach i ślepe zaufanie, oddanie bez granic.

Niesamowity klimat tej powieści mocno podnosi jej atrakcyjność – człowiek połączony został z naturą, a czasem to właśnie ta przestrzeń wokół determinuje jego zachowania i...  popycha do szaleństwa – szaleństwa nie brakuje. Myślę, że każdy kolejny rozdział będzie zaskoczeniem dla czytelnika, a następne leniwie odsłaniające się rewelacje nie pozwolą Wam odłożyć tej książki. Jest po prostu niesamowita, mroczna, zatrważająca, a przy tym fascynuje i nurtuje, zmuszając do stawiania sobie pytań i poszukiwanie odpowiedzi. Nie pozostawia obojętnym.

Z czystym sumieniem polecę Wam lekturę Żywicy! Jeśli kręcą Was historie ciężkie, dziwnie ulotne, a do tego naznaczone makabryzmem – ta nada się idealnie. Warto tu jednak wspomnieć, że w tej brzydocie jest ogrom piękna, a w tym szaleństwie jest metoda. Świetny kawał literatury. Dawno nie czytałam czegoś tak wciągającego. Na pewno dorwę papierowy egzemplarz, bo jestem przekonana, że wrócę do tej opowieści.